Pachnidło

Udana ekranizacja głośnej powieści Patricka Süskinda. Reżyser zdołał opowiedzieć nam o tym, co wydawało się nie do opowiedzenia: o zapachach.
/ 15.01.2007 10:09
Tomowi Tykwerowi udała się rzecz rzadka: zrobił wystawne kostiumowe widowisko (to jedna z najdroższych europejskich produkcji!), które nie tylko nie ma cech ramoty, ale jeszcze chwyta ducha naszych czasów. Ekranizując słynną powieść Süskinda, reżyser zdołał opowiedzieć nam o tym, co wydawało się nie do opowiedzenia: o zapachach.

A wszystko dzięki światłu i gęstym od detali kadrom, poprzez które możemy poczuć XVIII-wieczny Paryż: smród Sekwany, zaduch panujący w mieszkaniach i sklepach czy wreszcie straszliwy odór targu rybnego, gdzie na kupie gnijących resztek przychodzi na świat Grenouille (świetny Ben Whishaw), psychopata i geniusz w jednym. Autystyczny, pozbawiony uczuć i zarazem obdarzony nieprawdopodobnym węchem mężczyzna tworzy najcudowniejszy zapach świata. Składniki pachnidła, które ma mu pomóc doznać wreszcie miłości, zamienić w kogoś, kim nie jest, pochodzą z ciał mordowanych młodych kobiet.
Owe niebezpieczne związki piękna, pożądania, wreszcie sztuki ze śmiercią, które tropi Tykwer, są już bardzo współczesne. Wszak cała konsumpcyjna kultura to gigantyczna iluzja, w której bierzemy udział, bo chcemy żyć w otumanieniu, karmieni fałszywymi obietnicami szczęścia, przebrani w markowe kostiumy i oczywiście – uperfumowani. Cywilizacja jest jak barykada, która oddalić ma nas od śmierci, od naszej cielesności, od zła, które w sobie nosimy.
Częścią tej iluzji jest również kino. Czy jednak film Tykwera oszałamia jak perfumy stworzone przez Grenouille’a? Nie do końca, bo w tej feerii cudnych woni ktoś nagle zepsuł powietrze, wykładając w finale „przesłanie”. Co więcej, przesłanie śmierdząco banalne.
A skoro już czepiam się Tykwera – filmowi trochę zaszkodziło też umiłowanie tego reżysera do zabaw kamerą i wizualnego efekciarstwa, które często zamienia się tu w nudziarstwo. Po mocnym początku opowieść staje się nużąca, by nabrać tempa i drapieżności w drugiej części. Przydałoby się więc „Pachnidłu” kilka zdecydowanych cięć – w końcu nadmiar składników tak samo szkodzi perfumom jak filmom. Tym razem jednak wybaczam wszelkie niedoskonałości, wszak opowieść Süskinda dobitnie przekonuje, że doskonałość bywa podejrzana, a nawet niebezpieczna.

Małgorzata Sadowska/ Przekrój
„Pachnidło”, reż. Tom Tykwer, Niemcy/Francja/Hiszpania 2006, Gutek Film/Max Film
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/15.01.2007 20:14
a mi wrcz przeciwnie bardzo się podobał, miał w sobie coś niezwykłego co na pewno wyróżnia go od innych. Zakończenie nie mogło być inne nż to w książce bo na niej opierano produkcję... stąd te elementy fantastyczne
/15.01.2007 16:52
wczoraj bylam na tym filmie... kiepścizna. Spodziewałam sie czeoś zupełnie innego- lepszego. zaczyna sie ciekawie ale z miuty na minute jest coraz gorzej, końcówka to totalna tragedia. przejcie od naturalizmu do fantasy. Czemu to mialo sluzyć?? Żadnej głębszej tresci. nie polecam