Dom niespodzianka

Czy można całkowicie odmienić mieszkanie w trzy dni? Można! Najlepiej pod nieobecność właścicieli i bez ich wiedzy - jako niespodziankę na urodziny.
Czy można całkowicie odmienić mieszkanie w trzy dni? Można! Najlepiej pod nieobecność właścicieli i bez ich wiedzy... A potem ofiarować taką niespodziankę w prezencie urodzinowym. Przekonała się o tym Dominika, kiedy wróciła do mieszkania po weekendzie.



Dominika: Pamiętam wszystko. Był wieczór. Wróciłam właśnie do Warszawy po krótkim wypadzie do Kazimierza. Otworzyłam drzwi mieszkania i zaraz chciałam je zamknąć, bo byłam przekonana, że pomyliłam piętra. Wnętrze wydało mi się naprawdę bajkowe: pełno świec, na środku stół, na nim tort. Dopiero jak zobaczyłam twarze swoich przyjaciół, wszystko do mnie dotarło: Tak, to jest moje mieszkanie. Niedawno minęły moje 30. urodziny... A ja dotąd ich nie wyprawiłam... Przez cały wieczór chodziłam po domu jak zaczarowana. Nikt dotąd nie wprawił mnie w takie osłupienie. – Teraz już wiem, dlaczego Patrycja rozchorowała się przed wyjazdem do Kazimierza. Po prostu potrzebowała tego czasu na ekspresowy remont – powiedziałam wreszcie do swoich gości. Ale i tak trudno mi było zrozumieć, jak to możliwe, żeby taki remont przeprowadzić w weekend. To prawda, że sama od dawna też chciałam zrobić coś z mieszkaniem. Ale zabrakło mi stanowczości i czasu. Zaraz po przeprowadzce przemalowałam tylko na biało ciemne pokoje i ponury przedpokój. Co prawda miałam ochotę, by jedną ścianę zrobić w kolorze soczystej trawy, a drugą – śródziemnomorskiej cegły. Ale niewiele z tego wyszło, chociaż kupiłam białą farbę i odpowiednie pigmenty. Bo tego dnia, kiedy przyszli malarze, nie mogłam wrócić z pracy wcześniej i malarzy pilnowała moja mama. Powiedziała tylko przez telefon: "Ładnie wyszło", bo mama lubi pastele. Gdy weszłam do mieszkania, moja "trawa" okazała się pistacją, a "cegła" paskudnym łososiem. Te kolory nie dawały mi żyć. Nie mogłam się do nich przyzwyczaić, więc powoli obmyślałam plan remontu. Moje poprzednie mieszkanie było raczej minimalistyczne. Jasne barwy, dużo szkła. Jedynym bardziej wyrazistym odcieniem, na który się zdecydowałam, była kawa z nutą poziomki. I do tej pory sądziłam, że potrafię się odnaleźć tylko w takich wnętrzach. Tymczasem okazało się, że ten buduarowy styl bardzo mi odpowiada. Poza tym dotychczas wydawało mi się, że nie przepadam za starociami. A dziś nie mogę się nacieszyć kryształowym żyrandolem i stylową sofą. Moja siostra Patrycja jest mistrzynią dekoracji. Chociaż widzę w tym też rękę stylistki Izy Skorupki.

Patrycja: Dominika jest moją jedyną siostrą. W wielu sprawach myślimy i czujemy podobnie, ale nasze mieszkania dotąd bardzo się różniły. Dominika kocha beże, biele, odcienie brązu i kawy. Ja natomiast wierzę w odważną kolorystykę, która moim zdaniem dodaje energii. Dlatego od początku wiedziałam, że
w mieszkaniu Dominiki nie mogę pozwolić sobie na jakieś wielkie szaleństwo. Musiałam pamiętać, że Dominika lubi wnętrza bardziej konserwatywne. Do remontu mieszkania przygotowywałam się przez kilka miesięcy. Solidnie. Dużo czasu spędzałam z malutką córeczką, więc wszystkie niezbędne sprawy załatwiałam, nie wychodząc z domu, przez Internet. Niektóre meble, na przykład starą sofę, kupiłam na Allegro. Na szczęście Dominika niczego nie podejrzewała. Nie wyczuła podstępu nawet wtedy, kiedy przed samym wyjazdem ze znajomymi do Kazimierza niespodziewanie "rozchorowałam się". Gdy tylko zamknęła drzwi, przystąpiliśmy do pracy. Nasza ekipa remontowa liczyła siedem osób. Byli to dwaj malarze, tapeciarz, dwie przyjaciółki – stylistki, pani do sprzątania i ja. Robiliśmy wszystko. Przywoziliśmy nowe meble: sofę, stół, krzesła, fotel, który dzięki pomocy tapicera zyskał nowe obicie w ekspresowym tempie. Instalowaliśmy nowe oświetlenie, malowaliśmy mieszkanie. Tapetowaliśmy niektóre ściany, szafki, wyklejaliśmy papierem witrynę do salonu, oprawialiśmy zdjęcia w nowe ramki. Nasze zadanie było podwójnie trudne, bo Dominika wprowadziła się tu z większego mieszkania i teraz trzeba było zmieścić wszystko na mniejszej powierzchni. Chciałam, by wnętrze było kobiece i romantyczne, jak buduar, jak kolorowa bombonierka, bo ja takie mieszkania najbardziej lubię. Trochę się jednak obawiałam, że Dominika niekoniecznie musi je zaakceptować.
Do ostatniej chwili bałam się, jak zareaguje. Pamiętam jej twarz, kiedy otworzyła drzwi. Oczywiście była kompletnie zaskoczona. Ale zaraz pojawił się totalny zachwyt. Naprawdę przez cały wieczór chodziła po mieszkaniu jak urzeczona.
I do tej pory niczego w mieszkaniu nie zmieniła. Idealnie udało nam się utrafić w jej oczekiwania. A srebrzysta tapeta, którą wykleiłam szafę w salonie, jest prawie na zamówienie. Wybrałam właśnie ten wzór, mimo że w sklepie były setki innych! Okazało się, że Dominika też "miała na nią oko". Ten wieczór na pewno zostanie nam w pamięci na zawsze. Następnego dnia rano dostałam od mojej siostry SMS-a. Brzmiał mniej więcej tak: "Obudziłam się i myślałam, że nadal śnię. Sama nie zrobiłabym tego lepiej".


Tekst Dorota Marzec
Stylizacja Izabela Skorupka
Zdjęcia Rafał Lipski

Kącik do czytania

Wszystko, co konieczne, by spokojnie zająć się lekturą: wygodny fotel, lampa i miły nastrój. Charakter wnętrza tworzą szczegóły: stylowo upięta zasłona, półka z fotografiami właścicielki mieszkania i jej rodziny, miękkie tkaniny, ciepłe światło

Jadalnia

Jedna rolka tapety. Tyle wystarczy, żeby z niewielkiego pokoju wydzielić część przeznaczoną na jadalnię

Jadalnia (z widokiem na przedpokój)

Salon, jadalnia, przedpokój to tak naprawdę jedna przestrzeń, bo mieszkanie nie jest duże. Odrębność pomieszczeń podkreśla głównie kolor ścian. Na zdjęciu Dominika, właścicielka mieszkania
"Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy zobaczyłam mieszkanie po remoncie. Wydało mi się zupełnie jak z bajki"

Salon przypomina buduar

Stylowa sofa kupiona na Allegro. Kryształowy żyrandol z giełdy staroci. Drzwi szafy są szklane (za szkłem można umieścić ozdobny papier i w ten sposób zmieniać dekoracje). W pokoju Dominiki wyklejono je srebrną tapetą kupioną w warszawskim sklepie Finezja Studio. Kwiatowy wzór opalizuje jak kryształki lampy
"Nie przypuszczałam, że buduarowe wnętrze tak bardzo przypadnie mi do serca. Nic tu nie zmieniłam"

Część wypoczynkowa salonu

Cała paleta różów. Kolorowe światło. Tylko miękkie tkaniny i faktury: plusze, aksamity, welury. W pudełkach
i koszykach właścicielka ukrywa potrzebne drobiazgi

Sypialnia

Dlaczego błękitna? Wszystko zaczęło się od niebieskiej poduszki z Ikei. Potem dołączyły do niej zasłony w oknie i baldachim nad łóżkiem. Pawlacz pod sufitem również oklejono tapetą w błękitne kwiaty
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/9 lat temu
Po tekście spodziewałam się czegoś ciekawego. Zawiodłam się. Ale może dlatego że lubię większy ład w mieszkaniu. Może w rzeczywistości robi lepsze wrażenie.
/12 lat temu
odważnie i oryginalnie, troche jak u smutnej samotnej kobiety, ale to zawsze można zmienić :)
/12 lat temu
i szczyt bezguscia, a zimno az do szpiku kosci....
POKAŻ KOMENTARZE (3)