Fenomen braci Waglewskich

Choć wielokrotnie wyróżniani, wciąż rozwijają się jako twórcy i zaskakują słuchaczy.
Są artyści, którym trofea i zaszczyty nie służą. Za sprawą laurów na laurach osiadają. Co innego bracia Waglewscy, Fisz i Emade. Choć wielokrotnie – ostatnio również Fenomenami „Przekroju” – wyróżniani, wciąż rozwijają się jako twórcy i zaskakują słuchaczy. Od lat nierozłączni jako muzyczni partnerzy, po sześciu wspólnie nagranych płytach bracia postanowili odpocząć od siebie na chwilę.
Do studia wprawdzie weszli niemal w tym samym czasie, ale pierwszy raz oddzielnie, z towarzyszeniem nowych wspólników twórczego procesu. Fisz – dziś raczej wszechstronny wokalista o wielu twarzach niż raper, za jakiego zwykło się go uważać – połączył siły z Enveem, didżejem i producentem kolektywu Niewinni Czarodzieje, ważną postacią okołojazzowego frontu rodzimej sceny klubowej. Emade z kolei zaprosił do współpracy Ostrego (O. S. T. R.), czołowy głos polskiego hip-hopu. W obu przypadkach spotkały się ze sobą żywioły oryginalne, nieszablonowe, zjawiskowe wręcz. I taki też musiał być efekt tych spotkań.
Wątpliwości, czy Fisz poradzi sobie bez podkładów młodszego brata, rozwiewa już otwierające „Fru!” znakomite „Idzie miłość”. „Bez pretensji do mądrości, której nie ma. Bez odbijania jej na ksero i wpadania w schemat” – melodeklamuje starszy z Waglewskich na tle skocznej afrobeatowej produkcji Enveego, jakby ostrzegając, że postawili na niezobowiązujący zabawny eksperyment. Nieoczekiwanie wyszedł im jeden z najbardziej nowoczesnych i odważnych albumów ostatnich lat.
Skrojony na eklektyczną nutę według najlepszych zachodnich wzorców, łączy w sobie elementy broken beatu, electro-funku, futurystycznego hip-hopu. Raz po raz przeszywa wątrobę głębokim, przesterowanym basem. Z numeru na numer zadziwia producencką wyobraźnią Enveego, który równie frywolnie bawi się programowaniem połamanych pętli rytmicznych, co śladami z głosem Fisza. Ten zresztą nie pozostaje mu dłużny na lirycznym polu – niby nie od dziś wiemy, jak daleko potrafi zabrnąć w swoich abstrakcyjnych tekstach, jak mocno przymrużyć oko na otaczającą go rzeczywistość, ale zdarza się, że na „Fru!” przechodzi sam siebie.
„Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop” – w ustach Waglewskiego brzmi to jak artystyczny manifest, jak klucz do poznania jego twórczości. Stając tym albumem w rozkroku między własnym widzimisię a realiami rodzimego rynku, z podniesioną głową godzą się z Enveem na medialną banicję, choć z materiałem takim jak ten bez trudu i wstydu poradziliby sobie na Zachodzie.
Emade i Ostrego problem rozdwojenia artystycznej jaźni już nie dotyczy. Ich wspólny projekt to przedsięwzięcie programowo eksperymentalne, nieprzebojowe, dla wtajemniczonych. Podobnie jak Fisz z Enveem, i oni stworzyli bezbłędnie uzupełniający się tandem. Współpraca z Ostrym zmotywowała Emade do stworzenia jednych ze swoich najlepszych podkładów w karierze. Dzięki współdowodzącemu Tworzywa Sztucznego łódzki raper, tak bardzo przywiązany dotąd do produkcji własnego autorstwa, wspiął się na nieznane wyżyny słownych kalamburów i łamigłówek. Mocą doświadczenia, otwartości umysłu i uwielbienia dla tego, co w światowym hip-hopie inne i dziwne, obaj wprawili w ruch machinę, której nie sposób zatrzymać.

Bartek Winczewski/ Przekrój

Fisz Envee „Fru!”, Asfalt

POE (Projekt Ostry Emade) „Szum rodzi hałas“, Asfalt
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)