kobieta, pomidor, widelec, jedzenie

Święta na diecie

5500 kcal - tyle średnio wrzucamy w siebie w czasie świąt!
/ 08.12.2011 08:42
kobieta, pomidor, widelec, jedzenie
Lepiej być gościem czy gospodarzem imprezy? To zależy. Jako gość będziesz się lepiej bawić, ale za to więcej zjesz. Jako gospodyni sporo się napracujesz i w trakcie przyjęcia niewiele przełkniesz, cały czas biegając między salonem a kuchnią. Za to gdy wszyscy wyjdą, powetujesz sobie stres miską sałatki z majonezem, podwójną porcją schabu i wielkim kawałkiem piernika. Wyjdzie więc na jedno. Będziesz powoli tyć.
Oczywiście jednorazowe szaleństwo (w święta wrzucamy w siebie średnio 5–6 tysięcy kcal dziennie) nie pójdzie Ci od razu w biodra. Ale jeśli lubisz imprezować co sobotę, za kilka miesięcy przestaniesz mieścić się w swoje ulubione spodnie. Dietetyk Alicja Kalińska mówi, że większość zgłaszających się do jej firmy osób przytyło średnio ok. 5–6 kg w ciągu ostatnich dwóch lat. Co zrobić, aby tego uniknąć? Po pierwsze, cały czas jedz systematycznie i rozsądnie (o tym przypominamy co miesiąc). Po drugie, jeśli lubisz częste imprezy i przyjęcia, nie daj się wkręcić w „wielkie żarcie”. Polecamy kilka sprawdzonych trików.

Przed imprezą: jemy!
Rano: porządne, węglowodanowe śniadanie (np. muesli z mlekiem, kanapka z wędliną).
Dzięki temu w ciągu dnia nie będziesz podjadać i zaoszczędzisz trochę miejsca na wieczorne kalorie.
Nie wychodź z domu głodna. Zjedz coś, co Cię nasyci, ale nie zapcha. Może to być kanapka albo sałatka z kurczakiem. Owoce to nie najlepszy pomysł. Zawierają sporo cukru i kwasów owocowych, które pobudzają apetyt.
Oszukaj głód pastylkami z błonnikiem (np. Otrębuskami, Magnezytkami). Połknij je co najmniej 15 min przed jedzeniem, tak aby zdążyły spęcznieć w żołądku.
Wypij szklankę wody z cytryną, która poprawia trawienie. Najlepiej tuż przed wyjściem z domu lub zaraz po przybyciu na imprezę.

Przyjęcie na stojąco: z dala od bufetu
- Nałóż jedzenie na talerz i odejdź od stołu.
Jeśli tego nie zrobisz, cały czas coś będzie Cię kusiło.
- Zajmij usta rozmową. Im bardziej pochłonie Cię dyskusja, tym mniej Ty pochłoniesz z talerza.
- Trzymaj coś w ręku. Np. torebkę albo drinka. Dzięki temu trudniej będzie Ci sięgać po talerz.
- Jesteś głodna, zjedz coś konkretnego. Lepsza będzie sałatka z kurczakiem niż koreczki (z kalorycznym żółtym serem). Trzeba wchłonąć ich cały talerz, aby się najeść.
- Idź na kompromis. Gdy masz ochotę na sery pleśniowe, zrezygnuj z pieczywa. Zadbaj o proporcje, np. 1/4 kalorycznych owoców morza, 3/4 zieleniny.
- Szukaj potraw wystawionych pojedynczo na małych talerzykach. Na uniwersytetach w Illinois i Pensylwanii zrobiono eksperyment: studentom podano żelki – raz wiele o różnych smakach wymieszanych na jednym wielkim talerzu, drugi raz – każdy smak oddzielnie na mniejszym talerzyku. Zjedli więcej w tym pierwszym wypadku. Alicja Kalińska komentuje: „Gdy mamy do czynienia z różnorodnością dań podanych na jednym dużym talerzu, nakładamy od razu więcej, bo boimy się, że za chwilę czegoś zabraknie”.
- Od czasu do czasu zastanów się, czy jeszcze jesteś głodna. To trudne, ale przynajmniej spróbuj. Przestań też traktować swoją ulubioną babeczkę jak ostatnią babeczkę w życiu. Będzie jeszcze niejedna okazja, aby jej skosztować. Nie musisz najadać się na zapas.
- Myśl o skutkach przejedzenia. Nie ogólnie (w stylu: przytyję), ale bardzo konkretnie, np. dziś wieczorem będzie mnie bolał brzuch, jutro nie dopnę się w ulubionych obcisłych spodniach itp. To mocniej działa na wyobraźnię.

Obiady przy stole: bądź asertywna
Nie miej wyrzutów sumienia, gdy zjesz za mało.
Jeśli się przejesz podczas świątecznego obiadu, będziesz zła i na siebie, i na gospodarza, który Cię do tego namawiał. W niektórych kulturach panuje przekonanie, że wręcz elegancko jest zostawić na talerzu trochę niedojedzonego posiłku.
Nakładaj na talerz z półmisków. Masz kontrolę nad ilością i jakością (możesz zrezygnować z tłustego sosu). Gdy obiad serwuje się prosto na talerze, zaoferuj gospodyni swoją pomoc w nakładaniu.
Podczas uroczystego obiadu w restauracji dyskretnie poproś kelnera o nakładanie Ci mniejszych porcji.
Wprowadź zwyczaj składkowych przyjęć. Dzięki temu będziesz mogła przynieść swoje niskokaloryczne dania. Gdy jesteś gospodynią, przygotuj zestaw lekkich dań. Bywają pyszne i nikt się nie zorientuje, że celem ich stworzenia była dbałość o linię.
W restauracji zamawiaj zawsze pierwsza. Dasz wzór reszcie towarzystwa. Bardzo często jest tak, że masz np. ochotę na sałatkę, ale wszyscy zamawiają spaghetti i gdy dojdzie do Ciebie, machinalnie robisz to samo.
Nie zabieraj niczego do domu. Odmów, gdy mama pakuje Ci po niedzielnym obiedzie słoik zupy i pół foremki ciasta. Ale za to, gdy to Ty jesteś gospodynią, podaruj wszystko znajomym. Możesz zabrać też trochę pyszności do pracy albo zanieść do jadłodajni dla bezdomnych.

Alkohol: rozcieńczany
Alkohol wzmaga apetyt (3 kieliszki wina nawet o 30 proc.!), ponieważ spowalnia metabolizm. Poza tym, jeśli wypijesz go więcej, rozluźnisz się i po ciastko sięgniesz bez zahamowań. Dlatego warto trochę oszukać jego działanie.
Gdy pijesz, jedz. Będziesz mieć mniejszy apetyt na jedno i na drugie. Dobra wiadomość: wskazane jest picie alkoholu (w umiarkowanych ilościach) przy tłustych posiłkach – ułatwi ich trawienie.
Wybieraj mniej kaloryczne trunki. Kieliszek wytrawnego wina ma 80 kcal, słodkiego 110. Lepiej wypić kieliszek sherry (65 kcal) niż koniaku (160 kcal). Dosyć kaloryczna jest czysta wódka – 110 kcal. Najbardziej kaloryczne jest piwo – butelka jasnego ma 230 kcal, ciemnego – 250.
Rozcieńczaj alkohol z wodą w proporcji 1:1. Jeśli wolisz z colą, wybierz light, a nie zwykłą.
Drinki i wina sącz powoli. Dwie korzyści: mniej się upijesz i dłużej będziesz mieć z tego przyjemność.

Święta: no to jemy!
Może dzień przed Wigilią to nie najlepszy moment na rozpoczęcie odchudzania, ale już kilka tygodni wcześniej – super. Do świąt zdąży Ci się już trochę obkurczyć żołądek i nie będziesz mogła jeść tyle, ile kiedyś. Za to będziesz mogła jeść wszystko. Pod warunkiem że zrobisz to z umiarem.
Wypróbuj metodę jednego talerza. Alicja Kalińska mówi, że dzięki temu się nie przejesz i unikniesz wyrzutów, że nie spróbowałaś wszystkich 12 wigilijnych dań. Na czym polega ta metoda? Na talerz nałóż sobie od razu po trochu wszystkich potraw. Łyżkę kapusty, jednego pieroga, pół porcji karpia. W ten sposób zjesz mniej, niż gdybyś nakładała na talerz te wszystkie potrawy po kolei.
Zacznij od tego, co lubisz najbardziej. Gdy Twój żołądek powie w końcu „stop”, łatwiej będzie Ci zrezygnować z tego, za czym aż tak bardzo nie przepadasz.
Zjadłaś duże śniadanie, nie jedz już kolacji. Zamiast tego możesz wypić herbatkę na trawienie: miętową lub tymiankową.
Po obfitym obiedzie idź na spacer. Może nie spalisz wszystkiego, ale unikniesz wzdęć, które na sto procent pojawią się podczas siedzenia. Poza tym w pozycji pionowej jedzenie trochę się „ubija” – będziesz mieć jeszcze miejsce na kawałek ciasta i kawę. Z czystym sumieniem.

Świąteczne zamienniki
Jeśli jesteś gospodynią Wigilii, możesz trochę zmodyfikować świąteczne potrawy, aby odjąć im kalorii. Radzi Alicja Kalińska:
Karp to dosyć tłusta ryba. Nie smaż go, tylko przyrządź w galarecie lub upiecz w folii. Jeśli już musi być smażony, zrób to na patelni teflonowej bez tłuszczu.
Kapusty z grzybami nie doprawiaj zasmażką.
Pierogi serwowane po raz kolejny podgrzej na parze lub w mikrofali, nie podsmażaj ich.
Ciężkostrawne grzyby suszone zastąp przynajmniej częściowo pieczarkami.
Nie zalewaj śledzi oliwą – możesz je podać z chudą śmietanką lub sosem jogurtowym.
Zamiast majonezu i śmietany używaj naturalnego jogurtu.
Do ciast dodaj mniej miodu i bakalii niż w przepisie, połowę cukru. I tak są bardzo słodkie. Możesz też część żółtek zastąpić białkami.
Nie dosładzaj kompotu z suszonych owoców ani barszczu.
W deserach przygotowywanych na zimno cukier zastąp słodzikiem.
Zamiast wysokokaloryczną polewą czekoladową udekoruj wierzch ciasta cukrem pudrem.
Piecz w specjalnym papierze do pieczenia – zamiast smarować foremkę masłem.

Anna Kondratowicz
Tagi: dieta