POLECAMY

„Pieśń słoneczna Róży Bluszcz” Jan Grzegorczyk

„Charles Péguy pisał, że grzesznik stoi w samym centrum chrześcijaństwa i nikt tak jak on nie rozumie, czym chrześcijaństwo jest — chyba że święty. Te słowa zawsze mnie fascynowały. I dlatego z pasją tropię jednych i drugich. Niektórzy nazywają mnie skandalistą i gorszycielem...
„Charles Péguy pisał, że grzesznik stoi w samym centrum chrześcijaństwa i nikt tak jak on nie rozumie, czym chrześcijaństwo jest — chyba że święty. Te słowa zawsze mnie fascynowały. I dlatego z pasją tropię jednych i drugich. Niektórzy nazywają mnie skandalistą i gorszycielem. No cóż, dla mnie świętość to nie pielęgnacja cnót heroicznych, ale sokole oczy, które potrafią rozpoznać Boga przebranego w najbardziej liche i słabe istoty. Człowiek uwierzył w Boga, dotykając Jego ran. Bóg także pragnie dotknąć naszych okaleczeń, choć pewnie nie jest Mu to potrzebne, by w nas uwierzyć”. (Jan Grzegorczyk, cyt. za: jangrzegorczyk.pl)

Zwykli niezwykli bohaterowie, zwykła niezwykła codzienność. Tak można by pokrótce streścić najnowszą książkę Jana Grzegorczyka, „Pieśń słoneczną Róży Bluszcz” - zbiór kilku opowiadań, w których małe radości przeplatają się z wielkimi rodzinnymi dramatami, tworząc tym samym pajęczynę ludzkich emocji, przeżyć i doświadczeń. W tle zaś, a niekiedy i na pierwszym planie, przewijają się wielcy „nieobecni” – święci od spraw beznadziejnych oraz „Pieśń słoneczna Róży Bluszcz” Jan Grzegorczykrzeczy zgubionych. Przede wszystkim jednak, światełko nadziei dla ludzi zagubionych, samotnych i potrzebujących pomocy.

Pewien fotograf, który od lat robi zdjęcia przydrożnym kapliczkom z Nepomucenem, trafia do małej wsi, w której mieszkańców podzielił ksiądz, mający nowoczesne, i często sprzeczne z ideą Kościoła, poglądy na naszą doczesność. Julian zaczyna dostrzegać, że to z powodu pazerności żony zerwał stosunki rodzinne z siostrą. Dziennikarka-alkoholiczka przyjeżdża do Zakonu Franciszkanów, chcąc odpokutować za swoją winę sprzed kilkunastu lat. Listonosz rezygnuje z pracy, gdy emerytura, jaką miał dostarczyć starszej pani, z jego winy trafia w niepowołane ręce. Pisarz otrzymuje tajemniczego maila, który skłania go do wyruszenia do Kazimierza i poznania jego autorki. Elwira, zarabiająca na życie własnym ciałem, chcąc uniknąć przemoczenia deszczem, chroni się w pobliskim kościele…

Główni bohaterowie, splotem przypadków (przeznaczenia?), pojawiają się w danym momencie w miejscu, do którego z jakiś tam względów nie przynależą. Przypominają intruzów, którzy wkroczyli na obcy sobie teren i błąkają po nim niczym po omacku, szukając jakiejś deski ratunku. Dla siebie, lub też dla ludzi, z którymi połączył ich los. Zbiorowy portret, jaki otrzymujemy, jest przekrojem polskiego, katolickiego społeczeństwa. Ktoś czuje się niczym złe fatum. Ktoś inny ucieka przed bliskością. Kogoś łatwo ranią słowa. Ktoś cierpi. Ktoś traci nadzieję, że jego los jeszcze się odmieni. Ktoś szuka winy w sobie. Ktoś dopatruje się jej w innych…

Przyznaję, że rzadko sięgam po książki z gatunku literatury religijnej. Twórczość pana Grzegorczyka, autora m.in. popularnej serii o księdzu Groserze, lubię, jako że pisarz jest świetnym obserwatorem naszego społeczeństwa. Autor wydaje się zauważać pojedynczego człowieka, z jego słabościami i talentami, nie koncentrując się na uogólnieniach i stereotypach. Ludzie bywają skłóceni, chciwi, zawistni, ale też wśród nas żyje wiele osób, na co dzień nie dostrzeganych, których można by wynieść na ołtarze. Nikt nie jest z natury tylko dobry lub tylko zły - wszyscy błądzimy, szukamy odpowiedzi na różne pytania, wątpimy w sens „tu i teraz”. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi! Może dlatego tak potrzebne są obok nas nie tylko bliskie nam osoby, ale i święci? Św. Nepomucen. Św. Rita. Św. Antoni. Matka Teresa z Kalkuty. Weronika, co otarła twarz Jezusowi. Św. Franciszek...

„Pieśń słoneczna Róży Bluszcz” momentami zastanawia i pobudza do dyskusji, miejscami wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Podążając za bohaterami, dostrzegamy, jak ci niosący ze sobą bagaż doświadczeń, wypełniony cierpieniem, samotnością i często bolesnymi wspomnieniami, przypominają każdego z nas. Może dlatego te teksty, ciekawie zilustrowane przez panią Agnieszkę Traczyńską, stają się nam tak bliskie?

Anna Curyło
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)