"Oczy Julii" - We-Dwoje.pl recenzuje

To taki więcej niż thriller i mniej niż horror, na dodatek nie najlepszy w żadnym z tych dwóch gatunków. Firmowany nazwiskiem mistrza grozy, film Guillema Moralesa nie wywołuje takich samych emocji co dzieła mistrza del Toro. Ba, miejscami wywołuje przede wszystkim irytację. Bo w tej opowieści jest naprawdę mało sensu.
/ 30.03.2011 07:37

To taki więcej niż thriller i mniej niż horror, na dodatek nie najlepszy w żadnym z tych dwóch gatunków. Firmowany nazwiskiem mistrza grozy, film Guillema Moralesa nie wywołuje takich samych emocji co dzieła mistrza del Toro. Ba, miejscami wywołuje przede wszystkim irytację. Bo w tej opowieści jest naprawdę mało sensu.

Julia czuje, że coś złego stało się z jej siostrą bliźniaczką. Kiedy jedzie do jej domu, okazuje się, że Sara popełniła samobójstwo. Wszyscy uznają, że za jej śmiercią stoi depresja spowodowana postępującą ślepotą, jednak Julia wierzy, że za śmiercią jej siostry stoi coś więcej. Rozpoczyna własne śledztwo. Powoli zaczyna odkrywać kolejne fakty z ostatnich dni życia Sary. Sama jednak choruje na to samo co siostra i powoli traci wzrok. Czy zdąży zanim choroba odbierze jej ten najważniejszy ze zmysłów?

Na początku uzgodnijmy jedno. To nie jest horror, czego mogliby oczekiwać wielbiciele dzieł del Toro, a nazwisko tego właśnie mistrza reklamuje cały film. To thriller, dość solidnie zrobiony, znacznie jednak gorszy od tego, do czego zdolni są Hiszpanie. Tak to już z tymi wysokimi poprzeczkami bywa, że wyznaczają pewne, nieosiągalne dla wielu standardy. Guillem Morales korzysta z tradycyjnych środków straszenia swojego widza. Dużo jest tutaj ciemności, tradycyjnych kamiennych piwnic, wygaszanego co rusz światła. Morales umie stworzyć klimat i miejscami naprawdę czuć, wcale nie przysłowiowe dreszcze. Zawodzi jednak napisany przez niego scenariusz. Brakuje elementarnej logiki kolejnych wydarzeń. Postępowanie głównej bohaterki, z minuty na minutę staje się coraz bardziej chaotyczne, żeby nie powiedzieć bezsensowne. Irytacja rośnie niemalże w każdej kolejnej scenie. Nie pomaga tutaj wyjątkowa Belén Rueda, jedna z najlepszych aktorek w Europie, która każdą rolę potrafi przekształcić w wizjonerską sztukę. Nie pomaga mistrz del Toro, występujący tutaj jedynie w roli producenta. Najwyraźniej za mało zaangażował się w produkcję. Nie pomaga dość dobrze obsadzona obsada drugoplanowa i autentycznie porządnie wykreowany klimat. Jest męcząco. Miejscami mocno nużąco. Ten film ma prawdziwy potencjał i wielka szkoda, że nie został on wykorzystany. Czym dalej, tym gorzej. Ostatnie sceny wywołują jedynie euforię spowodowaną faktem, że całość już się skończyła. Wielkie rozczarowanie. Hiszpanów stać na znacznie więcej. Bardzo prosimy się poprawić.

Fot. Filmweb