Komornik

Filmowa opowieść o złu naszym codziennym, której wiarygodność zabito sztuczną nogą.
"Komornik” wkracza do kin w aurze wielkiego zwycięzcy festiwalu w Gdyni (pięć nagród!) i polskiego kandydata do Oscara, trzeba więc na serio odpowiedzieć na pytanie, czy to rzeczywiście wielkie dzieło. Odpowiedź brzmi: nie. To po prostu niezły film. Tylko tyle lub aż tyle – wnioski zależą od stosunku czytelnika do polskiego kina.
Tytułowy egzekutor Lucjan Bohme (Andrzej Chyra w łagodniejszej wersji Gerarda z „Długu”, dlatego nie rozumiem decyzji o nagrodzie za najlepszą rolę) to wcielenie uczciwości, co w tym zawodzie oznacza bezwzględność i brak uczuć wyższych. Pracuje w popadającym w ruinę śląskim miasteczku, zagłębiu nędzy, na której żeruje jak hiena. Gotów jest wynieść sprzęt z zadłużonego szpitala, wykopać z ziemi trupa i zabrać dziecku ukochany akordeon, by mieć najlepsze w rejonie wyniki. Jego kolegów bardziej wzrusza los upadłych, zwłaszcza przedsiębiorców, więc łatwiej zmiękczyć ich komornicze serca. Szczególnie łapówką. Nic dziwnego, że postępowanie Lucjana nie bardzo im – nomen omen – na rękę.
Bohaterowi filmu Feliksa Falka blisko do tych z kina moralnego niepokoju, które sam współtworzył (w Gdyni mówiło się zresztą o filmie laureacie jako o „nowym »Wodzireju«”). Tyle że kino lat 70. obnażało mechanizmy powszechnego zepsucia i uwikłania, a „Komornik” poprzestaje na skonstatowaniu, że przeżarci jesteśmy zgnilizną do szpiku, a wątek mówiący o tym, dlaczego tak się dzieje, wypada najsłabiej. Bo jeśli jedynym wytłumaczeniem postępowania Lucjana Bohme jest to, że w dzieciństwie tatuś lał go sztuczną nogą, to ani to wzruszające, ani wstrząsające, tylko banalne. I tej banalności Falkowi nie udało się uwznioślić ni przekuć w głębokie odkrycie.
„Komornik” jest dynamicznie zrealizowanym i sugestywnym zapisem zła naszego codziennego. Falkowi nie udało się odbić od opowiadanej historii, by za jej pomocą powiedzieć nam coś więcej, ale doceniam tę próbę powrotu polskiego filmu do naszej rzeczywistości, to, że przemija wreszcie czas surferów, kojotów i młodych wilków. Ktoś inny został bohaterem roku. Kino polskie ma dług wobec własnych widzów przez kilkanaście lat mamionych podróbkami amerykańskiej komercji. Przyszła pora, żeby się rozliczyć, i uznaję, że „Komornik” spłacił pierwszą ratę.

Małgorzata Sadowska/ Przekrój

„Komornik”, reż. Feliks Falk, Polska 2005, ITI Cinema
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)