Miłość zostawia ślad

Odważny film „Love Sick: Niebezpieczne związki” pokazuje, że niełatwo się kochać w Bukareszcie. Szczególnie dwóm dziewczynom.
Uwaga! Nadchodzi nowe kino rumuńskie. Tak, wiem, że wielu to zdziwi, bo u nas wciąż pokutuje stereotyp Rumunii „jak z Borata”, ale to właśnie młoda gwardia reżyserów z tego kraju zdobywa powoli europejskie festiwale. Robią oni bowiem – w przeciwieństwie do kolegów z Polski – filmy bezpretensjonalne i odważne zarazem.

„Love Sick” debiutanta Tudora Giurgiu opowiada historię związku dwóch studentek z Bukaresztu. Choć prawosławna Rumunia jest chyba jeszcze bardziej homofobiczna niż katolicka Polska, to jednak nie społeczna nietolerancja stanowi temat filmu. Giurgiu interesuje przede wszystkim owa tytułowa „choroba miłości”, na którą zapadamy kilka razy w życiu, najciężej bodaj wtedy, gdy przekraczamy próg dorosłości. Rudowłosa Alex (Ioana Barbu) pochodząca z prowincji ma wciąż nieco naiwne i idealistyczne wyobrażenie o wielu sprawach, o miłości także. Urodzona w stolicy Kiki (Maria Popistasu) już się paru złudzeń pozbyła, uwikłana jest bowiem w kazirodczy i męczący związek z bratem. Wzajemna fascynacja dziewczyn to nie tyle namiętność, ile radosne, dziewczęce zauroczenie, które mija, ale pozostawia trwałe ślady.
„Love Sick” nie jest wybitne – często widać tu filmowe szwy, a inscenizacja bywa toporna. Ale cenię ten film za klimat młodzieńczej beztroski przesłoniętej smugą cienia. I za obraz Bukaresztu – dynamicznej, postkomunistycznej metropolii, w której i żyć ciężko, i kochać nielekko.

Bartosz Żurawiecki/ Przekrój

„Love Sick: Niebezpieczne związki”, reż. Tudor Giurgiu, Rumunia/Francja 2006, Vivarto, premiera 2 lutego




SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)