Małe jest duże

Dwadzieścia metrów. Tyle wystarczy, by stworzyć wnętrze ładne i komfortowe. Jest duża łazienka z wanną na nóżkach, wygodna kuchnia i szerokie łóżko. Właściciele Agata i Michał zapewniają, że nie cierpią na klaustrofobię.
Agata zawsze chciała mieszkać na warszawskiej Starówce. Dzięki operatywności swojej mamy marzenie udało się spełnić.

Nowe mieszkanie miało jednak tylko 20 metrów. Samodzielne próby „ogarnięcia” przestrzeni, w których udział brała niemal cała rodzina, trwały rok i nie przyniosły rezultatów. Było jasne, że trzeba szukać fachowej pomocy. – Rozwiązaniem byłyby ażurowe schody – stwierdziła któregoś dnia mama Agaty i zaczęło się wertowanie gazet. – Mama natrafiła na materiał w „Domu & Wnętrzu” o mieszkaniu w wieży zaaranżowanym przez projektantkę Dorotę Ważyńską – opowiada Agata. Numer telefonu znalazła w „Adresach” na końcu magazynu, zadzwoniła do projektantki i... tak się zaczęło.

Teraz Agata śmieje się, że i mieszkanie, i projekt zawdzięczają gazetom. Ale te 20 metrów 38 centymetrów i dla Doroty Ważyńskiej okazało się wyzwaniem. Na szczęście wnętrze było wysokie (3,5 metra) i to od razu podsunęło myśl o antresoli z sypialnią na górze. Pozostał tylko jeden problem: jak rozwiązać to konstrukcyjnie. Po konsultacjach z projektantką z ażurowych schodów zrezygnowano. – W tak małej przestrzeni nie byłyby zbyt praktyczne – wyjaśnia Dorota Ważyńska. Dlatego zaproponowała konstrukcję w kształcie schodów kryjącą szuflady oraz szafkę na telewizor! Szuflady okazały się bardzo pojemne: już jest w nich sporo rzeczy, a jeszcze pozostało dużo miejsca. Schody też są wygodne i bezpieczne. Michał przetestował je w warunkach ekstremalnych: po wieczorze kawalerskim swojego kolegi. Na antresoli mieści się materac (1,60x2 m), jest też miejsce do pracy, a także półki z książkami. Cała konstrukcja to dzieło nieocenionego – zdaniem Agaty – pana Zenona, który wykonał wszystkie prace stolarskie i ślusarskie. Metalowy stelaż wspomagają dodatkowo stalowe linki zawieszone u stropu, na dole zaś podtrzymuje go stalowa rura. Pomalowana na zielono idealnie wtapia się w tonację mieszkania.

Wybór kolorów wnętrza budził spore emocje. Zarówno Agata, jak i jej mama zgodnie przyznają, że w czasie urządzania kawalerki przeszły pod okiem Doroty Ważyńskiej przyspieszoną edukację na temat kolorów. Mimo że mieszkanie jest dość ciemne, właścicielka przekonała się w końcu do szarości kamienia i ciemnej zieleni. – Posłużyłam się przykładem „efektu ciemnej studni” – wyjaśnia Dorota. – To przemawia do wyobraźni ludzi. Jak patrzymy w dół studni, wydaje się, że jest głęboka. Bo ciemne kolory dają złudzenie głębi, oddalenia i umiejętnie wykorzystane potrafią oszukać oko – dodaje. Wiele zależy również od wysokości wnętrza i jego oświetlenia. Dorota Ważyńska rozświetliła wnętrze lampkami ukrytymi w gzymsie u sufitu, które doskonale imitują światło słoneczne. Ten efekt wspomagają dyskretne proste kinkiety, a także okazały żyrandol z ciemnymi kryształkami. To zresztą jedyny tak dekoracyjny element wnętrza, bo właściciele starannie bronią się przed stylem pałacowym.

Mieszkanie Agaty jest dowodem na to, że nawet na niewielkiej powierzchni nie trzeba rezygnować z wygodnej kuchni. W tym przypadku funkcjonalna kuchnia była prawie koniecznością, bo właściciele bardzo lubią gotować. W imię oszczędności miejsca Agata musiała jednak zrezygnować z wymarzonej różowej lodówki Smeg na rzecz schowanej w zabudowie. W dodatku dzięki specjalnemu stelażowi lodówkę udało się umieścić w jednym pionie nad zmywarką!

Mebli w mieszkaniu, rzecz jasna, jest niewiele. W dodatku prawie wszystkie nowoczesne, co trochę drażniło Agatę, która dorastała w domu wypełnionym starymi meblami po pradziadkach i antykami gromadzonymi przez rodziców. – Tu wszystko nowe, nie moje – powtarzała na początku. Jedyny rodzinny mebel, na jaki mogła sobie pozwolić, to eklektyczny stół po prababci. Ma marmurowy blat w kształcie jaja. Wygodnie mogą siedzieć przy nim cztery osoby, ale też sześć się pomieści. Otaczają go „kultowe” przezroczyste krzesła „Ghost” Philippe'a Starcka.

Za to łazienkę ma Agata dokładnie taką, jaką sobie wymarzyła. Nie ma tu kafli: ściany pomalowano w pasy naśladujące stare tapety. Zdobi je też obraz Audrey Hepburn (prezent od przyjaciółki). Ale najważniejsza jest w łazience wanna stylizowana na starą, na srebrnych lwich nóżkach. Taka jak z filmu „Śniadanie u Tiffany'ego" Blake'a Edwardsa. Tylko hucznych przyjęć w stylu bohaterki filmu Holly Golightly właściciele na razie nie robią, „bo mieszkanie zbyt świeże i szkoda pobrudzić...”.

Tekst i stylizacja: Katarzyna Mackiewicz
Zdjęcia: Hanna Długosz
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)