Wycieczka do czyśćca

„Miasta pod skałą” Huberatha – powieść fantastyczna roku, a może dekady.
Lektura początku „Miast pod skałą” sprawia wrażenie, że otrzymaliśmy polską podróbkę Dana Browna: profesor ze Stanów odkrywa lochy w Watykanie. Jednak w odróżnieniu od taśmowo pisanych bestsellerów tu mamy do czynienia z fantastycznym arcydziełem.
Marek S. Huberath (to pseudonim 50-letniego fizyka z Krakowa), opisując wędrówkę historyka sztuki profesora Adamsa, genialnie skrzyżował elementy antyutopii i fantasy z antropologią kultury, czerpiąc także z biblijnych apokryfów. Ta wędrówka jest koszmarem, choćby wtedy, gdy znękany totalitarnym systemem pierwszego Miasta pod Skałą – alternatywnego Rzymu – Adams trafia w przestrzeń następnego – Krum – gdzie stanie się niewolnikiem. Kiedy zaś wyruszy na front jako pomocnik chirurga, zobaczy prowadzone przez szkielety nagie ciała umarłych przechwytywane przez czarne stwory. Takie jak na obrazach Memlinga czy Boscha. Jednocześnie cały ten sztafaż potworności kojarzący się z gatunkiem fantasy Adams i jego kamraci będą próbowali analizować racjonalnie, zgodnie z założeniami science fiction.
Huberath, który zasłynął niegdyś opowiadaniem „Kara większa” opartym na pomyśle pokazania czyśćca jako obozu koncentracyjnego, wspaniale rozwinął ten pomysł w „Miastach pod skałą”. Piekło, czyściec i niebo są tu ideami, które kształtują się u każdego indywidualnie, zgodnie z posiadaną wiedzą stymulującą wyobraźnię. Jednocześnie Huberath, wystawiając Adamsa (nomen omen) na liczne próby, zwłaszcza te związane z wybranką Evą, pyta o istotę człowieczeństwa wydającą się chyba prawem do błądzenia w dobrej wierze. Czyta się te 800 stron w amoku – i nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio mieliśmy autora, który w tak mistrzowski sposób połączył przygodową powieść z przekonującym systemem filozoficznym.


Paweł Dunin-Wąsowicz/ Przekrój

Marek S. Huberath „Miasta pod skałą”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)