Bez końca

Nowy film Ozona to wstrząsające wyznanie niewiary w miłość.
/ 16.05.2005 16:49
Poniekąd jest to film przygodowy, opowiada bowiem o przygodach życia codziennego, z jakimi mają do czynienia ludzie będący w związkach. Ozon wybrał pięć kluczowych momentów w życiu pewnego przeciętnego francuskiego małżeństwa: zakochanie, ślub, narodziny dziecka, kryzys i rozwód. Pisząc o tym ostatnim, bynajmniej nie zdradzam zaskakującego zakończenia, przeciwnie, scena rozwodu jest w filmie... pierwsza.
Francois Ozon, twórca „Ośmiu kobiet” i „Basenu”, wielbiciel filmowych łamigłówek, nie byłby bowiem sobą, gdyby nie zabawił się formą. Tym razem opowiada swoją historię od końca, razem z bohaterami Marion i Gillesem cofamy się więc w przeszłość, która robi się coraz jaśniejsza, pogodniejsza i coraz bardziej obiecująca. Wszystkie pięć etapów związku Ozon oddzielił od siebie sentymentalnymi włoskimi piosenkami.
Nie dajcie się zwieść pozorom, że znając przebieg akcji, wiecie o niej wszystko. „5x2” kryje w sobie wiele niespodzianek. I wędrując wstecz, ku początkom znajomości Gillesa i Marion, co chwila musimy rewidować swoje przekonania, kto zawinił, popełnił głupstwo, skłamał albo stchórzył. W tle zaś dogasają, żarzą się i rozkwitają inne związki, a żaden z nich według Ozona nie ma szans na wieczne trwanie. A jeśli już w imię zasad, obietnic, wiary ktoś uparcie w związku tkwi, tylko się unieszczęśliwia. Jak warczący na siebie wściekle rodzice Marion, których poza zbudowaną na frustracji symbiozą, od lat nic już nie łączy.
Przy całej swojej kameralności i spokojnym rytmie „5x2” to w gruncie rzeczy wstrząsające wyznanie niewiary w lojalność, wierność, miłość i zarazem wielkie wyznanie wiary w wolność. Bo tylko ona ochronić nas może przed przekleństwem życiowej rutyny. Ludzie wolni bez lęku wkraczają na nowe ścieżki i porzucają te, które donikąd już nie prowadzą. I nie ma to nic wspólnego z hedonistycznym traktowaniem życia czy czerpaniem z niego egoistycznych przyjemności. W końcu wolność to też nie lada wyzwanie – wciąż trzeba być gotowym na to, by zacząć od nowa. To pasmo przywitań i pożegnań z tym, co przynosi życie. I tak oto, koniec końców, okazuje się, że każdy koniec to tylko wstęp do jakiegoś początku.
Jak na europejski film autorski taka puenta to wręcz oburzający i niezdrowy przejaw optymizmu. I zarazem oryginalny chwyt. Nakręcić film od końca – oto najnowszy patent na happy end, o który przecież coraz trudniej. I to nie tylko w kinie.

Małgorzata Sadowska/ Przekrój

„5x2”, reż. Francois Ozon, Francja 2004, Gutek Film, premiera 22 kwietnia
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)