Na górze róże...

Rozkwitają jedna obok drugiej na niezliczonych obrazach. Dobrze się czują w towarzystwie kolorowego szkła i „śląskich” mebli.
To wnętrze we wrocławskiej kamienicy jest jak mieniąca się barwami kompozycja. Powstała z ocalonych fragmentów przeszłości i miłości do rzeczy pięknych.

Po wielu latach mieszkania za granicą, Ewa wreszcie znalazła pretekst, by zamieszkać w Polsce. Miała całkowitą dowolność w wyborze miejsca, ale o tym, że wybrała Wrocław, zadecydowały miłe wspomnienia z okresu studiów w Akademii Sztuk Pięknych w tym mieście. Kiedy przyjeżdżała tu i obchodziła kwartały kamienic, zawsze wracała w to samo miejsce, w okolice Podwala, do starej żydowskiej dzielnicy położonej nad fosą. Kiedy w gazecie znalazła ogłoszenie o dużym mieszkaniu do remontu w jednej z takich kamienic, nie zwlekała z wizytą.
Mieszkanie było trochę zniszczone, ale w całości przetrwało w stanie oryginalnym. Na pierwszy rzut oka widać było, że okien i częściowo podłogi nie da się uratować. Kuchnia i łazienka były do kapitalnego remontu. Zachwycały natomiast czterdziestometrowe pokoje, wysokie na 4,5 metra, idealne do eksponowania kolekcji szkła i obrazów właścicielki.

Gdy wymieniła okna na nowe, z ciemnego drewna, wpadła na pomysł, by na podobny kolor pomalować podłogę. W salonie parkiet jest ułożony w kwadraty, aż się prosił, by go pomalować w szachownicę:
– W ten sposób zestawiłam dwa kolory drewna, ciemny na oknach, na większej części podłogi i starych meblach oraz jasny na stolarce wewnętrznej i salonowej szachownicy. Zamierzałam to miejsce „przeładować” przedmiotami, od początku więc zwracałam uwagę na przyszłe tło dla bibelotów.
Mając na uwadze swoją kolekcję, o której mówi, że jest kiczem w czystej postaci, zaprojektowała do nowego mieszkania odważne kolory: butelkowa zieleń do salonu i sypialni oraz burgund do biblioteki i holu. Efekt jest doskonały: ciemne ściany sprawdziły się jako tło niezliczonej ilości form plastycznych.
– Wielu ludzi dziwi się, jak mogę się dobrze czuć wśród takiej ilości niezbyt wyrafinowanych obrazków. Dla mnie to jest właśnie wartość: pojedynczy, wiszący w jakimś salonie obraz z różami jest normą, a ja mam tu róże, które wisiały w kilkudziesięciu salonach. Dopiero zestawione dają pojęcie o inwencji ludzi, którzy je malowali, a byli to i profesjonaliści, i amatorzy – każdy jest inny, inaczej malowany. Dużo czasu spędziłam na wnikliwym przyglądaniu się, czasem sama coś namalowałam, bo miałam puste miejsce na ścianie – opowiada Ewa.
Gospodyni nie tylko malowała kwiatki na obrazkach – namalowała je też na meblach. Dostała w prezencie książkę o malowanych barokowych meblach, która tak ją zauroczyła, że postanowiła pomalować swoją szafę, bo był to jedyny sposób na posiadanie takiego cuda. Oryginały stoją w muzeach i prywatnych kolekcjach, gdzie można je tylko podziwiać. Stojące w sypialni szafa i komoda zostały kupione za grosze w komisie meblowym, to zwykłe meble z drewnianej sklejki, masowo produkowane w latach pięćdziesiątych XX wieku. Ewa namalowała na nich motywy dekoracyjne i widoczki podpatrzone w kolejnej już książce o śląskim malarstwie barokowym.
Meble, które stoją w mieszkaniu właścicielka zbierała latami. Razem z nią się przeprowadzały, by wreszcie znaleźć swoje miejsce na ulicy Dworcowej we Wrocławiu. Wyglądają w tym mieszkaniu jakby stały tu od zawsze. – I chyba nie będę ich już nigdzie zabierała – mówi właścicielka. – Miałabym znowu wbijać te setki gwoździków?

Tekst i stylizacja Katarzyna Szeroki
Zdjęcia Kuba Mordarski


Salon. Starannie dobrane ciemne, przygaszone barwy stanowią idealne tło dla dwóch pasji pani domu: obrazów, których bohaterami są kwiaty, oraz różowego szkła produkowanego na Śląsku i w Czechach w epoce art déco


Widok z salonu na bibliotekę. Białe sufity i jasna stolarka równoważą ciemne barwy ścian. Na tym tle obrazy i grafiki, powieszone z rozmysłem, intrygują różnorodnością form i technik wykonania


Kąt klubowy w bibliotece. Między fotelami z różnych epok barek art déco z koliście giętymi drzwiczkami. Drewniane framugi zachowały się w doskonałym stanie, podobnie jak drzwi i podłogi


Secesyjna komoda i kryształowe lustro zasłaniają miejsce jedynej ingerencji w oryginalną przestrzeń mieszkania: rozbudowaną łazienkę przyklejoną do ściany holu jak duże pudło


Zielona sypialnia, w której stoją ręcznie malowane przez właścicielkę meble, usytuowana jest od wschodu. Poranne słońce wpadające do pokoju „podkręca" kolor i pobłyskuje w szybkach obrazków – nie da się tu długo pospać


Nad łóżkiem kolekcja obrazków – intarsji wyklejanych różnymi kolorami drewna. Pluszowe, kubełkowe fotele pod siedzeniami mają schowki, które właścicielka odkryła dopiero po paru latach od zakupu


W dużej kuchni zmieścił się solidny secesyjny stół i fotele; w witrynie część kolekcji różowego szkła. Na ścianie ręcznie tkany perski kobierzec, oczywiście w róże, ociepla klimat jadalni.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/13 lat temu
bardzo ciekawe mieszkanie, widać twórcze podejście właścicieli