St. Moritz, Szwajcaria fot. www.swiss-image.ch

St. Moritz - Na szczycie świata

Jeden z najbardziej luksusowych kurortów świata to raj dla sławnych i bogatych
/ 27.02.2009 12:49
St. Moritz, Szwajcaria fot. www.swiss-image.ch
Niewielkie miasteczko położone w szwajcarskiej dolinie Engadyny. Mieszka tu 5600 osób. Grubo ponad połowa pracuje jako obsługa hotelowa. Reszta zatrudniona jest na świetnie wyposażonych stokach narciarskich, w restauracjach, w których ceny za główne danie zaczynają się od kilkuset franków szwajcarskich (sto franków to mniej więcej 250 złotych) oraz w luksusowych butikach sprzedających ubrania z najnowszych kolekcji Diora, Gucciego czy Chanel i eleganckich delikatesach oferujących najdroższe marki czekoladek, szampana, różne gatunki kawioru, a także najlepsze cygara.

Większość hoteli w St. Moritz ma pięć gwiazdek. Tłumy turystów przewijające się po ulicach w każdym innym miejscu na ziemi poważnie naraziłyby się obrońcom zwierząt. Królują futra z norek, lisów i szynszyli. Do tego puszyste mufki i etole. Narciarze, którzy wracają ze stoku, są równie eleganccy. Gogle wysadzane kryształkami Swarovskiego to lekka przesada? Nie tutaj. Tu nawet pogoda jest luksusowa. Słońce świeci średnio 322 dni w roku.

Słońce dla wybranych

St. Moritz to jeden z najbardziej ekskluzywnych i eleganckich, a jednocześnie z najstarszych kurortów na świecie. Sławę zyskał w połowie XIX wieku. Jak głosi legenda, wcześniej miejscowość świeciła pustkami od jesieni do wiosny. Tylko latem przybywali do miejscowych wód kuracjusze. Zrozpaczony właściciel jednego z hoteli, nie mogąc doliczyć się strat, wpadł na pewien pomysł. Zaproponował grupie odwiedzających go angielskich dżentelmenów układ. Niech przyjadą do St. Moritz także zimą. Jeśli nie będą zadowoleni z pobytu, pokryje wszelkie koszty ich utrzymania z własnej kieszeni bez względu na wysokość wydatków. Podstęp się udał. Dżentelmeni ulegli czarowi ośnieżonej doliny, w której bez przerwy świeci słońce, i opowiedzieli o tym niezwykłym miejscu innym.

Wkrótce do St. Moritz zaczęli zjeżdżać zamożni fabrykanci oraz arystokraci z całej Europy, w tym również koronowane głowy. W pierwszej połowie XX wieku kurort upodobały sobie gwiazdy kina. Chętnie bywali tu m.in. Marlena Dietrich, Charlie Chaplin i Audrey Hepburn. Alfred Hitchcock pod koniec lat 20. spędził w jednym z miejscowych hoteli swój miesiąc miodowy. Odtąd wracał tu co roku. Dziś St. Moritz to nie tylko sławny kurort, ale także zastrzeżona prawnie marka. W latach 80. Szwajcarzy zarejestrowali nazwę miejscowości. Była to pierwsza nazwa geograficzna, która została objęta ochroną prawną. St. Moritz ma własne hasło reklamowe – „Top of the world” (Szczyt świata) i logo ze słońcem, które dla wtajemniczonych jest synonimem luksusu.

Polo na śniegu, kombinezon od Prady

Co roku do malowniczej miejscowości w szwajcarskich Alpach zjeżdżają gwiazdy show-biznesu, multimilionerzy (najbogatsi szejkowie mają tu swoje zimowe pałace), politycy i koronowane głowy. To właśnie w St. Moritz w czasie jednego z hucznych przyjęć Liz Hurley poznała swojego obecnego męża, hinduskiego biznesmena Aruna Nayara. Książę Karol zjawia się w miasteczku przy okazji turnieju polo na śniegu, czyli słynnego Cartier Polo Cup On Snow. W styczniu tego roku „maskotką” turnieju była Monica Bellucci. Aktorka przyjęła zaproszenie Bernarda Fornasa, prezesa firmy Cartier International. Jej przyjazd wywołał w mediach falę spekulacji. Mówiło się, że małżeństwo gwiazdy przechodzi kolejny kryzys, bo Bellucci przyjechała tylko z córką Devą, bez męża Vincenta Cassela. Aktorka niewiele robiła sobie z kąśliwych uwag. Oglądała zawody, pozwalała się fotografować paparazzim, biegała po sklepach z żoną Fornasa. Pojawiła się też na wystawnym bankiecie po zakończonych mistrzostwach. Nie zabrakło na nim innych kibiców, w tym premiera Włoch Silvia Berlusconiego i projektantki Miuccii Prady. Ta dwójka, niezależnie od siebie, równie chętnie zagrzewa do walki zawodników tutejszego turnieju golfa na śniegu i wyścigów konnych organizowanych na zamarzniętym jeziorze. Zinédine Zidane od siedzenia na trybunach woli narty. Zeszłej zimy całe dnie spędzał na stoku ze starszymi synami – 13-letnim Enzem i trzy lata młodszym Lucą. Sześcioletni Théo ćwiczył w tym czasie na oślej łączce pod okiem instruktora ubranego w kombinezon z najnowszej kolekcji Prady. Sam Zizou, syn algierskich emigrantów wychowany w biednej dzielnicy Marsylii, jako dziecko mógł co najwyżej śnić o podobnych luksusach. Dziś, kiedy zarabia 5 milionów euro rocznie, nie robią na nim wrażenia ani wysokie standardy, ani równie wysokie ceny, z których słynie St. Moritz.

Pociąg do marzeń i pestki granatu

Już sama podróż do alpejskiego kurortu ma odpowiednią oprawę. Do miasteczka dojeżdża słynny Ekspres Lodowcowy, zwany szwajcarskim Orient Expressem lub najwolniejszym ekspresem świata. Pokonanie 291- -kilometrowej drogi z miejscowości Zermatt do St. Moritz zajmuje stylowej kolejce blisko osiem godzin. W tym czasie pasażerowie mogą delektować się wyszukanymi daniami w eleganckim wagonie restauracyjnym (słynącym nie tylko z dobrej kuchni, ale też z ukośnych kieliszków do wina zaprojektowanych tak, aby nic nie wylało się z nich podczas jazdy) i pięknymi widokami zza panoramicznych okien. Pociąg wspina się na ponad 2000 metrów n.p.m., przemierzając dziewicze doliny Szwajcarii. Ci, którzy chcą dostać się do St. Moritz, ale nie mają czasu na podziwianie krajobrazów, korzystają z lotniska obsługującego głównie prywatne odrzutowce. Co z zakwaterowaniem? Noc w świeżo wyremontowanym Carltonie to wydatek rzędu kilku tysięcy franków. Niewiele tańszy jest hotel Kempinsky popularny głównie ze względu na kasyno, w którym regularnie odbywają się wieczorki pod hasłem „Whisky & Cigar Night” oraz „Caviar und Vodka Nights”.

Nieopodal są pięciogwiazdkowe Kulm i Suvretta. Jednak największym prestiżem cieszy się Badrutt’s Palace z charakterystyczną drewnianą wieżą. W hotelowym holu, nazywanym salonem St. Moritz, można spotkać George’a Clooneya, Roberta De Niro i Umę Thurman. Za noc płaci się tu od 460 franków, ale spośród ponad 150 pokoi jedna trzecia kosztuje co najmniej o jedno zero więcej. Najdroższe i najlepiej wyposażone są apartamenty z jacuzzi z widokiem na przejrzyste jezioro St. Moritz. Słabość ma do nich m.in. Claudia Schiffer. Cena: w przeliczeniu ponad 40 tysięcy złotych za dobę. Co z tymi, którzy o takich pieniądzach mogą tylko pomarzyć? Na pocieszenie zostaje im popularny w szwajcarskich Alpach drink o nazwie St. Moritz. Posmak tutejszego luksusu. Kruszony lód, wódka o smaku czarnej porzeczki i szampan w proporcji trzy do jednego. Do tego syrop miętowy i pestki granatu. Wystarczy dobrze wstrząsnąć.