Jedwabna opowieść

Film Faucher złożony jest ze zbliżeń i kadrów, na których niemal nic się nie dzieje, a jednak dostajemy zachwycający obraz i historię.
Kiedy pierwszy raz obejrzałam "Jedwabną opowieść", ogarnęło mnie niemal bolesne uczucie, że zapewne nigdy nic piękniejszego już nie zobaczę. Podobnie poczułam się kiedyś, gdy podczas porannej przebieżki zobaczyłam świeżo skoszone pole, które wzięły w swoje obroty pracowite pająki i zasnuły całe ściernisko tiulem pajęczyny, a poranna rosa bez umiaru pokryła cieniutkie sploty skrzącymi się w porannym słońcu diamentami.
Porównanie to jest o tyleż na miejscu, że debiutancki film Eleonore Faucher jest też pracowicie upleciony z subtelnych wątków niczym delikatny haft. Jedna z nich - nieco starodawnie jedwabna, surowo czarna, chwilami mroczna, chwilami uwodzicielsko połyskliwa - tworzy wątek opowieści pani Melikian (Ariane Ascaride), hafciarki artystki, załamanej po stracie syna. A inna to przepyszna włochata, turkusowo-zielona nitka głównej bohaterki Claire (Lola Neymark), siedemnastolatki, która zgubiła swój wątek i nagle znalazła się całkiem nie tam, gdzie trzeba - w ciąży z mężczyzną, którego nie tylko nie kocha, ale nawet nie chce widzieć, pracuje jako kasjerka w supermarkecie, nienawidząc tej pracy. To co na prawdę lubi robić to wyszywanie - piękne, artystyczne hafty, dalekie od tego, do czego przyzwyczaiły nas kwiatkowe wzorki rodem z "Burdy". To nastoletnie stworzenie z nieprawdopodobnie pięknymi rudymi, skręconymi jak przędza włosami, jest zaskakująco silne i dojrzałe, nieufnie powściąga uczucia, jakby uważało, że nie ma na nie miejsca w jej życiu, ale kiedy poczuje, że kocha, pozwala miłości rozkwitnąć, nawet jeśli pozornie nie ma ona żadnych szans.
Faucher przeplata nitki, tworząc delikatny splot przyjaźni pani Melikan i Claire, miłości do nienarodzonego dziecka. A przy tym każdy kadr jest nasycony kolorami, dźwiękami, fakturą. Film zaczyna się od widoku... grudy ziemi, wilgotnej, pulchnej, niemal czujemy jej zapach, słychać chrupki chrzęst kapuścianych liści, a potem pojawiają się nici - przędza włosów Claire, wełna jej puchatych swetrów, miękkie skrawki króliczych futerek, szorstka faktura szramy na twarzy Guillaume, połyskliwe cekiny, dźwięczące delikatnie paciorki na lampie.
 
Autorka filmu przyznaje, że wpadła na pomysł filmu w trakcie tak banalnej czynności jak cerowanie dziury w swetrze: "Zainspirował mnie ruch mojej ręki i nici. Miałam nadzieję, że podobny gest doprowadzi mnie do czegoś pięknego i wyjątkowego". Tak jak hafty, które pani Melikan i Claire przygotowują dla Lacroix, powstają z maleńkich dżetów, cekinów i koralików, tak i film Faucher złożony jest ze zbliżeń i kadrów, na których niemal nic się nie dzieje, a jednak dostajemy zachwycający obraz i historię.

Marta Sobolska


"Jedwabna opowieść" reż. Eleonore Faucher, prod. Francja, 2004. Dystrybucja Gutek Film


 
 
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)