Gruby Kazik

Sens dobrych piosenek nie gubi się wreszcie w galopadzie pomysłów aranżacyjnych, a fani dostaną to, czego zabrakło na poprzedniej płycie.
Ostatnie lata dla najważniejszego rockowego pieśniarza w Polsce były cienkie. Śpiewanie Cave’a, Weilla i Waitsa specjalnie go nie rozwinęło, a nawet wprawiło w lekki dryf stylistyczny. Nie trzeba też być szczególnie spostrzegawczym, żeby zauważyć, że jego grupa Kult przeżywa silny kryzys.
„Czterdziesty pierwszy” Kazika był długi i nudny, ale widać pomysłów autorowi nie brakuje, bo rok nie minął, a już mamy kolejną płytę. Nagraną w towarzystwie Wojciecha Jabłońskiego i Andrzeja Izdebskiego – dwóch muzyków, którzy w otoczeniu Staszewskiego pojawiają się już od kilku lat, ale dopiero na tym albumie słychać zdecydowanie, jak dużo świeżości potrafią wnieść – przede wszystkim w sferze brzmieniowej. Sens dobrych piosenek nie gubi się wreszcie w galopadzie pomysłów aranżacyjnych, a fani dostaną to, czego zabrakło na poprzedniej płycie: utwory, które zapamiętają na dłużej niż czas trwania albumu, choćby „Los się musi odmienić”, „Mamo, przepraszam”, „Gerard”, no i garść błyskotliwych skojarzeń i autocytatów, które Kazik powtykał, gdzie tylko mógł. A za wykonanie hymnu narodowego w nowej wersji niech go rozgrzesza naród, bo krytyk się boi.
Słuchałem tej nowej płyty na zmianę ze starą płytą Kultu. Wrażenia? Po pierwsze, o ileż grubszy głos! Po drugie, coraz więcej u Kazika słów określanych czasem jako grube. Widać stopień sprzeciwu wobec rzeczywistości czasem z wiekiem nie spada, tylko rośnie. Szczęśliwie „Los się musi odmienić” to album gruby także w sensie ogólnym – jako przeciwieństwo cienkiego.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Kazik „Los się musi odmienić”, SP Records

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)