Kolorowo i rodzinnie

Na warszawskiej Saskiej Kępie polska egzotyka okazała się oswojona. Dom zaaranżowany od zera nabrał charakteru rodzinnego gniazda.
/ 20.11.2006 16:50
To dom pełen duchów przodków. Ich podobizny znaleźć można na licznych dagerotypach i zdjęciach. Piękne kobiety, wąsaci mężczyźni. Pieszo, konno, w mundurach i strojach wieczorowych. Posiadacze nazwisk, o których dzieci uczą się w szkołach. Stypułkowscy, Andrychowscy, Rabscy, Krausharowie, Potoccy, Radziwiłłowie, Rejowie, Czetwertyńscy, Maubergowie – klany rodzinne o imponującej genealogii, których przeszłość spleciona jest z rodzimą historią i kulturą. I – jakkolwiek brzmi to dziwnie – czwórka dzieci plączących się pod nogami, to najmłodsi spadkobiercy tej tradycji.

Marta mówi po polsku bezbłędnie, ale akcent zdradza emigracyjny casus rodzinnej biografii. Jej rodzice schronili się w Anglii po okupacji. Ona sama przyszła na świat w Londynie, tam dorosła i kończyła studia prawnicze. Pierwszą pracę podjęła
w Brukseli, przy Unii Europejskiej. W Polsce mieszka od lat dziewięciu. Po ślubie z Polakiem osiadła tu na stałe. Młoda rodzina zamieszkała na warszawskiej Saskiej Kępie. – Ta dzielnica ma duszę i charakter – mówi Marta. Szeregowa, niewysoka zabudowa, dużo zieleni i atmosfera „wioski w mieście” przypominają londyńskie osiedla. Niepozorny segment nie zachwycił ich przy pierwszych oględzinach. Niefunkcjonalny, z zapuszczonym ogródkiem na tyłach, wydał im się paskudny. Ale wyobraźnia Marty ruszyła i usłużnie podsuwała wizję przebudowy. Zaledwie sfinalizowali transakcję, zaczął się, trwający rok, generalny remont.
Od strony ogrodu ścianę sutereny i parteru zastąpiła wysoka na dwie kondygnacje szklana tafla. Dzięki temu pomieszczenia gospodarcze i garaż można było przerobić na kuchnię z jadalnią, a salon na górze przestał być ciemnym zakamarkiem. Od frontu dobudowano oszklony wykusz, bardzo „brytyjski” i efektowny. Dom urósł – w sam raz do potrzeb powiększającej się rodziny. Niebawem sąsiedni segment za ścianą kupili teściowie Marty. Toteż kiedy na świat przyszła kolejna dwójka dzieci, dziadkowie oddali wnukom najwyższą kondygnację swojego domu. Dzięki temu rodzinna siedziba ma dziś 300 metrów, nieoczekiwane różnice poziomów, nietypowy rozkład i wiele zaskakujących zakamarków.
Marta jest przede wszystkim mamą, ale i właścicielką firmy dekoratorskiej. Aranżowanie wnętrz to jej hobby. Już w szkole średniej zarabiała, pracując na targach wnętrzarskich, później asystowała projektantom. Regularnie odwiedza targi antykwaryczne w Londynie i Paryżu. Wyszperane na nich meble i przedmioty daje do konserwacji polskim fachowcom – tego rodzaju usługi są u nas nieporównanie tańsze niż na Zachodzie. Po przyjeździe do Polski zajęła się projektowaniem wnętrz i akcesoriów, sprowadza z Francji tkaniny dekoracyjne. Nic dziwnego zatem, że w jej domu tkaniny nadają ton. Jedwabne i wełniane, dworskie i ludowe – skojarzone powinowactwem kolorów. Marta lubi kolor, odważnie miesza nasycone barwy i nie przejmuje się ryzykownym mezaliansem. Jedwabne, pasiaste kotary przepasała indyjską „krajką” z lusterkami. Jej wynalazkiem jest efektowne połączenie łowickiego pasiaka z chustą krakowską. Miesza faktury i kultury. W tym domu perskie dywany sąsiadują ze skórą afrykańskiej zebry, uzbeckie suzani z francuskim adamaszkiem. Marta nie przejmuje się stylistyczną metryką sprzętów. Pod jej dachem dopuszczalne są takie mariaże – skromna szafa z XIX wieku zdobiona naiwnymi bukiecikami obok pysznej barokowej komody. Pokoje dzieci urządzono meblami kupionymi na bazarze na Kole – łóżka z baldachimem i stare grawiury z historycznymi kostiumami nadają wnętrzom dziewiętnastowieczny, pensjonarski charakter.
Na ścianach – mężowska kolekcja map, kupowanych po całym świecie. Mąż sekunduje Marcie przy antykwarycznych zakupach. Lubi przywracać zdewastowanym sprzętom dawny blask. Z każdym takim „ozdrowieńcem” przywracają cząstkę kultury materialnej, rozproszonej, kruchej. Marta wie o tym dobrze – jej rodzina straciła podczas wojny wszystko. Teraz całą energię małżonków pochłania renowacja letniej siedziby, starego dworu przywracanego do dawnej świetności. Niebawem część mebli powędruje z Saskiej Kępy pod nowy adres.
Dom nosi silne piętno rodzinne. Dużo tu miejsca dla gości, w tym całej czeredy dzieci – zaprzyjaźnionych i powinowatych. Przy stole mieści się 20 osób. Sofy są miękkie i przepastne, wszystko podporządkowane wygodzie. Splendor musi ustąpić miejsca nonszalancji: Marta uchwyciła klimat wielopokoleniowych domów, gdzie sprzęty różnej proweniencji zgodnie ze sobą sąsiadują. Rodzinne korzenie dają o sobie znać w obfitości pamiątek, starych książek, portretów. Nawet w toalecie, dla żartu, powieszono ryciny z wizerunkami królów – gdzie jak gdzie, ale tu i król piechotą chodzi. Splątana polsko-francusko-angielska edukacja Marty przejawia się w zamiłowaniu do wielokulturowych mieszanek. Jest to więc dom taki, jak jego mieszkańcy – inteligencki, tradycyjny, rodzinny, skupiony na dzieciach, zorganizowany ku ich wygodzie.

Tekst Joanna Olech
Stylizacja Dorota Karpińska
Zdjęcia Aleksander Rutkowski


kolor02.jpg
Dzieci rządzą. Sypialnia rodziców nadaje się do zabaw nie gorzej od przestronnych pokojów dziecięcych. Uzbeckie mięsiste tkaniny suzani przypominają polskie wełniane kilimy, modne w międzywojniu

kolor10.jpg
Dzieci chętnie urzędują w ulubionym kącie mamy w przeszklonym wykuszu od frontu. Tu pani domu czyta, pije herbatę
z przyjaciółkami. Książki to jedyna scheda po przodkach

kolor12.jpg
Salon. Przede wszystkim wygoda. Sofa w matowym jedwabiu, poduszki malowane ręcznie. Oryginalne świeczniki-jelonki z galerii „Dom i Domek”. Puf obity tkaniną suzani, fotel po renowacji cały w kwiaty. W tle szklana tafla, która zastąpiła ścianę na tyłach domu

kolor09.jpg
W domu jest kilkanaście posażnych kufrów. Wszystkie urodziwe. I te ludowe, skromne, i te dworskie, zdobione. Kto powiedział, że to mebel niefunkcjonalny? Dzieci mówią – nieprawda!

kolor06.jpg
Stół w jadalni – często rozkładany, by pomieścić liczną rodzinę i gości. Na komodzie ulubiony gadżet Marty: „centre-piece” – świecznik i kwietnik zarazem, przywieziony z Londynu

kolor03.jpg
Biblioteka. Solidne klubowe fotele w nietypowych, pasiastych „ubrankach”. Kolory to jedyna ekstrawagancja w tych klasycznych wnętrzach. Perłowe haftowane poduszki dobrze wyglądają w sąsiedztwie starych map. Lampa o podstawie z chusty krakowskiej jest pomysłem Marty i pochodzi z galerii „Dom i Domek”

kolor11.jpg
W jadalni jak w korpusie dyplomatycznym: każdy mebel przybył skądinąd. Tu podejmuje się gości równie egzotycznych. Francuska elegancja pogodzona z azjatyckim rękodziełem
kolor01.jpg
W bibliotece porożai ryciny sarmackich kostiumów – akcesoria z dawnych dworów polskich. Gospodarze
podświadomie kierują się ku pejzażom z przeszłości
kolor07.jpg
Największy pokój z tarasem ma najmłodsza dwójka. Stare łóżka z bazaru na Kole po staarannej renowacji. Ilu dzieciom już służyły?... Narzuty są dziełem mamy
kolor08.jpg
Kuchnia w stylu „Old England”, prosta i funkcjonalna. Z charakterystycznymi płycinami i zwieńczeniami szafek. Trudno
uwierzyć, że niegdyś był tu garaż
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/24.05.2010 18:12
W salonie zmieniłabym dywan. Ale ogólnie ciekawie.