Ortoreksja, czyli obsesja

Skutki chorobliwego dbania o dietę bywają groźniejsze niż sądzisz.
/ 06.09.2005 15:10
kobieta

 
Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie słyszał o tej chorobie. Coraz więcej wiedzieliśmy o anoreksji (jadłowstręcie) i jej zgubnych skutkach, ale ortoreksja? Nazwę tę (chorobliwa, wręcz obsesyjna dbałość o dietę) pochodzącą od dwóch łacińskich słów: orto – prawidłowy, oreksis – apetyt, wymyślił amerykański lekarz Steven Bratman. Gdy był mały, rodzice, sądząc że syn jest alergikiem, pozwalali mu jeść tylko niektóre produkty. Wyrastał więc w przekonaniu, że jedzenie może zaszkodzić. Z roku na rok kwestia zdrowej diety stawała się coraz ważniejsza i wreszcie zdominowała jego życie.
Bratman pracował nawet nad stworzeniem diety cud, dzięki której człowiek uniknie chorób i dłużej zachowa młodość. Popadł w prawdziwą obsesję – stał się samotnikiem, myślał tylko o diecie, już od rana ustalając najdrobniejsze szczegóły swojego superzdrowego menu. Uświadomił sobie, że coś jest nie tak, dopiero wówczas, gdy schudł, osłabł i zaczął chorować. Zrozumiał, że jego cudowna dieta po prostu mu szkodzi. By przestrzec ludzi przed skutkami żywieniowej przesady, napisał w 1997 r. książkę o ortoreksji. Jej tytuł mówił sam za siebie: „W szponach zdrowej żywności”.

Zamiast obiadu marchewka i jogurt
W ostatnich latach często słyszymy o znanych aktorach czy piosenkarzach, którzy mają własny program odżywiania. Julia Roberts nie rozstaje się z mlekiem sojowym, Gwyneth Paltrow ma nawet osobistego kucharza, który jeździ z nią po świecie, przygotowując posiłki z surowych warzyw. Niektóre polskie gwiazdy estrady czy prezenterki zwierzają się w wywiadach, że nie jedzą mięsa, nie piją mleka, żywią się kiełkami, marchewką i sałatą. To oczywiście nie świadczy o ortoreksji, ale tak restrykcyjna dieta może być krokiem w kierunku uzależnienia.

Dlaczego tak łatwo wpaść w pułapkę?
Oto sytuacje, w których możesz stracić kontrolę:
- Odchudzasz się. Eliminujesz z jadłospisu słodycze i produkty zawierające tłuszcz. Potem – węglowodany. Masz satysfakcję, bo chudniesz. Po jakimś czasie dochodzisz do wniosku, że możesz jeść bezkarnie tylko sałatę, marchewkę, kiełki i jogurt.
- Masz kłopoty żołądkowe, np. zgagę czy wzdęcia. Przestajesz więc jeść to, co długo leży w żołądku – rezygnujesz z wołowiny, wieprzowiny, fasoli, kapusty, nawet owoców, bo puchnie ci po nich brzuch. Twój układ trawienny odzwyczaja się od normalnej pracy. Jesz coraz mniej produktów, masz wrażenie, że wszystko, co tłuste, słodkie, przyprawione, potwornie ci szkodzi. Wmawiasz sobie, że masz alergię pokarmową, jesz tylko białe mięso i jarzynki gotowane na parze.

- Boisz się konserwantów. Czytasz w jakiejś gazecie, że polska żywność jest nafaszerowana chemią. W kurczakach – antybiotyki i hormony, w wędlinach azotyny, w owocach pestycydy.
Prawie w każdym produkcie konserwanty, barwniki i ulepszacze. Nerwowo sprawdzasz etykiety. Rzeczywiście! Wszędzie tajemnicze E i jakieś cyferki. Unikasz kupowania takich produktów, szukasz opakowań z napisem „żywność ekologiczna”.
- Pragniesz nadążać za modą. Twoja przyjaciółka, która zawsze jest trendy, opowiada o nowej diecie. Zapewnia, że czuje się super, zresztą wygląda świetnie. Dlaczego ty nie miałabyś spróbować? Zaczynasz jeść tak jak ona. Są efekty! Chudniesz! Narzucasz sobie coraz większe ograniczenia, jesz orzechy, pestki i kiełki, chrupiesz marchewki. Zapominasz, jak bardzo lubiłaś kiedyś sznycelki w panierce...

Czym to grozi?
Następstwa ortoreksji bywają nie mniej groźne niż skutki anoreksji. Dieta eliminująca większość produktów prowadzi do powolnego wyniszczenia organizmu. Najpierw pojawiają się bóle i zawroty głowy, kłopoty z pamięcią i koncentracją. Do nich dołączają się nudności, bóle brzucha, osłabienie. Ustaje miesiączka, organizm nie wytwarza bowiem wystarczającej ilości estrogenów koniecznych do zachowania regularnych cykli. Brak dostatecznej ilości żelaza i cynku (jego źródłem jest mięso) może spowodować anemię i spadek odporności. Wzrasta zagrożenie osteoporozą, nadciśnieniem, chorobą serca, pojawiają się huśtawki nastroju, depresja.

Po ratunek do psychiatry
Ortoreksja, podobnie jak inne zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia), zaczyna się w głowie. Dotyka zwykle ludzi dążących do perfekcji.
Dlatego jeśli podejrzewasz, że ten problem może dotyczyć ciebie, szukaj pomocy u fachowca, najlepiej psychologa albo psychiatry. Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że potrzebujesz pomocy. To już połowa sukcesu. Poza tym powinnaś wzmocnić organizm suplementami zawierającymi witaminy, żelazo i inne ważne mikroelementy.


Czy grozi ci ortoreksja? Odpowiedz na pytania:

1. Czy planowanie posiłków i zakupy zajmują ci więcej niż 3 godziny dziennie?
2. Czy już dziś rozmyślasz, co będziesz jadła jutro?
3. Czy kupiłaś w tym roku co najmniej kilka książek o dietach?
4. Czy codziennie analizujesz, ile zwykle pochłonęłaś kalorii?
5. Czy zwykle robisz zakupy w sklepach ekologicznych?
6. Czy zdarza ci się unikać jakiejś imprezy z powodu niezdrowego menu?
7. Czy czujesz się winna, gdy zjesz coś niezdrowego?
8. Czy lubisz jeść samotnie?

Jeśli odpowiedziałaś „tak" więcej niż pięć razy, skonsultuj się z psychologiem.