POLECAMY

Dziewiąty symbol Gwiezdnych Wrót odkryty

Spin-offów ciąg dalszy. Po 10 seriach Stargate SG1 oraz 5 Stargate Atlantis, 9 już symbol na Gwiezdnych Wrotach odkrył przed kolejną załogą nieznaną wcześniej część wszechświata. Tym razem poznawaną z pokładu statku Destiny.
Spin-offów ciąg dalszy. Po 10 seriach Stargate SG1 oraz 5 Stargate Atlantis, 9 już symbol na Gwiezdnych Wrotach odkrył przed kolejną załogą nieznaną wcześniej część wszechświata. Tym razem poznawaną z pokładu statku Destiny.

Nie było nigdy tajemnicą poliszynela, że motyw Gwiezdnych Wrót zawsze generował dla telewizji Fox, właściciela licencji ogromne zyski. Nie jest też tajemnicą, że dla zysków, każdy producent filmowy będzie motyw ciągnął bez końca, nawet jeśli co jakiś czas będzie trzeba diametralnie zmieniać szczegóły. Ostatnie dwie serie SG1 były zresztą desperacką próbą wyciągnięcia jak najwięcej z motywu podróży wrotami. Widzowie byli zmęczeni. Nie „kupili” także swoistej kontynuacji motywu. Już czwarta seria Atlantis miała tak fatalną oglądalność, po jej zakończeniu podjęto decyzję o zakończeniu całego serialu. Piąta, ostatnia seria naprędce zawiązywała więc wszystkie wątki a samo zakończenie sprawiało wrażenie bardzo szybkiego biegu do przodu. Czegoś zabrakło. Wszystko było za szybko.

Dziewiąty symbol Gwiezdnych Wrót odkryty
fot. http://i.wp.pl

Ale nikt nawet nie myślał o końcu. Wiadomość prasową o realizacji kolejnego projektu Stargate przyjęto bez specjalnego zdziwienia, w końcu to dopiero trzeci fabularny serial oparty na tym samym motywie. W zakresie innych seriali widywano już ich znacznie więcej.

Już w pierwszej scenie Universe poznajemy Eli, młodego chłopaka, utalentowanego ale bez specjalnego pomysłu na życie. Po porzuceniu studiów na jednej z najbardziej renomowanych uczelni technicznych na świecie, Eli trudni się przede wszystkim graniem w przeróżne gry komputerowe. Zwłaszcza te online leżą w sercu jego zainteresowań. Kiedy pewnego dnia Eli pokonuje kolejny, wcześniej nieosiągalny etap gry, na jego progu pojawia się Generał O’Neill. Chce aby Eli udał się z nim na teren bazy wojskowej, a potem – po podpisaniu klauzuli o zachowaniu tajemnicy - na inną planetę. Okazuje się, że chłopak rozwiązał właśnie problem, z jakim od wielu miesięcy trudzili się wojskowi naukowcy. Umieścili go w grze, tak aby – bez ujawniania tajemnicy wojskowej – dać innym szanse na odnalezienie rozwiązania. Eli zostaje zaproszony aby dołączyć do delegacji tych najważniejszych, udających się na planetę Ikarus, gdzie – dzięki jego pomocy - po raz pierwszy oficjalnie zostanie wybrany 9 symbolowy adres na wrotach. Chwilę później planeta zostaje zaatakowana a obecni w bazie ludzie, zmuszeni są do ewakuacji przez wrota i na wybrany przypadkowo adres. Ci, którzy ewakuację przeżyją, znajdą się na pokładzie statku Destiny. Zbudowany przez Pradawnych, Destiny przemierza kolejne części kosmosu. Nie jest przygotowana na tak wielu gości. A ci nie bardzo wiedzą jak mogą wrócić do domu.

Będą próbować tak długo jak publiczność będzie co tydzień siadać przed swoimi telewizorami. Jak na razie, w Stanach Zjednoczonych siada jej co tydzień około 10 milionów. Są ciekawi tego co stare a jednocześnie nowe. Stargate Universe bardzo mocno odcięła się od swoich serialowych poprzedników. Poza motywem wrót w zasadzie wszystko wydaje się być inne. Kolorowe, pełne optymizmu scenerie, zastąpiły szarobure ściany statku Destiny. Bohaterowie przestali być całkiem jednoznaczni, wśród tych głównych z łatwością znaleźć można złe charaktery i takich, co do intencji których nie mamy jeszcze jasnej sytuacji. Wojsko amerykańskie w końcu straciło serialowy monopol na nieomylne decyzje, nawet głównodowodzący, dość urokliwy Pułkownik Young popełnia błędy. Nie ma wszechobecnego amerykańskiego patosu, jest strach i izolacja.

Acha, jest też seks! Po 15 seriach serialu Stargate doczekaliśmy się w końcu tego, gdzie relacje bohaterów pokazane są w całej zażyłości. Powinno to być chociaż małym pocieszeniem dla tych, którzy 10 serii czekali na to, czy O’Neill będzie w końcu z Carter. To już nie jest film wyłącznie dla dzieci i zakochanych w science – fiction wiernych fanów. To porządny serial dramatyczny, jak to w serialu bywa nierówny, jednak jako całość bardzo dobry. Świetnie zagrany, świetnie napisany, podtrzymujący nastrój tajemnicy i niepokoju. Pierwsze recenzje w Stanach Zjednoczonych były bardzo pomyślne. Myślicie, że i u nas znajdzie się wielu wielbicieli opowieści o statku Destiny?

Marta Czabała
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)