Słynny krzyż dotarł do kościoła św. Anny

Bez jakichkolwiek ceremonii, bez informowania mediów, kancelaria prezydenta Komorowskiego zadecydowała o przeniesieniu krzyża z prezydenckiej kaplicy do kościoła św. Anny. Chcąc uniknąć powtórki protestów z sierpnia, postanowiono, że społeczeństwo dowie się już po fakcie. Jedni odetchnęli z ulgą, drudzy niestety już rozpoczęli protesty.
/ 12.11.2010 21:00

Bez jakichkolwiek ceremonii, bez informowania mediów, kancelaria prezydenta Komorowskiego zadecydowała o przeniesieniu krzyża z prezydenckiej kaplicy do kościoła św. Anny. Chcąc uniknąć powtórki protestów z sierpnia, postanowiono, że społeczeństwo dowie się już po fakcie. Jedni odetchnęli z ulgą, drudzy niestety już rozpoczęli protesty.

Nie będzie chyba niespodzianką, że ci ostatni są blisko związani z Prawem i Sprawiedliwością. To także ci, którzy w lato, ostentacyjnie blokowali próby przeniesienia krzyża w inne miejsce niż to pod pałacem, samych siebie nazywając obrońcami krzyża. Pierwsze głosy dezaprobaty dotyczyły przeniesienia krzyża po cichu. Przed kamerami wystąpiła wdowa po Przemysławie Gosiewskim, nazywając przeniesienie „podstępnym działaniem”. Bardziej powściągliwi byli już sami politycy. Na komentarz prezesa Kaczyńskiego jeszcze czekamy.

Kiedy już media podały przeniesienie krzyża do publicznej wiadomości, do kościoła zaczęli nadciągać tzw. „obrońcy krzyża”, dzieląc się między sobą kolejnymi teoriami spiskowymi. Odpowiedzialnych za przeniesienie nazywali „satanistami” i tradycyjnie „liberałami”, dodając między sobą, że ci zbierają się na Facebooku. Też pewnie szatańskim. Niektórzy uważali, że krzyż montowany w kaplicy loretańskiej, wcale nie jest tym, który stał przed pałacem. „Tamten był jaśniejszy” – komentowała w kościele jedna z kobiet a inne kiwały ze zrozumieniem głową. Ktoś nazwał metodę przeniesienia krzyża „ubecką”. Tradycyjnie mówiono o sprzedaży kraju Rosjanom i zagrożonej demokracji. Większość deklarowała, że teraz w kościele będą pełnić wartę.

Do przepychanek pewnie nie dojdzie bo teren kościoła jest jednak dla większości Polaków terenem innych zachowań. Co innego pod kościołem. Tu można spodziewać się w ciągu następnych kilku tygodni kolejnych deklaracji, argumentów i manifestacji. Nie zabraknie na nie chętnych, nie zabraknie też więc kamer. Na pewno nie zabraknie wtedy i polityków. Zwłaszcza, że kampania w toku. W końcu the show must go on.

Fot. mwmedia