Galopka przez dzieje

Włoski film o papieżu kreuje łatwy mit.


A czy będzie można usiąść? – zaniepokoił się pewien internauta, po tym jak przeczytał informację, że ze względu na „szczególną rangę wydarzenia” sieć Multikino zrezygnowała z emitowania reklam i zwiastunów przed filmem „Karol – człowiek, który został Papieżem”. Spokojnie, usiąść można, bo jako film „Karol” żadnym wydarzeniem nie jest.
Obejmująca losy Karola Wojtyły od II wojny światowej aż po pontyfikat w 1978 roku opowieść siłą rzeczy skazana jest na powierzchowność – przede wszystkim w opisie polskiej historii (nie wykracza poza poziom szkolnych bryków, i to tych kiepskich!). Dodatkowo spłyca ją wymóg „uniwersalizmu”, wszak serial Giacoma Battiata powstał z myślą o międzynarodowej publiczności, która nie rozeznaje się w niuansach polskich dziejów. Dlatego większość dialogów, zamiast popychać akcję i pogłębiać naszą wiedzę o bohaterach, informuje widzów who is who. Tudzież służy wykładaniu idei i poglądów.
Efektem takiego podejścia są oczywiście stereotypy, w które „Karol” obfituje: a to w portrecie pięknego Polaka katolika o czystym spojrzeniu, a to w obrazie demonicznych funkcjonariuszy zła Hansa Franka (Matt Craven) czy komunisty Juliana Kordka (Hristo Shopov), którymi można by straszyć niegrzeczne dzieci. Nie mówiąc o kobietach, które – jak zgrabnie ujmuje Hanka grana przez Małgorzatę Belę – tylko „kibicują” męskim grom w wojny, sprawy, idee. I piłkę nożną. (Swoją drogą nie pojmuję, dlaczego do roli zakochanej w Karolu dziewczyny wybrano Belę właśnie, która choć bez wątpienia śliczna, ma koszmarną dykcję, a jej głos da się porównać wyłącznie do pisku styropianu na szkle).
I tak „Karol” po wszystkim się gładko prześlizguje, niczego naprawdę nie dotykając – a już najmniej samego Karola Wojtyły. Wprawdzie Piotr Adamczyk – manieryczny w roli Chopina – tym razem zagrał powściągliwie i z klasą, ale jego bohater jest mało intrygujący. Wojtyła Battiata to już od początku ukształtowana osoba, wypełniona wewnętrzną charyzmą i w gruncie rzeczy pozbawiona głębszych dylematów. Nie ma w nim żadnej wewnętrznej walki, żadnego konfliktu, żadnego wodzenia na pokuszenie, dramatycznego wyboru, zmagań z samym sobą. Nie widać drogi, która doprowadziła go do kapłaństwa. Są za to obfite, wzniosłe cytaty z pism papieża. Być może na tym polega prawda powołania, ale na pewno nie prawda kina!
Nie mnie rozstrzygać, na ile opowieść Battiata zgodna jest z faktami, na ile zaś kreuje losy papieża. Na pewno jednak podana przez niego wersja ucieszy poszukiwaczy łatwego mitu. Ale czy również poszukiwaczy prawdy?

Małgorzata Sadowska/ Przekrój

„Karol – człowiek, który został papieżem”, reż. Giacomo Battiato, Włochy/Kanada 2005, ITI Cinema

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)