Dom letni

Malownicza posiadłość na Mazowszu. Wewnątrz wiejskie klimaty: rodzime przedmioty i angielskie wzory kwiatowe.
 
Ten drewniany dom stoi niedaleko Warszawy, ale za to na prawdziwej wsi, wśród mazowieckich pól i sadów owocowych. Właściciele – Joanna Paszko z mężem – wybrali go przed sześcioma laty. Oboje pochodzą z Gdańska, przywykli do różnorodnego krajobrazu Kaszub, lecz kontakt z naturą zawsze ma dla nich swój urok. Także tu, na spokojnej, monotonnej równinie. – Zwłaszcza gdy wieczorem na ganku słychać kumkanie żab i cykanie świerszczy, a wszystko wokół tak pachnie... – zachwala pani domu.
Ciemnobrązową elewację domu ożywiają turkusowe okiennice. Pani Joanna lubi kolory, takie jak w tradycyjnych wiejskich chatach. Wybrane przez nią barwy ścian wewnątrz domu podkreślają jego przytulność, a jednocześnie wyznaczają różne przestrzenie. Żywa zieleń w saloniku, turkusowa ściana w holu. Na obiciach mebli i tkaninach dominują kwiaty. Nawet stary wiejski kredens pani domu pomalowała w konwalie, ale są też paski i kraty. Wszystko w stylu „country look” – jak go określa pani Joanna. – Od początku wiedzieliśmy, że nie urządzimy domu inaczej, jak tylko po wiejsku – mówi. Czasem z przymrużeniem oka, jak wejście do łazienki na dole przypominające drzwi sławojki. Z domu można korzystać przez cały rok, ważne było więc ogrzewanie (elektryczne, z podgrzewanymi podłogami w łazienkach) i izolacja cieplna. A kiedy w chłodny letni wieczór napali się w kozie, dom pięknie pachnie, a schody zaczynają tajemniczo trzeszczeć od gorąca. Jest jak w bajce!
Choć meble to prawdziwa stylowa mieszanka, wszystkie do siebie pasują. Secesyjna szafa z Gdańska, fotel z Ikei w nowym obiciu, nowoczesny stolik. Najważniejszy jest stół w kuchni. Miejsce spotkań z przyjaciółmi. Zrobiony został ze starych drzwi stodoły. Szafki w kuchni są współczesne, ale tak ustawione, by przypominały rozbudowane kredensy. Jest też jeden prawdziwy kredens, ale pęka już od nadmiaru rzeczy i trzeba go wymienić na większy. Przez kilka lat nazbierało się bowiem rzeczy kupowanych spontaniczne i z namysłem: na warszawskim targu staroci, w Gdańsku, zdobywane od gospodarzy po wsiach, także prezentów od znajomych. Wiele z nich, sygnowanych nazwiskiem znanej angielskiej projektantki Laury Ashley (której romantyczny styl pani Joanna uwielbia), przywieziono z Londynu. W tym lampy, chodnik, tapetę – z każdego wyjazdu do Londynu znajomi przywozili po kilka rolek, starczyło na wyłożenie ścian w sypialni i łazience. Wszystko to tworzy wnętrze pełne wdzięku, a przy tym swojskie, trochę takie, jakie właścicielka zapamiętała z wiejskiego domu swojej babci... Uroki wsi doceniają też goście, gdy siedzą na ganku, sącząc wino. Wokół unosi się zapach lawendy i goździków, a kwitnące w pobliżu sady wyglądają jak białoróżowa chmura.

Tekst Katarzyna Mackiewicz
Stylizacja Dorota Karpińska
Zdjęcia Rafał Lipski
 
 
 
 
 
 
 
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/13 lat temu
niepraktyczna jest w tym domu większość przedmiotów i ich ustawienia. Zastawione okna, zlwy pod oknami, prysznic bez kabiny. Współczuję, musi być ciężko tak mieszkać.
/13 lat temu
niepraktyczne jest moim zdaniem położenie prysznica.Wiadomo, że podczas kapieli chlapie się wodą...po całej łazience i po zlewie więc???