Keine Grenzen

Sympatyczna filmowa kpina ze „wspólnego domu”.
Dobra wiadomość dla tych, którzy z różnych powodów nie mogli tego lata wyjechać na wakacje. Mamy dla was ofertę last minute – szybką (zaledwie półtorej godziny) wycieczkę do czterech słynnych europejskich miast: Moskwy, Stambułu, Santiago de Compostela i Berlina.
Prosimy jedynie uważać na bagaż, wspólnym motywem nowelek składających się na komedię Hannesa Stöhra jest bowiem kradzież. Z tego powodu może należałoby uznać film za antyfolder turystyczny, ale jako rekompensatę utraconego mienia oferuje on nam inne dobra. Jakie? Prawdę powiedziawszy, głównie parę stereotypów o niewielkiej w sumie wartości. I tak: w Moskwie najpierw napadnie na ciebie mafia, a potem dostaniesz kieliszek wódki i kiszonego ogórka. W Stambule lepiej nie zadzierać z turecką policją, nawet jeśli nie jesteś Kurdem (co wiadomo od czasów filmu „Midnight Express”). Hiszpanie są jurni i na wszystko odpowiadają „manana”. Węgrzy natomiast cierpią na nieuleczalną depresję (to Węgry przecież mają największy wskaźnik samobójstw w Europie). A w Berlinie panuje tak wzorowy niemiecki porządek, że i w zapuszczonych ulicach dzielnicy Kreutzberg nikt cię nie okradnie, choćbyś nie wiem jak się starał. Największą zaś miłością Europejczyków, niezależnie od różnic i podziałów, jest piłka nożna. Ów tytułowy „one day” to bowiem dzień, w którym Galatasaray Stambuł gra z Deportivo La Coruna w finale Ligi Mistrzów.
Ponieważ każda z czterech wycieczek trwa około 20 minut, nie ma czasu, by rozwinąć te mądrości. Stöhr opowiada zwięźle mniej lub bardziej zabawne dowcipy w stylu: „Był sobie Polak, Rusek i Niemiec”. Przy czym najbardziej – i to też jest stereotypowe, skoro reżyser urodzony w Szwabii – dokłada Francuzom, którzy popisują się wyjątkowo żałosną ignorancją. Nawet o Napoleonie mało co wiedzą.
Jednak przy wszystkich swoich płyciznach jest to film sympatyczny. Bez złośliwości kpi sobie z idei „wspólnego europejskiego domu” i cieszy się z różnorodności mentalnej jego mieszkańców. Niestety, w programie transkontynentalnej wycieczki wciąż nie uwzględnia się Polski. Polacy są w filmie wspomniani wyłącznie jako najbardziej prawdopodobni złodzieje samochodów. Na początek naszego pobytu w UE tyle musi nam wystarczyć. Miejmy nadzieję, że już wkrótce ktoś zainteresuje się inną z naszych narodowych przywar.

Bartosz Żurawiecki

„Jeden dzień w Europie” reż. Hannes Stöhr, Niemcy/Hiszpania 2004, Gutek Film
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)