Apocalypto

Rewia okrucieństwa w imię chrześcijańskich wartości. Nowy film Mela Gibsona.
Mimo wizualnego przepychu i efekciarstwa, które tak kocha Mel Gibson, „Apocalypto” jest przede wszystkim filmem nudnym, niemiłosiernie rozciągniętym, którego scenariusz wystarczyłby może na etiudę, a nie 138-minutową opowieść.

Dlatego zapewne przez większość czasu spędzonego w kinie zmuszeni jesteśmy oglądać bohaterów dniami i nocami ganiających się po dżungli. Cała akcja sprowadza się bowiem do pościgu za jeńcem, który cudem umknął śmierci na ołtarzu i teraz pędzi na pomoc ciężarnej żonie i małemu synkowi.
Gdyby nie to, że uczestnicy tego specyficznego maratonu biegają boso, można by pomyśleć, że Gibson nakręcił przydługą reklamę obuwia sportowego. Zwłaszcza że główny bohater i zarazem czołowy sprinter – Łapa Jaguara (Rudy Youngblood) – do złudzenia przypomina słynnego piłkarza Ronaldinho.

„Apocalypto” nie jest jednak reklamą butów, lecz wartości – chrześcijańskich i prorodzinnych – sprytnie ukrytą w opowieści o upadku imperium Majów. Zdaniem Gibsona tonące we krwi, pogrążone w zbrodni, otumanione, dekadenckie królestwo samo skazało się na zagładę, więc pojawiający się w finale dumni konkwistadorzy na łodziach ozdobionych krzyżami przyjeżdżają właściwie tylko po to, by po cywilizacyjnej katastrofie posprzątać, przerwać krwawe szaleństwo, zaprowadzić prawo i sprawiedliwość.

Lista historycznych nadużyć i uproszczeń, których dopuścił się Gibson, mogłaby być długa, ale reżyser ma na sumieniu i inne ciężkie grzechy. Jest tu i protekcjonalny stosunek do cywilizacji Majów, którą potraktował jako egzotyczne tło, nie próbując nawet na milimetr nam jej przybliżyć. W związku z tym Majowie jawią się nam tak, jak zapewne jawili się europejskim przybyszom – jako banda wrzaskliwych dzikusów czcząca żądnych krwi bożków i skłonna do okrucieństw. Tę ostatnią skłonność – i to kolejny zarzut – należałoby jednak przypisać samemu reżyserowi, któremu widok krwi najwyraźniej sprawia czystą rozkosz, bo jego film pełen jest wymyślnych okrucieństw i celebrowanych minuta po minucie scen mordu. Jak pogodzić umiłowanie rodziny z wyrywaniem flaków? Chrześcijańskie wartości z tłuczeniem ludzi na miazgę? Czy to cynizm, hipokryzja, czy może jednak schizofrenia?
Mam wrażenie, że odpowiedź na to pytanie jest już domeną psychiatrów, a nie recenzentów.

MaŁgorzata Sadowska/ Przekrój

„Apocalypto”, reż. Mel Gibson
USA 2005, Monolith, premiera 29 grudnia



SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/11 lat temu
Jeżeli ktoś uważa, że "Apocalypto" zasługuje na miano nudnego filmu to pragnę z całego serca pozazdroscic takiego myslenia :/. Film jest trudny, ale piękny.... Film jest dla ludzi, którzy potrafią dostrzec głębie.....
/13 lat temu
już co jak co, ale stwierdzenie, że ten film jest nudny to hipokryzja. nudny nie jest na pewno. i na pewno nie można zostać wobec niego obojętnym. mi osobiście sceny mordu do gustu nie przypadły ale film wciąga i jest INNY, zupełnie inny od amerykańskich filmó na jedną modłę. a aktora podobieństwo do Ronaldinho nie łudzi ze względu na zęby bynajmniej:)
/13 lat temu
Mel to zwierze aktorskie i ma niesamowite wyczucie kina..a film gorąco polecam:)
POKAŻ KOMENTARZE (2)