Mój najlepszy przyjaciel

Czy łatwo jest zdobyć prawdziwego przyjaciela, takiego na dobre i na złe? I jeszcze udowodnić innym, że się go naprawdę ma...
/ 01.08.2007 10:49

Krótko o filmie
Atrakcyjna Catherine (Julie Gayet) nie wierząc w opowieści swojego wspólnika, niesympatycznego Francois (Daniel Auteuil), o jego najlepszym przyjacielu, postanawia poznać tajemniczego przyjaciela osobiście. Namawia Francois na spotkanie we troje. Zdesperowany mężczyzna prosi o pomoc pewnego taksówkarza.

Francois jest sprzedawcą antyków w średnim wieku. Ma stylowe mieszkanie i cudowne życie. Na obiedzie z grupą ludzi, których uważa za bliskich kolegów, dowiaduje się, że tak naprawdę nikt z nich go nie lubi. Jest arogancki, skupiony na sobie i oschły. Nikt z gości obiadu nie wierzy, że Francois w ogóle mógłby mieć przyjaciela. Catherine, wspólniczka Francois, proponuje zakład. Jeśli uda mu się zdobyć choć jednego prawdziwego przyjaciela, zatrzyma grecką wazę, którą znalazł dla firmy. Jeśli nie, waza będzie się należała Catherine.

Przyjmując wyzwanie Francois naiwnie wierzy, że łatwo odnajdzie odpowiednią osobę wśród swoich kontaktów z kalendarza. Jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Poruszając się po Paryżu, wciąż trafia na sypiącego plotkami taksówkarza o wielkim sercu – Brunona. Gadatliwość i prostolinijność mężczyzny nie odpowiada wyszukanemu stylowi Francois, ale potrzebna mu pilnie umiejętność łatwego nawiązywania kontaktów z ludźmi, jaką z pewnością ma Bruno. Francois przekonuje kierowcę, żeby nauczył go, jak zawierać przyjaźnie i jak być towarzyskim, uśmiechniętym i otwartym. To nie będzie łatwe. Ale może odpowiedź na problemy Francois siedzi tuż przed nim, w taksówce?

Fragment wywiadu z reżyserem, Patrice Leconte
Skąd wziął się pomysł na film "Mój najlepszy przyjaciel"?
Powstał jeszcze zanim nakręciliśmy "Les Bronzes", kiedy Jerome Tonnerre zadzwonił do mnie i powiedział, że dostał do rąk dobrze napisany szkic scenariusza Oliviera Dazata. Potrzebny im był reżyser i Jerome od razu pomyślał, że ja mógłbym się tym zainteresować. Miał rację. Bardzo podobał mi się ten zarys. Chociaż nieco obawiałem się o fabułę, postanowiłem spotkać się z producentami. Po tym owocnym spotkaniu zaczęliśmy współpracować, żeby pójść w kierunku, który nam obu będzie odpowiadał.
Ten film jest mieszanką filmów, czymś pomiędzy komedią i dramatem. Czy chęć osiągnięcia tej niejednoznaczności była widoczna już w scenariuszu?
Nie. Kiedy zaczynaliśmy pisanie, wydawało nam się, że to będzie bardziej typowa komedia. Nie odpowiadało mi jednak tak lekkie potraktowanie tematu przyjaźni, który wydał mi się tak fascynujący. Było przeciwnie, podobał mi się pomysł, żeby film dokonywał nagłych zwrotów. To jak z samolotem na pokazie lotniczym, który startuje normalnie, ale wchodzi w korkociąg i zaczyna lecieć do góry nogami.
Po "Dziewczynie na moście" i "Wdowie św. Piotra" to już trzecia twoja współpraca z Danielem Auteilem. Czy wy w ogóle jeszcze musicie ze sobą rozmawiać?
Daniel bardziej wierzy w jedno spojrzenie albo uśmiech, niż w tysiąc słów. Nie należy do tych aktorów, których trzeba "dokarmiać psychologią". To dla mnie lepiej, bo nie jestem typem reżysera, który prowadzi aktorów za rękę, czy wyjaśnia im skąd się wzięły ich postacie i dokąd zmierzają. Mnie interesuje działanie, czucie. Kiedy scenariusz jest dobrze napisany, aktorzy muszą się odnaleźć w opowieści w sposób naturalny. Daniel taki jest. Przed rozpoczęciem zdjęć widzieliśmy się tylko w czasie przymiarek garderoby i zadzwoniliśmy do siebie przed pierwszym dniem zdjęciowym tylko dwa, może trzy razy. Zaczynaliśmy od sceny, w której Drouot i Julie się kłócą. Zawsze nieco stresujące jest pierwsze zagranie przed reżyserem, którego się nie zna, z aktorem, którego się nie zna, za to który zna reżysera. Tu było to proste. Miałem wrażenie, że widziałem się z Danielem poprzedniego wieczora. Tak się mówi o ludziach, których się kocha, a z którymi straciło się kontakt.
Jak wybrałeś ścieżkę muzyczną do filmu?
Zadzwoniłem do grupy "L’attirail", której liderem jest Xavier Demerlac. Spotkałem go kilka lat wcześniej, kiedy szukałem motywów do "Dziewczyny na moście". Trafiłem wtedy na ich pierwszą płytę. Bardzo mi się podobała. Spotkałem się z nim i poszedłem na ich koncert. Powiedziałem mu, że kiedyś, jeśli tylko będę miał okazję, poproszę go o napisanie podkładu muzycznego do filmu. Uznałem, że "Mój najlepszy przyjaciel" może być czymś idealnie pasującym do niego, bo on nie idzie w swojej muzyce w kierunku łatwych emocji. Jego muzyka czasami ociera się o hałaśliwość, ma w sobie coś bardzo radosnego. W pisanych przez niego dźwiękach jest jednocześnie mnóstwo energii i smutnych akcentów. Ta niekonwencjonalna mieszanka bardzo do mnie przemawiała. Jestem ogromnie zadowolony z efektu, bo jest w tym filmie specyficzny muzyczny smak, którego nie dostrzega się od początku, ale doskonale miesza się z tematem.

W rolach głównych:
Daniel Auteuil
jako Francois
Dany Boon jako Bruno
Julie Gayet jako Catherine

"Mój najlepszy przyjaciel", Reżyseria: Patrice Leconte, Produkcja: Francja/2007, Dystrybucja w Polsce: Best Film, Polska premiera: 10 sierpnia 2007, Czas trwania: 90 min.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)