Po odrzutach go poznacie

Muzyczny dokument o Nicku Cavie.
Nick Cave wyznał fanom, że album „B-sides & Rarities” – kolekcja odrzutów z jego sesji nagraniowych i drugich stron singli – to najlepszy album, jaki nagrał. To przesada. „B-sides...” nie jest najlepszym albumem Cave’a. To jedynie najlepszy dokument o australijskim wokaliście, jaki dotąd powstał. Dlaczego? Bo ten zestaw 56 piosenek na trzech płytach opowiada o ewolucji muzycznej i osobowościowej Cave’a nie z perspektywy postronnego biografa, lecz samego artysty.
Pierwszy i drugi krążek wypełniają utwory z lat 80. i 90., czyli czasów, kiedy uzależniony od narkotyków Cave zmierzał ku autodestrukcji. I to słychać – tak w kompozycjach agresywnych i zgrzytliwych („Scum”, „The Six Strings That Drew Blood”), jak i mrocznych balladach miłosnych [„(I’ll Love You) Till the End of the World”]. W drugiej połowie lat 90. artysta – po kilku kuracjach odwykowych i rozwodzie – odnalazł wewnętrzny spokój. Nawrócił się, a w nowych pieśniach wychwalał Boga i miłość. „B-sides & Rarities” jest kompilacją dość ekshibicjonistyczną, a zarazem pozostaje intrygującą pozycją nie tylko dla zatwardziałych fanów. Opublikowane na niej piosenki nie ustępują tym wydanym na oficjalnych albumach. A czasami (odrzuty z płyty „Nocturama”) są lepsze od tych, które się na nich znalazły. Kawał pięknie opowiedzianego – przepraszam: wyśpiewanego – życia.

Robert Ziębiński/ Przekrój

Nick Cave and The Bad Seeds „B-sides & Rarities”, Mute 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)