Kalendarium mody polskiej

Dyktatorów mody nie obchodziło, jak wygląda i jak się ubiera robotnica, przeciętna urzędniczka lub kobieta ze wsi. Moda służyła wyłącznie bogatym. Nie do pomyślenia byłyby takie stosunki dziś, kiedy pieniądz przestał być miernikiem wartości człowieka”. Tygodnik „Moda i Życie Praktyczne”. Brzmi znajomo?
/ 19.02.2009 10:15
Lata 50. w modzie, czyli...

„Dyktatorów mody nie obchodziło, jak wygląda i jak się ubiera robotnica, przeciętna urzędniczka lub kobieta ze wsi. Moda służyła wyłącznie bogatym. Nie do pomyślenia byłyby takie stosunki dziś, kiedy pieniądz przestał być miernikiem wartości człowieka”. Tygodnik „Moda i Życie Praktyczne”. Brzmi znajomo?

Kalendarium mody polskiej TT

Nie-moda PRL-u

Trzeba zacząć od tego, że dopiero rok 1956 był przełomem dla mody w wydaniu polskim, a raczej socjalistycznym. Jednak zanim nastąpił, na polskich ulicach napotkać można było praktyczne, ale ponure i bezkształtne uniformy „kobiet pracujących”, a także krótkie i wygodne fryzury, tzw. boby, w których to, zdaniem ówczesnej prasy, kobieta wyglądała o wiele lepiej niż w „bardzo kobiecej fryzurze”. Prasa socjalistyczna wyśmiewała wysokie, zniekształcające stopy (już wtedy to wiedziano) obcasy, przedkładając nad nie wygodne, filcowe botki, jakie produkowały wówczas Złotoryjskie Zakłady Przemysłu Filcowego – wachlarz wyboru: 16 wzorów i 5 kolorów. Pośród dzisiejszego przepychu – kropla w morzu próżności.

Kalendarium mody polskiej TT

Byle jak, byle gdzie, byle doszyć

Kobiece gazety rozpisywały się o niedociągnięciach przemysłu odzieżowego, gdzie czy to guziki, czy kieszenie „bywają często niedbale przyszywane, szybko się prują i odpadają, przy czym zgubiony guzik nie zawsze łatwo jest dokupić” – zalecano więc natychmiastowe doszywanie ledwie trzymających się materiału elementów od razu po zakupie. Dla samych pończoch, ze względu na swoją wyjątkowo kiepską jakość, produkowano domowe maszyny, dzięki którym można było w zaciszu domu samemu je reperować.

Każdy kawałek materiału na wagę złota

Co ciekawe, poradniki dla kobiet pełne były porad, jak przerobić sukienkę na spódnicę, albo zimowy płaszcz na letnią jesionkę. Radzono też, żeby stare i splecione pończochy wykorzystywać do… robienia wycieraczek. Nic nie mogło się zmarnować – z pończoch robić można też było grubsze nici do cerowania innych ubrań.

Kalendarium mody polskiej TT

Bikiniarze i oddech Zachodu

Powiew nowości nadszedł wraz z ’56 rokiem, czyli „odwilżą”. Wtedy to właśnie napływać zaczęła do nas odzież z Zachodu – nietypowa jak na siermiężne warunki polskiej mody. Zniknęły z ulic szare kombinezony, pojawiły się kolorowe chusty, dżinsy, a także koszule non-iron i ortalionowe płaszcze. Nieodzownym elementem były też tzw. okulary typu motyle skrzydła oraz mucha – te drugie swoje pięć minut przeżyły dzięki Małgorzacie Braunek – właśnie w nich wystąpiła w filmie „Polowanie na muchy”. Charakterystyczne też były wśród coraz liczniejszych bikiniarzy kolorowe skarpetki, równie tęczowe koszule, krawaty w palmy, a także lśniące lakierki. Niesamowitą popularnością cieszyły się eleganckie kozaki i kalosze, których wnętrze wykonane było ze sztucznego, ale jakże szykownego futra. Odtajała więc moda polska, choć jeszcze daleko jej było do dzisiejszego targowiska próżności.

Magdalena Mania

Na podstawie: „Polskie dekady. Lata 50.” Wiesława Kota
Wydawnictwo Podsiedlik Raniowski i Spółka, Poznań 1999
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/18.08.2009 19:58
Artykuł jest na pisany na podstawie ksiązki, więc autor chyba wie lepiej
/18.03.2009 16:54
Piszecie takie bzdury,że aż się czytać nie chce. Ktoś, kto pojęcia nie ma o tamtych czasach niech się nie wypowiada. Fakt,że nie było takiego zalewu szmat, jak teraz, ale można było kupić tkaniny b.dobre gatunkowo, za dostępną cenę. A stroje szyte przez naszych rodzimych producentów były super. Np. Telimena, Moda Polska i parę jeszcze innych. A teraz, niezal4eżnie od tego =jaka marka-i tak wszystko jest szyte w Chinach i jest to badziew za ciężkie pieniądze. Ostatnio kupiłam córce kurtkę przejściową z Promodu. Firma francuska-miałam nadzieję na jakość. Niestety, po 3 założeniach pękł szew na boku na długości 12 cm. Zeszycie wymagało poprucia częściowego, żeby się do tego szwu dostać. Przy oksazji okazało się,że materiał jest tak dziadowski,że się prawie w palcach rozłązi, a kurtka szyta w Chinach, więc dziadowskimi chińskimi nićmi. I nie ma się co podniecać. Może te stroje z górnej półki, dostępne dla gwiazd i biznesmenów są szyte w Europie lub Usa. Reszta to Chiny-czyli szajs i byle jakość. Tam plastikowa szmata może być podpisana 100% bawełny, a poliester 100% jedwab. I płaci się za to kolosalne pieniądze, po czym po 2 razach nadaje się do śmieci.