Święta mojego dzieciństwa

Święta to magiczny czas, pełen ciepła, radości, wspólnych rozmów. Nikt się nie śpieszy, nikt nigdzie nie goni... To czas, który przywołuje w nas piękne wspomnienia, wspomnienia świąt dzieciństwa. Redaktorki Portalu We-Dwoje.pl postanowiły opowiedzieć o zwyczajach, jakie panowały w ich rodzinnych domach.
/ 22.12.2009 19:03
Święta to magiczny czas, pełen ciepła, radości, wspólnych rozmów. Nikt się nie śpieszy, nikt nigdzie nie goni... To czas, który przywołuje w nas piękne wspomnienia, wspomnienia świąt dzieciństwa.

Redaktorki Portalu We-Dwoje.pl postanowiły powspominać zwyczaje, jakie panowały w ich rodzinnych domach. Opowiedzą o przygotowaniach do Świąt, tradycjach kulinarnych i atmosferze, jaka wówczas panowała.

Ania Łyczko-Borghi

Do dzisiejszego dnia pielęgnuję w sobie te bezcenne wspomnienia Bożego Narodzenia z czasów, gdy jeszcze wszystko miało swoje miejsce, chodziło jak zegarek, który ani się nie spóźnia, ani się nie spieszy.

Na dzień przed Wigilią wypiekaliśmy z mamą świąteczne placki – zawsze musiało być ich minimum trzy jeśli nie więcej. W dzień Wigilii, o poranku ubieraliśmy choinkę, potem zamiast obiadu pochłaniało się w locie jakąś kanapkę, aby tylko zaspokoić największy głód, bo przecież wieczorem, gdy zaświeci pierwsza gwiazdka czekała wigilijna wieczerza. No właśnie – pierwsza gwiazdka, wypatrywałam jej z moim bratem od pierwszego zmierzchu – zarówno ja jak i on chcieliśmy zobaczyć ją jako pierwsi. A gdy już się pojawiła oznajmialiśmy gromkim głosem: “Jest pierwsza gwiazdka!”, można wtedy było zasiąść do stołu. Przed wieczerzą krótka modlitwa, dzielenie się opłatkiem. Później wigilijne potrawy: kompot z suszu, pierogi z kapustą, barszcz czerwony, ryby, dwa karpie, które jeszcze wczoraj pływały sobie radośnie w wannie, kutia, ciasta... No i sianko pod obrusem, dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa. Jaka to piękna tradycja. Po kolacji otwierało się prezenty, które w dzieciństwie przynosił kolega taty przebrany za Mikołaja, a raczej Gwiazdora, jak nazywano go w mojej rodzinie, śpiewało się kolędy, rozmawiało i tak aż do północy, kiedy to szło się na pasterkę. A przed wyjściem, w głębi mroźnej nocy, wyjątkowo cichej i spokojnej, jako dziecko zawsze obawiałam się czy czasem nie usłyszę jakiegoś zwierzęcia, co to przemówi do mnie ludzkim głosem. Głęboko wierzyłam w tę legendę i w głębi duszy wcale nie chciałam, aby do mnie mówiono.

Święta mojego dzieciństwa
Fot. winiary.pl

Święta mojego dzieciństwa

Święta mojego dzieciństwa
Fot. Blog Dodaj i wymieszaj

Agata Chabierska


Tak naprawdę święta były dla mnie od małego imprezą rodzinno-prezentową. Od kościoła rodzina zawsze stroniła, więc żadnego siana na stole, żadnych pasterek w środku nocy (chyba że dla celów czysto towarzyskich), żadnych symbolicznych gestów i przypowieści nie musieliśmy z bratem przełykać w zamian za radość choinki, pod którą było zwykle bogato, komercyjnie i po amerykańsku.

Święta mojego dzieciństwa

Jasne, że był opłatek, barszczyk z uszkami, karp i pierogi z grzybami, bo dziadkowie całe to dobrodziejstwo przywieźli ze sobą z Kresów Wschodnich, ale dla mnie na Wigilii atmosfera gwiazdkowa się kończyła. Potem było tylko obżarstwo, powtórki z „Potopu” w telewizji i kolędowanie po dziadkach.

Święta mojego dzieciństwa
Fot. winiary.pl

Magię polskich świąt zrozumiałam przed dwoma laty, kiedy spędziłam pierwszą Gwiazdkę na obczyźnie, w rodzinie ukochanego. Niby Czesi Słowianie, niby Cyryl i Metody, niby choinkę mają, ale wszystko im się ewidentnie poplątało i ryczałam wieczorem jak bóbr za uszkami w barszczu.

Święta mojego dzieciństwa
Fot. winiary.pl

Sylwia Mikołajczak

Boże Narodzenie niesie ze sobą wspomnienia z lat dziecięcych... i tak jest u mnie każdego roku.
Przygotowania do Świąt zaczynały się już wcześniej, zasiadałam z ołówkiem, kawałkiem kartki i wspólnie z mamą i babcią planowałyśmy świąteczne potrawy. Na kilka dni przed Wigilią ubierałyśmy z mamą choinkę, bo zawsze nie mogłam się jej doczekać. Choinka była sztuczna, ale bogato i gustownie przystrojona. Uwielbiałam zasiadać przy niej przy zgaszonym świetle, wpatrując się w nią mrużyłam oczy i podziwiałam.

W Wigilię już wczesnym rankiem wszyscy zaczynaliśmy przygotowania do wieczerzy. Moja mama i babcia zajmowały się przygotowaniami potraw. Nie było ich 12, ale zawsze miały ten wyjątkowy, niepowtarzalny smak. Zawsze musiała być zupa grzybowa z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, makiełki (czyli kluski z makiem, miodem i bakaliami), smażony karp, kompot, strucla z makiem. Wraz z pierwszą gwiazdką zasiadaliśmy do wspólnej wieczerzy. Na stole biały obrus, świece, pod obrusem sianko, dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. Babcia zawsze pierwsza brała opłatek do ręki.

Święta mojego dzieciństwa
Fot. winiary.pl

Święta mojego dzieciństwa

A po wielkim obżarstwie oczywiście długo wyczekiwane prezenty, które przynosił Gwiazdor (z czasem dowiedzieliśmy się, że Gwiazdor to taka tradycja, więc jeszcze przed świętami bawiliśmy się z bratem w detektywów i szukaliśmy zakopanych skarbów, niestety zawsze z marnym skutkiem). Szelest papieru i wieka radość, Gwiazdor każdego roku był bardzo szczodry. A potem wspólne świętowanie, może bez kolęd, bez pasterki, ale rodzinne i bardzo ciepłe, z uśmiechem pełnym miłości dla każdego.
Teraz, gdy mam już własną rodzinę, chciałabym przekazać taką atmosferę Świąt, aby moje dziecko po latach również wspominało Boże Narodzenie z łezką w oku.

Weronika Ulicz

Pierwsze, co pamiętam z Gwiazdki, to oczywiście prezenty pod choinką i to, jak zapierało mi dech z wrażenia na widok wielkich paczek ze wstążeczką kryjących niezliczone niespodzianki. Kolejne składowe tego świątecznego czasu to przerażenie i strach połączone z dziką ciekawością na widok brodacza w czerwonej czapie i kaloszach oraz policzkach pomalowanych czerwoną szminką (który jak się po latach okazało był po prostu sąsiadem z dołu), a także tajemnicza zagadka dotycząca sposobów jakimi podrzucano prezenty pod choinkę. U nas, jeśli nie było akurat pod ręką "sąsiada z makijażem", zawsze się mówiło, że wraz z pierwszą gwiazdką na niebie Mikołaj przeciska się przez lufcik i podrzuca prezenty, co szczerze mówiąc zawsze mi się wydawało trochę naciągane, bo jakże on się tam mógł zmieścić?

W domu cyklicznie tego dnia odbywała się u nas rytualna awantura o choinkę, a to że krzywa, a to że łysa i jak można było w ogóle dopuścić do płacenia tyle za takiego drapaka!? Zazwyczaj po wyczerpaniu się wszystkich nieco zbyt głośno wyrażanych argumentów nie było już czasu na dalsze kruszenie kopii i trzeba było drzewko stroić. Od mojego burzliwego "nastolęctwa" to zajęcie mi przypadało w udziale i nie znosząc żadnej krytyki, w mocno awangardowym stylu (przez nikogo do dziś nierozumianemu) oddawałam się swoim dekoratorskim zapędom.

Święta mojego dzieciństwa

Na wieczerzy wigilijnej najchętniej pałaszowałam wyłącznie barszcz z uszkami oraz pierogi ruskie ze śmietaną autorstwa mojej babci, która z bezgranicznym poświęceniem i chustką przewiązaną na bolącej głowie lepiła je zazwyczaj w produkcyjnej ilości od rana. Więcej i tak po olbrzymiej porcji pierogów po prostu nie byliśmy w stanie zmieścić. Do odpowiedniej liczby potraw wigilijnych często doliczaliśmy na wszelki wypadek także pieprz i sól, żeby wszystko się zgadzało.

Święta mojego dzieciństwa
Fot. winiary.pl

Dziś już nie oddałabym tych wszystkich awantur, jadłospisu zdominowanego przez ”ruskie”, gorączki zakupów, rozplątywania lampek choinkowych, a nawet rozczarowań z prezentów pod choinką (znowu skarpety z bałwankiem?!) za żadne skarby. W tym roku już sama z przepaską na włosach i zmęczona do granic możliwości będę lepić pierogi dla wszystkich według przepisu mojej babci. I będzie mi z tym bardzo dobrze, bo to jest właśnie ta magia rodzinnych, niekoniecznie tradycyjnych, zwyczajów i bliskości, do której tęsknimy cały rok, nie sposób jej opisać słowami  i którą dopiero z czasem tak naprawdę pojmujemy.

Życzymy Wam, aby tegoroczna Gwiazdka była wyjątkowa.
Niech przy zapachu strojonej choinki, upłyną piękne chwile polskiej Wigilii, ze wspólnie śpiewaną kolędą, z upragnionym gościem przy stole i w rodzinnej, pełnej ciepła i radości atmosferze.

A w Nowym Roku zdrowia i lepszego jutra.

Redakcja We-Dwoje.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)