POLECAMY

DVD "Och, życie" - We-Dwoje.pl recenzuje

Komedia romantyczna, która podąża utartymi szlakami, lecz mimo to zachwyca. Ma to „coś”, co nie pozwala oderwać od niej oczu, a nawet zachęca do sięgnięcia po nią za każdym razem, gdy najdzie nas ochota na coś lekkiego, przyjemnego i szalenie ujmującego.

Komedia romantyczna, która podąża utartymi szlakami, lecz mimo to zachwyca. Ma to „coś”, co nie pozwala oderwać od niej oczu, a nawet zachęca do sięgnięcia po nią za każdym razem, gdy najdzie nas ochota na coś lekkiego, przyjemnego i szalenie ujmującego.

Holly i Messer po śmierci swoich przyjaciół, przejmują pieczę nad ich malutką córeczką Sophie. Sprawa nie jest taka prosta na jaką wygląda. Holly i Messer nie mają zielonego pojęcia, jak obchodzić się z takim maluchem. Ponadto nie darzą się sympatią i ciężko im zrezygnować z życia, które dotychczas prowadzili. Nie mają jednak wyjścia. Aby Sophie nie trafiła do rodziny zastępczej muszą zewrzeć szyk, pokonać obopólną niechęć, a także zamieszkać razem, by stworzyć dziewczynce dom, jakiego życzyliby sobie jej rodzice. Rozpoczynają się bezsenne noce oraz walka z brudnymi pieluszkami. I pomyśleć tylko, że to dopiero początek przygody, którą nieoczekiwanie zgotowało im życie.

Ian Deitchman oraz Kristin Rusk Robinson tworząc scenariusz do „Och, życie” powielili historię zaserwowaną w 2004 roku przez Neena Bebera. Bohaterem wyreżyserowanej przez Sama Pilsburry telewizyjnej produkcji „Wychować Waylona” jest bowiem dziewięcioletni chłopiec, który po śmierci rodziców, trafia pod opiekę chrzestnych, którzy jak na singli przystało prowadzą nieuregulowany tryb życia, a na domiar złego szczerze się nie znoszą. Dla dobra chłopca Julia i Reg zakopują jednak wojenny topór, a z czasem odkrywają, że są dla siebie stworzeni. Podobieństwo obu produkcji jest więc uderzające. „Och, życie” jest kalką „Wychować Waylona”. Jak przystało na Hollywood – barwniejszą, okraszoną lepszą ścieżką dźwiękową oraz sławniejszymi nazwiskami.

Katherine Heigl gra singielkę po trzydziestce, która szuka księcia na białym rumaku. Znowu te same gesty, znowu te same miny, znowu ta sama rola („27 sukienek”, „Wpadka”, „Brzydka prawda”). Josh Duhamel, wielka gwiazda „Transformersów”, po raz kolejny wciela się zaś w rycerzyka w lśniącej zbroi („Pewnego razu w Rzymie”, „Wygraj randkę”). I wiecie, co? Wychodzi im to całkiem nieźle. Heigl i Duhamel wydają się idealnie stworzeni nie tylko dla siebie, lecz także dla filmowej córeczki. Wyraźnie ze sobą współpracują. Stanowią jeden z lepszych ekranowych duetów, które ostatnimi czasy przewinęły się przez komedie romantyczne.

„Och, życie” jest sympatyczną opowieścią o trudach rodzicielstwa, które połączyły dwa odmienne charaktery. W końcu nie od dziś wiadomo, że kto się lubi ten się czubi. Ten niezwykle ciepły i serdeczny film serwuje cały wachlarz emocji – od wzruszenia po śmiech. Pomimo tego, że nie jest dziełem oryginalnym, że powiela nie tylko historię stworzoną przez Neena Bebera, lecz także wszystko to, co możemy spotkać w innych hollywoodzkich komediach z romansem w tle, wprawia w dobry nastrój i dostarcza dużej dawki pozytywnej energii. Polecam i to nie tylko z uwagi na uroczą Sophie!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)