Oz, czyli moc

Powieścioesejoautobiografia jednego z największych dziś pisarzy.
Oz znaczy po hebrajsku moc. Kiedy 14-letni Amos Klausner wyprowadzał się z rodzinnego domu do jerozolimskiego kibucu Chulda, postanowił zmienić nazwisko na Oz właśnie. Nie chciał mieć nic wspólnego z przeszłością, która kojarzyła mu się z uczonym ojcem, z literaturą, którą opętana była większość jego rodziny.
Sam był wychowywany na mola książkowego, w domyśle – profesora uniwersytetu. Kiedy matka, opętana magią i manią czytania, a skazana na wegetację kury domowej, popełniła samobójstwo (chorowała na depresję), trauma stała się już zbyt silna. Chłopca odrzuciło ostatecznie od literackich fikcji i wybrał „prawdę” utożsamioną z pracą fizyczną. Tak narodził się Amos Oz, prosty robotnik żydowskiego kibucu. Nie mógł jeszcze wtedy przewidzieć, że to imię i nazwisko kilkadziesiąt lat później będzie wymieniane pośród nazwisk kandydatów do literackiej Nagrody Nobla.
W kibucu spędził 31 lat. Nauczył się jeździć na traktorze, uprawiać jęczmień i tak dalej. Ale wrócił do czytania, a potem do pisania. Po dziecinnych wierszach odkrył prozę. Miała się stać jego największą bronią literacką obok eseistyki społeczno-politycznej, zwłaszcza gdy został znanym działaczem na rzecz pojednania Izraela i Palestyny. Jego pierwsza powieść „Mój Michał” ukazała się w roku 1972 (polskie wydanie, 1991 rok). Potem przyszły następne, nagradzane, tłumaczone na dziesiątki języków, aż do ostatniej, bodaj największej nie tylko objętością – „Opowieści o miłości i mroku”. Która nie wiadomo, czym jest: powieścią, antypowieścią, pamiętnikiem, autobiografią, fabularyzowanym esejem... Chyba wszystkim po trosze. Jest historią o obu rodzinach Oza, Klausnerów ze strony ojca i Herców ze strony matki, także historią Europy Środkowej i po trosze Rosji, skąd się wywodziły. Jest też historią narodzin Izraela i opowieścią o dziwnym życiu w tym jeszcze dziwniejszym kraju, gdzie małżeńska tradycyjna hupa, czyli specjalna narzuta, pod którą biorą ślub Żydzi, wspierała się wówczas na dwóch parach wideł i dwóch karabinach, symbolach kraju walczącego i rolniczego zarazem.
Ale przede wszystkim jest wspaniałą, przenikliwą i nieraz okrutną autobiografią dziecka i chłopca, który z racji pochodzenia miał prawo nie przeżyć w XX wieku ani godziny, a został jednym z największych pisarzy naszych czasów. Fenomen własnego życia obserwuje tu z perspektywy ukończonej sześćdziesiątki – jak anatom badający strukturę organizmu ukształtowanego z tak różnych ingrediencji, że nieraz trudno mu samemu uwierzyć w racjonalne istnienie takiego kłębka sprzeczności. Zaczął pisać, kiedy uświadomił sobie, kim naprawdę jest. „Zrozumiałem, skąd pochodzę: z luźnego splotu smutku i pretensjonalności, tęsknoty i komizmu, miernoty i prowincjonalnego napuszenia, sentymentalnego wychowania, dawno przebrzmiałych ideałów, tłumionych lęków, służalczości i rozpaczy. (...) Pochodzę z okolic, gdzie drobni blagierzy pozowali na groźnych terrorystów i heroicznych bojowników o wolność, (...) kasjerzy ze sklepu spółdzielczego albo z kina co noc układali wiersze i pamflety”.
W takich okolicznościach nie dało się nie zostać pisarzem.

Tadeusz Nyczek /Przekrój

Amos Oz „Opowieść o miłości i mroku”, przeł. Leszek Kwiatkowski, Muza, Warszawa 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)