"Millennium: Zamek z piasku, który runął" - We-Dwoje.pl recenzuje

Adaptacja trzeciej, ostatniej już części trylogii Stiega Larssona, tak samo perfekcyjnie dopracowana i idealnie zagrana jak części poprzednie. Wielka szkoda, że takie filmy nie dostają częściej szansy na wypłynięcie na światowe salony kinowe i na szerszą dystrybucję. W końcu już dawno wiadomo, że nie tylko Ameryka umie robić bardzo dobre filmy.

Adaptacja trzeciej, ostatniej już części trylogii Stiega Larssona, tak samo perfekcyjnie dopracowana i idealnie zagrana jak części poprzednie. Wielka szkoda, że takie filmy nie dostają częściej szansy na wypłynięcie na światowe salony kinowe i na szerszą dystrybucję. W końcu już dawno wiadomo, że nie tylko Ameryka umie robić bardzo dobre filmy.

Nakręcona za jednym zamachem trylogia Stiega Larssona ma w Polsce bardzo dziwną dystrybucję. Pierwsza część weszła do kin niespełna rok po premierze światowej, uzyskując podobno dość dobry wynik frekwencyjny, a co za tym idzie finansowy. Mimo tego, kolejne dwie nie doczekały się u nas, przynajmniej na chwilę obecną, daty dystrybucji. I podejrzewam, że prędko (jeżeli w ogóle) się nie doczekają. Szkoda, bo to bardzo dobry, sensowny kryminał, znacznie lepszy niż większość tego co wypuszczają dystrybutorzy z serii MADE IN USA.

 

Trzecia część słynnej już trylogii to w zasadzie ostateczne wyjaśnienie tego jak, w tak poważnych kłopotach znalazła się Lisbeth Salander. Ciężko ranna w poprzedniej części, już na samym początku trzeciej, Lisbeth trafia do szpitala. Pilnowana przez policję, jest też obiektem zainteresowania tajnej organizacji, która chroniła jej ojca a teraz w jej przeżyciu widzi poważne zagrożenie swojej działalności. Po nieudanym zamachu na jej życie, Lisbeth trafia do aresztu. Mikael Blomkvist uruchamia wszystkie swoje znajomości, aby pomóc Lisbeth oczyścić dobre imię. Postanawia napisać reportaż o całej sprawie. Tylko czy redakcji Millennium uda się zachować wszystkie dowody i własne życie zanim tekst pójdzie do druku?
Większość europejskich krajów (część aktywnie partycypujących w powstaniu filmu) wypuszczała filmy z serii Millennium do kin w mniej więcej półrocznych odstępach, zachowując tym samym pewne poczucie kontynuacji. Szkoda, że u nas przygoda z filmami Larssona zakończyła się na pierwszej części. To doskonały, perfekcyjnie zagrany kryminał, przypominający trochę (w najlepszym tego słowa znaczeniu) te stare, czarne kryminały, kręcone zanim pojawiły się efekty specjalne i potrzeby na udziwnianie fabuły, co w gruncie rzeczy przeistoczyło zresztą sam kryminał w thriller. A tutaj proszę, jest jeszcze dobre kino prawdziwie kryminalne. Zaczarowujące widza, przykuwające jego uwagę, wymagające niepodzielnej uwagi. Nagradzające niepodzielną atencję wspaniałymi wrażeniami.

Duża w tym zasługa samego Larssona i jego opowieści ale także wspaniałych aktorów, którzy bez głośnej powieści mistrza nie mieliby pewnie takich samych szans, żeby trwale zagościć w naszej pamięci. Wspaniała i niepowtarzalna Noomi Rapace przykuwa nieprzerwanie uwagę swoją nietypową urodą i pierwszorzędnym kunsztem aktorskim. To ona wiedzie nieprzerwany prym aktorski, chociaż tak naprawdę wszyscy są wspaniali. Michael Nyqvist, Lena Endre, Per Oscarsson.

To nieprzeciętny, niebanalny film, na dodatek świetnie poprowadzony i wyreżyserowany. To też dość wierna adaptacja samej książki, co powinno dodatkowo zachęcić jej wielbicieli, z reguły raczej sceptycznych wobec wkładania ogromnych wielkościowo książek do znacznie krótszych filmów. Szkoda jedynie, że sam Larsson nie doczekał uwielbienia jakie wywołały na świecie jego książki i uznania, z jakim spotkały się filmy. Amerykanie, niemalże już tradycyjnie przy tym co popularne, natychmiast wywalczyli sobie prawa do zrobienia własnej wersji. Rolę Blomkvista przyjął już Daniel Craig, casting na rolę Lisbeth wygrała na razie mało znana Rooney Mara. Za kamerą stanie absolutny mistrz suspensu kinowego David Fincher. Możemy się więc spodziewać (pewnie też i w naszych kinach) produktu idealnie dopracowanego made in USA. Tylko czy da radę chociaż dorównać pierwowzorowi?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)