Manifestacja goni manifestację…

Ponad 5 tysięcy osób przyszło pod pałac prezydencki, aby zaprotestować przeciwko pozostawianiu tam nieszczęsnego krzyża. Skrzyknęli się za pomocą portalu Facebook, wszyscy wyznający to samo zdanie: krzyż powinien jak najszybciej zniknąć z Krakowskiego Przedmieścia.
/ 20.08.2010 21:27

Ponad 5 tysięcy osób przyszło pod Pałac Prezydencki, aby zaprotestować przeciwko pozostawianiu tam nieszczęsnego krzyża. Skrzyknęli się za pomocą portalu Facebook, wszyscy wyznający to samo zdanie: krzyż powinien jak najszybciej zniknąć z Krakowskiego Przedmieścia.

Na szczęście obyło się bez agresji i interwencji policji, jedynie kilka osób skończyło na izbie wytrzeźwień. Cała ulica podzieliła się na dwie strefy. Po jednej siedzieli tzw. obrońcy, chętni do ostentacyjnych modłów i pseudo religijnych gestów. Po drugiej, czasami zbyt ekspresyjni przeciwnicy krzyża, starających się trzymać całe zgromadzenie w definicji happeningu. Wielogodzinną demonstrację sił oglądały media, nie tylko polskie a kolorowe relacje znowu pokazały się w kolejnych krajach. I znowu, po raz kolejny, całkowicie nic się nie zmieniło.

I wygląda na to, że znowu nic się nie zmieni. Trudno jest oczekiwać, że po tylu już dniach, któraś ze stron przyzna drugiej rację. Ale jakaś decyzja podjęta zostać musi. Trudno jest przecież sobie wyobrazić, że przez następne 5 lat pod pałacem prezydenckim czy też parę metrów od niego, w świeckim państwie będzie stał krzyż a dookoła niego zgromadzona będzie grupka omotanych przez swoje racje ludzi, modlących się, śpiewających. Trudno jest sobie wyobrazić, że odwiedzające Pałac Prezydencki głowy państwa będą mimowolnie uczestniczyć w tym medialnym show, paradoksalnym, wyniesionym do granic absolutnego absurdu, już dawno niemającym nic wspólnego z jakąkolwiek religią.

Potrzebny jest autorytet. Ktoś, kto przemówi do obu stron, ktoś kogo wszyscy posłuchają. Ktoś, kto poprosi „obrońców” o powrót do domu, uciszając jednocześnie też głosy tych krzyżowi przeciwnych. Nieodzowna będzie interwencja kościoła, do tej pory praktycznie stojącego z boku, jedynie dość jednostkowo przyznającego rację co rusz innym stronom. Niestety, w państwie, które ma być świeckie, to właśnie od ludzi kościoła może zależeć rozwiązanie tego, wyniesionego już do rangi wojny konfliktu. Jakiekolwiek zaangażowanie polityczne może jedynie rozniecić jeszcze większy gniew każdej ze stron. Szkoda. Szkoda, że musimy czekać na coś co powinno być oczywiste. Tylko ile jeszcze będziemy czekali? Na co dzień pod pałacem zbierają się przedstawiciele coraz to bardziej radykalnych środowisk. Lada dzień którejś ze stron mogą puścić nerwy. I kto weźmie wtedy odpowiedzialność za to, co się wydarzy?

fot. mwmedia