POLECAMY

„Aby osiągnąć sukces, trzeba, średnio, potknąć się aż sześć razy!” Olga Kozierowska wie, jak zagrzewać do walki! Dołącz do niej!

„Mam za sobą trudne chwile. Żyłam w toksycznym związku, przewracałam się wiele razy, zanim znalazłam się tu, gdzie jestem teraz” - mówi Olga Kozierowska, twórczyni organizacji dla kobiet „Sukces pisany szminką”. Wywiad z Urody Życia 9/2017.
/ 5 miesięcy temu
„Aby osiągnąć sukces, trzeba, średnio, potknąć się aż sześć razy!” Olga Kozierowska wie, jak zagrzewać do walki! Dołącz do niej! fot. Rafał Masłow/Uroda Życia

Olga Kozierowska wie, jak wygląda kryzys. Wie jak z niego wyjść. I wie, że nie następuje to od razu i że trzeba wiedzieć, jak to zrobić. I tą wiedzą chce się podzielić z wami! Podczas niezwykłego spotkania w ramach akcji PowerDay opowie o swoich doświadczeniach, a także o doświadczeniach innych kobiet. Do zobaczenia 16 czerwca 2018 roku w Muzeum Polin w Warszawie - szczegóły znajdziecie na stronie PowerDay

Olga Kozierowska przygotowała wykład i warsztaty.

Nie upadasz bo to wstyd, więc żyjesz w „poczekalni”. Upadasz i podnosisz się latami. Upadasz i udajesz, że to się nie wydarzyło. Upadasz, podnosisz się i robisz znów to samo, więc upadasz ponownie… Dowiedz się, jak wyjść z tego błędnego koła.
- Olga Kozierowska zaprasza na WYKŁAD: „Kry-Zyski”

Prowadzisz firmę lub przymierzasz się do tego? To pewnie wiesz - nie ma klientów, to nie ma sprzedaży. Nie ma sprzedaży, to nie ma kasy. A jak nie ma kasy, to nie ma rozwoju, a twoja działalność przestaje się opłacać. Co zrobić by sytuacja była odwrotna? Przy jednoczesnym pokonaniu oporu do, jak to mawiają moje uczennice, wciskania komuś czegoś? Skorzystaj z mojej wiedzy i doświadczenia w pozyskiwaniu milionowych budżetów. Kryzysy nauczyły mnie najwięcej. Kiedyś wstydziłam się sprzedawać. Uważałam, że się do tego nie nadaje. Dziś jestem w tym na prawdę dobra. Podczas warsztatu opowiem o tym - jak przestać się bać sprzedawać, jak posługiwać się językiem korzyści, jak wygląda podstawowy proces sprzedaży (B2B)
- Olga Kozierowska zaprasza na WARSZTATY Sprzedaż dla o(d)pornych

O tym, że kryzys może być nowym otwarciem z Olgą Kozierowską rozmawia Karolina Morelowska-Siluk.

Karolina Morelowska-Siluk: Długi czas pracowała pani w korporacjach. Nagle zdecydowała się pani przerwać karierę i zaczęła działać na rzecz kobiet. Skąd taki zwrot?

Olga Kozierowska: Bo wiedziałam, że kobiety potrzebują wsparcia i wpadłam na pomysł, jak to zrobić. Miałam za sobą doświadczenia z różnych korporacji. Widziałam wyraźnie, że kobieta musi pracować zdecydowanie więcej niż mężczyzna, aby jej potencjał został zauważony. A jeśli, nie daj Boże, ma jeszcze blond włosy i jest młoda, to przykleja się jej całą masę etykiet. Moja brzmiała „kochanka prezesa”. No bo jak inaczej karierę mogła zrobić młoda blondi? Z jednej strony dawano mi szansę, aby się rozwijać, ale z drugiej, gdy podejmowano ważne decyzje, czułam się pomijana. I nie byłam w tym odosobniona. Spotykałam się z wieloma kobietami, menedżerkami wysokiego szczebla, które miały podobne doświadczenia, i jednocześnie nie starczało im odwagi, by sięgać po więcej i stawiać granice. A te granice były często w różny sposób przekraczane. Brakowało ciastek czy kawy na spotkaniu? „Niech skoczy Olga” – słyszałam. W  jednej z firm dyrektor próbował mnie molestować. Bałam się, bo zostałam z tym problemem właściwie sama. Mijały lata, a ja spotykałam coraz więcej kobiet z podobnymi wątpliwościami i  doświadczeniami. Kobiet, które miały tego po prostu dość. Czułam, że muszę zająć się czymś, co sprawi, że zaczną być doceniane, ale też, że same siebie zaczną bardziej doceniać.

Wypalenie zawodowe - jak się ratować, gdy pracy nie można rzucić, a życia zmienić?

I tak powstała pani organizacja „Sukces pisany szminką”?

Wymyśliłam sobie, że chcę zacząć od nagłaśniania kobiecych sukcesów, że to jest właściwa droga. Nie chciałam zajmować się tylko mówieniem o dyskryminacji kobiet, o tym, jak nam źle i kto jest temu winien, bo to moim zdaniem nie działa, a  czasem wręcz przynosi odwrotny skutek. Podeszłam więc do tematu od zupełnie innej strony, bo tego nikt wcześniej nie robił. Wiedziałam, że muszę przebić się do mediów, poważnych mediów o  dużym zasięgu.

Przyjęto pani pomysł z zachwytem?

Powiem tak: byłam mocno zdeterminowana. Pamiętam, że szef TVN24 bardzo dziwił się, dlaczego nie idę z tym projektem do kobiecej stacji TVN Style. Jednak byłam tak natrętna, że w końcu dał mi szansę. Ale musiałam przebijać się nie tylko do mediów, musiałam też dobijać się do kobiet. Bo my cierpimy na jakąś chorobliwą wręcz skromność, nie umiemy mówić o swoim sukcesie, nie umiemy go nazwać, a wręcz nie potrafimy go dostrzec. Mężczyźni o swoim triumfie potrafią rozprawiać godzinami.


Olga Kozierowska (fot. Rafał Masłow/Uroda Życia)

To się może nie spodobać…

Nie chcę przesadzać w żadną ze stron, okopywać się, chcę zdrowych, równych zasad. To zresztą jest z korzyścią dla wszystkich. Pamiętam takie zdanie, które napisała nieżyjąca już amerykańska antropolog kulturowa Margaret Mead, że mądre społeczeństwo to takie, które potrafi wykorzystać potencjał płynący z obu płci.

Zajmuje się pani tą działalnością długo. Coś się zmieniło, wychodzimy z cienia?

Zmieniło się i nadal się zmienia. Korporacje zauważyły ogromny potencjał kobiet, w niektórych tworzy się działy „Diversity & Inclusion”, które realizują politykę różnorodności. W świecie „własnego biznesu” w Europie praktycznie nie mamy sobie równych. Działamy dynamicznie, odważnie. Coraz częściej myślimy globalnie, a nie lokalnie. Powstaje też mnóstwo miejsc, które gromadzą kobiety. Ale to, co jest bardzo cenne, to fakt, że powstają inicjatywy dla bardzo młodych kobiet, nastolatek i małych dziewczynek.

Jak wychować szczęśliwego człowieka?

Słyszą tam, że mają w siebie wierzyć?

Tak i to jest ważne, bo ja pracując dziś z  dorosłymi kobietami wychowanymi w  „dawny” sposób, widzę, jak trudno jest skorygować myślenie, które było kształtowane przez lata. Zmienić negatywne przekonania na temat swoich możliwości i talentów. Odbudować poczucie własnej wartości. Ten „stary model” w dużej mierze opierał się na negatywnej motywacji, porównywaniu do innych, nieakceptowaniu zachowań stereotypowo uznawanych za chłopięce. Sama jestem mamą, mam troje dzieci, w tym córkę. Wychowuję ją zupełnie inaczej, niż sama byłam wychowywana. Ale wystarczy, że przyjdzie do nas ktoś ze starszego pokolenia i moja mała słyszy: „Dziewczynka powinna…”, a ja się wściekam, bo wiem, że czasem wystarczy dosłownie jedno zdanie wypowiedziane mocno, które zakorzenia się w takiej pięciolatce, rośnie razem z nią i w przyszłości podcina jej skrzydła.

Sama jestem mamą, mam troje dzieci, w tym córkę. Wychowuję ją zupełnie inaczej, niż sama byłam wychowywana. Ale wystarczy, że przyjdzie do nas ktoś ze starszego pokolenia i moja mała słyszy: „Dziewczynka powinna…”, a ja się wściekam

Pani podcięto skrzydła?

Mój tata jest tradycjonalistą, więc do dziś często słyszę: „Dlaczego ty pracujesz, przecież masz troje dzieci?”. Albo: „Biedne te twoje dzieci, że nie mają mamy na co dzień”. A także, choć jest to mówione żartem, że jeszcze mi mało, bo indoktrynuję inne kobiety i przez to zniszczę tradycyjny model rodziny, w którym mężczyzna pracuje, a kobieta wychowuje potomstwo. Mama jest inna, uważa, że kobieta powinna mieć swoją pracę, swoje pieniądze, swoje ambicje i swoje tajemnice. Ale to nie znaczy, że nie słyszałam w rodzinnym domu: „Nie jedz czekolady, bo będziesz gruba”, „Nie rób tego, bo to wstyd” i absolutny hit, który wykoślawia nas koncertowo, czyli: „Co ludzie powiedzą?”. Moja firma prowadzi największy w Polsce program aktywizacji kobiet „Sukces to ja”. Teraz rusza druga edycja. Podczas pierwszej przeszkoliliśmy ponad 1400 kobiet. Miałam z nimi bezpośredni kontakt. I widziałam, jak ta negatywna motywacja ciągle w nas pokutuje: zrobię wszystko, aby tylko uniknąć wstydu, zrobię wszystko, aby uniknąć potencjalnej porażki. A to znaczy przecież, że nigdy nie podejmę się czegoś, czego się boję, nigdy nie zdecyduję się na zmianę, będę czekać, aż życie coś mi da.  A ja to nazywam autosabotażem.

Czyli bardzo dużo jest nadal do zrobienia?

Jest gigantyczna różnica między możliwościami kobiet z wielkich miast a tych z miasteczek i wsi. Polska to nie tylko Warszawa czy Wrocław! Pamiętam jedno z badań, gdzie grupą respondentek były różne kobiety. Jedno z pytań brzmiało: „Co musiałoby się wydarzyć, żebyś znalazła w życiu więcej czasu dla samej siebie, dla swojego rozwoju, swoich ambicji?”. Kobiety z dużych miast odpowiadały: „Musiałabym zatrudnić nianię lub drugą nianię, która zajmie się dzieckiem wieczorami” albo „Musiałabym posłać dziecko na kolejne zajęcia dodatkowe”. Generalnie wszystko kręciło się wokół „kupienia sobie czasu”. A wie pani, co odpowiadały kobiety z małych miejscowości? „Musiałbym mieć… zmywarkę”. Widzi pani tę przepaść?

Żyjemy w enklawie?

Spotykamy się na wielkich konferencjach, są media, wszyscy są ładnie ubrani, pachną sukcesem. Wydaje nam się: „Boże, jak świat się fantastycznie zmienił”. Otóż nie, nie zmienił się aż tak. Bo nadal są w nim kobiety, którym jeszcze wciąż – często surowy, i w przenośni, i bardzo dosłownie – mąż mówi: „Przy garach jest twoje miejsce!”.

Chce pani namawiać kobiety do podniesienia się, do osiągnięcia sukcesu, w swoim programie opowiada pani o kobiecych sukcesach, a książka, którą pani właśnie napisała, jest o… kryzysie.

Bo nie chcę ściemniać, że życie to bajka. Raz jesteśmy na wozie, innym razem pod nim. Ale właśnie to bycie „pod” uczy nas i rozwija. Sama mam za sobą trudne chwile, wiele lat żyłam w toksycznym związku, nie miałam odwagi, by się z niego wyrwać. Myślałam, jak większość kobiet, że po ślubie będzie lepiej, że wszystko się zmieni. Potem wierzyłam, że zmieni się, gdy urodzę dziecko. Dziś wiem, że jeśli przed ślubem jest źle, to po nim może być tylko gorzej. Ale to były moje decyzje i moje wybory. Podyktowane lękiem przed samotnością, niewiarą, że zasługuję na miłość i oczywiście tym sławetnym zdaniem kołaczącym się w głowie: „Co ludzie powiedzą?”. Pamiętam też bardzo dobrze swój pierwszy duży kryzys zawodowo-egzystencjalny. Przez całe dzieciństwo i nastoletniość grałam na skrzypcach – zresztą nigdy tego nie lubiłam… Jednak miałam być skrzypaczką, taki był plan, wszystko było ustawione, było wiadomo, jak ma wyglądać moja przyszłość. I nagle, kiedy zdawałam do Akademii Muzycznej, okazało się, że mam zwyrodnienie ścięgien.

Dlatego uważam, że kryzys może być naszym przyjacielem. Zresztą badania pokazują, że aby osiągnąć sukces, trzeba, średnio, potknąć się sześć razy! Chcę powiedzieć kobietom, że ten pierwszy, drugi, trzeci... i szósty kryzys musi je zagrzewać do walki, a nie sprawiać, że się poddadzą.

Palec boży!

Teraz to wiem, ale w tamtym czasie to był koniec świata, bo byłam pewna, że do niczego innego się nie nadaję, więc jeśli nie mogę grać, to znaczy, że będę nikim! Wtedy mój tata powiedział, żebym zrobiła coś „normalnego”. Poszłam na Uniwersytet Warszawski, też bez przekonania. Nie skończyłam tych studiów. Trzy lata później wyjechałam do Anglii się uczyć. I tam chciałam zostać. Ale to też nie wyszło, bo zdecydowałam się wrócić do Polski, aby pomóc mojej mamie, kiedy skomplikowało się jej życie. Wróciłam, choć miałam wtedy z mamą trudne relacje. Niezałatwione sprawy z dzieciństwa. I przez dużą część mojego dorosłego już życia, jak wiele kobiet, próbowałam „zasłużyć” na jej miłość.  Przewracałam się naprawdę wiele razy, nim znalazłam się tu, gdzie jestem dziś. Ale to te upadki najwięcej mnie nauczyły. Dlatego uważam, że kryzys może być naszym przyjacielem. Zresztą badania pokazują, że aby osiągnąć sukces, trzeba, średnio, potknąć się sześć razy! Chcę powiedzieć kobietom, że ten pierwszy, drugi, trzeci... i szósty kryzys musi je zagrzewać do walki, a nie sprawiać, że się poddadzą. To, że nie nadajemy się do czegoś, nie oznacza, że nie nadajemy się do niczego! To, że coś nam nie wyszło, nie oznacza, że już nic nam nie wyjdzie! I jestem wiarygodna, kiedy to mówię. Bo mówię szczerze o własnych łzach. Wiele ich popłynęło. Ale w końcu jestem. Silniejsza i odważniejsza!

My, wy, oni, konflikt, miłość, przyjaźń - o relacjach, często niełatwych czytaj na Polki.pl


Książka o tym, jak radzić sobie z kryzysami i wyciągać z nich naukę. Autorka, Olga Kozierowska, to twórczyni pierwszej w Polsce organizacji, która kompleksowo wspiera rozwój kobiet (Wyd. Edipresse, 2017).

Olga Kozierowska -  bizneswoman, dziennikarka, trener biznesu i ekspertka od życiowych zmian. Sama ma ich za sobą wiele. Z muzyka stała się ekonomistką – uzyskała tytuł Master of Arts in International Business Administration, studiując na uczelniach w Anglii i Holandii. Zrobiła karierę w korporacjach w regionie Europy Środkowo Wschodniej. Stworzyła Sukces Pisany Szminką – pierwszą w Polsce organizację oraz portal internetowy, które kompleksowo wspierają przedsiębiorczość kobiet. Prowadzi autorskie audycje „Sukces pisany szminką" i „Stand Up Start Up” na antenie Radio Chilli ZET. Wcześniej związana z TVN24 i TVP2, gdzie prowadziła autorskie programy dedykowane kobietom. W jej rady, sposoby na zmianę, budowanie poczucia własnej wartości i sięganie po złoto uwierzyło tysiące Polek, które uczestniczyły w jej wystąpieniach, słuchały programów radiowych i telewizyjnych oraz realizowały programy szkoleniowe. Autorka bestsellera „Mój przyjaciel kryzys” projektu „21 DNI Przebudzenie” Laureatka wielu prestiżowych nagród: ,,Women of Consequence 2013”, „Pozytywistka Roku 2013” „Dziennikarz Roku 2011” za wspieranie rozwoju przedsiębiorczości. Trafiła na listę „50 Kobiet Polskiego CSR 2013” oraz w 2014 roku do grona 25 liderów Polski na przyszłe 25 lat! Prywatnie jest mamą trójki dzieci.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/5 miesięcy temu
Najbardziej skuteczne diety i plany treningowe w Polsce? TYLKO igortreneronline.pl Odchudzanie dla każdego! Wejdź teraz i zacznij jeszcze dzisiaj! Odchudzanie i budowanie formy jeszcze nigdy nie było tak proste! Wejdź teraz na igortreneronline.pl
/5 miesięcy temu
wchodźcie na grupe na fb :"czyńmy dobro" pomóżmy światu!
/5 miesięcy temu
wchodźcie na grupe na fb :"czyńmy dobro" pomóżmy światu!