Awangardowa kawalerka

Nie widać tu zwykłych pomieszczeń: sypialni, garderoby, łazienki. A jednak jest wszystko, co potrzebne.
Awangardowa kawalerka
To moje pierwsze mieszkanie – opowiada właściciel niespełna trzydziestu metrów w nowym apartamentowcu w Warszawie. – Chciałem mieć coś specjalnego. Mieszkanie jest tak małe, że musiało być zrobione awangardowo. Deweloper sugerował nieciekawy rozkład funkcji, spotkałem się więc z Mateuszem Baumillerem i Przemkiem Lisieckim z Pracowni Architektonicznej MBPL, których projekty znam i lubię. Czekałem na odważne rozwiązania.
Właściciel chciał, by mieszkanie było pomysłowe i efektowne. I żeby wyglądało na większe. Architekci dostali wolną rękę w aranżacji wnętrza i skwapliwie z tego skorzystali. Głównym założeniem było „ratowanie”, za wszelką cenę, skromnej przestrzeni. Wydzielili więc tylko toaletę, i to też nie do końca, bo za pomocą ścianki z kwadratowymi szklanymi wstawkami. Przy słonecznej pogodzie słońce i tak przechodzi przez matowe szkło, oświetlając i powiększając optycznie malutkie pomieszczenie. A prysznic choćby i w salonie.
To na pewno rozwiązanie dla odważnych, ale, jak twierdzi właściciel, skarg od sąsiadów mieszkających w budynku naprzeciwko jeszcze nie miał. Może dlatego, że w oknach wiszą zasłony nieprzepuszczające światła. A może dlatego, że mieszka tu od niedawna. Nie miał także skarg po tym, jak urządził parapetówkę na 35 osób. Łatwo policzyć, że przypadało po mniej niż metr kwadratowy na osobę, ale zabawa była świetna. I to w całym mieszkaniu, bo tu właściwie trudno stwierdzić, gdzie kończy się kuchnia, a zaczyna sypialnia czy łazienka. Choć umownie tę granicę wyznacza wąski czarny stół, przestrzeń dzienna jest jedna. Wszystkie funkcje „nocne” mieszczą się w jednej ścianie. Tam też znika składane łóżko, gdy potrzebny jest parkiet do tańca. – To największy plus tego mieszkania – opowiada właściciel. – Gdy się wszystko pochowa, cały środek jest wolny. Będzie inaczej, gdy pojawi się duży stół, ale poradzę sobie.
Tak powstała kawalerka idealna. Efektowna, elegancka, inteligentna. Chłodny, szaro-biały wystrój ożywia zieleń na kuchennych szafkach. Kto by pomyślał, że to zdjęcia sztucznej trawy (z Ikea). Architekci chcieli wykorzystać żywą, ale akurat była zima, a szafki z przezroczystej pleksi czekały na dekorację, strasząc swą zawartością. Teraz całość jest skończona, biel skontrapunktowana mocną zielenią, kilka ciemniejszych akcentów (obrazy, stół) równoważy biel błyszczącej zabudowy. Być może pojawi się jeszcze jeden element: mobilna ściana z rolowanej maty, oddzielająca prysznic od pokoju. Na wypadek, gdyby komuś zabrakło odwagi...

 

Cztery w jednym. Salon, łazienka, przedpokój i kuchnia przenikają się. Spełniają swoje funkcje, nic nie tracąc na elegancji. Na ścianie obraz Anny Baumiller

 

Widok z części kuchennej na część kąpielową salonu. Leniwe przedpołudnie może tu oznaczać łagodne przejście spod prysznica na śniadanie, a potem z powrotem do łóżka z gazetą... Komunikacji nie utrudniają ściany ani konwenanse

 

W kuchni jak w dżungli. Modne dekoracje z powiększonych do ogromnych rozmiarów fotografii naklejonych
na drzwiczki z pleksi. Wszystko ujęte w ramę, tak jakby kuchnię można było wyjąć i gdzieś przenieść. Zabawa w chowanego i w złudzenia optyczne

 


 

W magicznej ścianie sypialniano-łazienkowo-garderobianej mieści się duże składane łóżko wraz z pościelą. Ale nie tylko, także ubrania i wszystkie rzeczy, które trzeba ukryć. Jak w kajucie statku albo w samolocie

 

Gładka powierzchnia szafek obok części z umywalką kryje przybory toaletowe. Wszystko pod ręką, a przy tym nic nie zakłóca estetyki małego wnętrza

 

W toalecie obraz autorstwa Anny Baumiller i niewiele więcej. Przez kwadraty z matowego szkła może się przedrzeć tylko słońce. Ludzki wzrok na szczęście nie



Tekst Agnieszka Rasmus-Zgorzelska
Stylizacja Szymon Zgorzelski
Zdjęcia Cezary Hładki

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)