Umarł Bond

Umarł Bond

Niech żyje Bourne! "Ultimatum Bourne’a" znakomicie chwyta niespokojnego ducha naszych czasów.
/ 19.09.2007 15:27
Umarł Bond
Trzecia część opowieści o Jasonie Bournie dobitnie pokazuje, że wreszcie doczekaliśmy się w kinie szpiegowskim bohatera na miarę naszych czasów, a James Bond doczekał się godnego przeciwnika. Śmiem nawet twierdzić, że ten wymuskany bon vivant został ostatecznie pokonany przez przeciętniaka w wyciągniętym podkoszulku.

Bourne to wręcz anty-Bond, tak jak krótka jeszcze "bourne’owska" seria jest całkowitym zaprzeczeniem cyklu o agencie Jej Królewskiej Mości. Jej bohater, agent CIA z amnezją, jest już o krok od rozwikłania zagadki swojej tożsamości. Zanim jednak dowie się, kto i dlaczego uczynił z niego maszynkę do zabijania, znów stanie się celem dawnych mocodawców. Zmieniając miejsca i telefony, Jason Bourne (powściągliwy Matt Damon) próbuje uciec przed tropiącymi go zabójcami, a jednocześnie dotrzeć do ich zleceniodawców. W tle oglądamy jeszcze intrygującą rozgrywkę między dwiema komórkami CIA, a uważni widzowie dostrzegą w "Ultimatum Bourne’a" nawet wątek polityczny: w końcu jedną z ofiar cichej wojny amerykańskich tajnych służb pada reporter śledczy lewicowego brytyjskiego dziennika "The Guardian".

Film Paula Greengrassa, reżysera z dokumentalnym zacięciem ("Krwawa niedziela", "Lot 93"), jest niemal wyprany z kolorów, stalowe błękity tworzą nieprzyjazną, zimną aurę. Z kolei sprawny, szybki montaż i rozedrgana kamera nie tylko znakomicie podkręcają tempo, ale także wrażenie chaosu. Bo świat w "Ultimatum Bourne’a" jest nieprzyjazny, chaotyczny, zimny. Niebezpieczny i skomplikowany. Bourne’owi (ale też widzom) nie jest łatwo rozeznać się w tym, kto wróg, kto przyjaciel, i gdzie naprawdę czai się zło. Skoro w rzeczywistości te podziały przestały być proste, nic dziwnego, że nawet w kinie jeden celny strzał już nie wystarczy, by przywrócić globalną równowagę zachwianą na przykład przez jakiegoś sfiksowanego doktorka z egzotycznej wyspy. Takiej równowagi po prostu już nie ma.

A skoro jesteśmy przy egzotyce, to i ta u Greengrassa jest specyficzna. Zamiast podrasowanych pocztówkowych widoków brytyjski reżyser funduje nam reporterskie obrazki – na przykład z hałaśliwego, zaniedbanego Tangeru. Podobnie rzecz ma się z europejskimi i amerykańskimi miastami, które oglądamy z perspektywy tłocznych dworców, zaułków i bocznych uliczek. To właśnie tu niespodziewanie każdy z nas może stać się świadkiem strzelaniny, potyczek służb czy pościgu – sugeruje Greengrass. Można wpaść w lekką paranoję? To i tak nic w porównaniu z cieżkimi przypadkami tej choroby, z jakimi mamy ostatnio do czynienia w Polsce.

Małgorzata Sadowska/ Przekrój

"Ultimatum Bourne’a", reż. Paul Greengrass, USA 2007, 110’, UIP, premiera 7 września 2007 r.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)