– Możesz już spakować swoje rzeczy, Doroto – powiedziała pani Halina, kładąc na biurku białą kopertę. Jej głos był spokojny, pozbawiony złości, co dotknęło mnie bardziej niż jakikolwiek krzyk. – Przez ostatni miesiąc twoja praca była marnej jakości. A ja na kolejne pomylone zamówienia i zaniedbywanie klientów nie mogę sobie dłużej pozwolić.
WIDEO…
Spojrzałam na dokument, potem na swoje starannie pomalowane paznokcie, a w duchu się roześmiałam. Naprawdę myślała, że to dla mnie koniec świata? Ta praca na etacie ekspedientki w lokalnej cukierni była jedynie przejściowym etapem. Zarabiałam tam grosze, które ledwo starczały na opłacenie małego pokoju i skromne życie. Zresztą od miesiąca wszystko to przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. W moim życiu pojawił się Krystian.
– Dobrze, pani Halino. Nie ma problemu – rzuciłam lekko, rozwiązując tył mojego cukierniczego fartucha. – Oszczędzę pani trudu. I tak zamierzałam niedługo odejść.
Moja szefowa tylko pokręciła głową z politowaniem. Widziałam w jej oczach współczucie, które wtedy wzięłam za zwykłą zazdrość starszej, zmęczonej życiem kobiety. Nie miała pojęcia, że wieczorem czekała na mnie kolacja w najlepszej restauracji w okolicy, a mój chłopak jeździł samochodem, o jakim jej mąż mógłby tylko pomarzyć.
Facet pachniał kasą i luksusem
Krystiana poznałam cztery tygodnie wcześniej. Wszedł do naszej cukierni tuż przed zamknięciem, gdy na półkach zostawały już tylko pojedyncze drożdżówki. Od razu rzucał się w oczy. Dobrze skrojona marynarka, drogie buty i ten magnetyczny zapach perfum, który natychmiast zmieszał się z aromatem wanilii i świeżo parzonej kawy. Chciał zamówić piętrowy tort oraz luksusowy catering na duże przyjęcie. Moja koleżanka z pracy, Monika, akurat obsługiwała innego klienta, więc to ja do niego podeszłam.
– W czym mogę pomóc? – spytałam, uśmiechając się najmilej, jak potrafiłam.
– Szukam czegoś wyjątkowego. Czegoś, co nie wygląda jak z seryjnej produkcji dla mas – odpowiedział, taksując mnie wzrokiem od stóp do głów. W jego oczach dostrzegłam błysk zainteresowania.
Flirt zaczął się niemal natychmiast. Zamiast rozmawiać o smakach kremów, puszystości biszkoptu czy marcepanowych dekoracjach, rozmawialiśmy o naszych upodobaniach, podróżach i o tym, jak bardzo nudne potrafi być nasze miasto. Krystian chętnie opowiadał o swojej firmie transportowej, o kontraktach zagranicznych i o tym, że buduje dom na przedmieściach. Byłam pod ogromnym wrażeniem. Facet w wieku dwudziestu siedmiu lat miał już własny biznes, świetne auto i budował dom. Przy moich skromnych warunkach życiowych wydawał się kimś z zupełnie innego, lepszego świata.
Kiedy wychodził, zostawił mi swoją wizytówkę z prywatnym numerem telefonu.
– Zadzwoń, Dorota. Może pomożesz mi wybrać menu na moją parapetówkę, ale już w mniej oficjalnych okolicznościach? – puścił do mnie oko.
Zadzwoniłam jeszcze tego samego wieczoru. I tak zaczęło się moje zatracenie.
Patrzyłam na niego przez różowe okulary
Od tamtego dnia praca przestała dla mnie istnieć. Całe dnie spędzałam z telefonem w ręku, odpisując na jego wiadomości. Krystian pisał do mnie o każdej porze, wysyłał zdjęcia z restauracji, ze spotkań biznesowych, a ja żyłam tylko tym, kiedy znowu się spotkamy. Kiedy stałam za ladą w cukierni, zamiast dbać o ekspozycję babeczek i obsługiwać starsze panie kupujące szarlotkę, moje myśli krążyły wokół naszych wieczornych randek.
Zaczęłam zaniedbywać podstawowe obowiązki. Zapominałam przekazywać zamówienia na torty okolicznościowe do pracowni na zapleczu, myliłam smaki nadzień, a klientów traktowałam jak zło konieczne, które odciąga mnie od ekranu telefonu. Monika próbowała ze mną rozmawiać.
– Dorota, weź się w garść – ostrzegała mnie cicho, gdy pani Halina poszła do biura. – Szefowa już na ciebie patrzy wilkiem. Wczoraj klient dzwonił z awanturą, bo pomyliłaś daty i jego córka nie miała tortu na komunię. Jeśli tak dalej pójdzie, pożegnasz się z pracą.
– Oj, Monika, nie dramatyzuj – fuknęłam na nią, poprawiając makijaż w lustrzanej witrynie z ciastkami. – Ta praca to i tak grosze. Krystian mówi, że powinnam rzucić to w diabły i zająć się czymś przyjemniejszym. On ma tyle pieniędzy, że moje zarobki to dla niego kieszonkowe na jeden dzień.
– Znasz go dopiero dwa tygodnie – zauważyła trzeźwo Monika. – Nie bądź naiwna. Facet może ci naopowiadać wszystkiego, a z czego zapłacisz czynsz, jak cię wyleją?
– Zobaczysz, jeszcze będziesz mi zazdrościć – ucięłam dyskusję, przekonana o własnej nieomylności. Monika była po prostu zazdrosna, że jej nikt nie funduje drogich kolacji i nie obiecuje wspólnych wyjazdów w ciepłe kraje.
Ignorowałam kolejne upomnienia od pani Haliny. Kiedy Krystian przyjeżdżał po mnie pod cukiernię swoim błyszczącym samochodem, czułam się jak królowa. Kupował mi drogie prezenty, zabierał do miejsc, o których wcześniej tylko słyszałam. Byłam pewna, że mój los się odmienił. Gdy więc w końcu dostałam wypowiedzenie, poczułam jedynie ulgę. Koniec z pakowaniem pączków i wstawaniem o świcie do pracy.
Myślałam, że będzie jak w bajce
Zapakowałam swoje nieliczne rzeczy do torby i wyszłam z cukierni z wysoko uniesioną głową. Od razu zadzwoniłam do Krystiana, żeby przekazać mu tę „radosną” nowinę.
– Kochanie, jestem wolna! – zawołałam do słuchawki. – Ta jędza mnie zwolniła. Wreszcie będziemy mieć dla siebie mnóstwo czasu.
W słuchawce zapadła krótka cisza, którą wtedy złożyłam na karb zakłóceń na linii.
– O, to... szybko poszło – odpowiedział Krystian, a jego głos brzmiał jakoś inaczej, mniej entuzjastycznie niż zwykle. – Ale to chyba dobrze, prawda? Chciałaś odpocząć. Słuchaj, jestem teraz na ważnym spotkaniu, zdzwonimy się wieczorem, dobrze?
– Jasne, kochanie. Do wieczora!
Przez pierwsze kilka dni żyłam jak w bajce. Spałam do południa, chodziłam na zakupy, do kosmetyczki, do fryzjera, ale moje oszczędności topniały w zastraszającym tempie. Prawdziwy zimny prysznic przyszedł na początku kolejnego miesiąca. Właścicielka mieszkania, od której wynajmowałam pokój, upomniała się o czynsz. Moje konto świeciło pustkami. Miałam tam dokładnie siedemdziesiąt złotych. Zaczęłam panikować, ale szybko się uspokoiłam. Przecież mam Krystiana.
Chłopak nie chciał pożyczyć mi kasy
Wieczorem, podczas spotkania w kawiarni, postanowiłam poruszyć ten temat. Byłam trochę skrępowana, ale wierzyłam, że dla niego to będzie drobnostka.
– Krystian, mam małą prośbę – zaczęłam, bawiąc się serwetką. – Przez to zwolnienie z pracy mam chwilowy dołek finansowy. Muszę zapłacić za pokój i rachunki, a oszczędności mi się skończyły. Czy mógłbyś mi pożyczyć tysiąc pięćset złotych? Oddam ci, jak tylko znajdę coś nowego, albo... no wiesz, jak już ułożymy nasze wspólne życie.
Krystian nagle spoważniał. Odstawił filiżankę z kawą i spojrzał na mnie wzrokiem, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Był zimny i kalkulujący.
– Tysiąc pięćset złotych? – powtórzył. – Dorota, przecież my się znamy dopiero miesiąc. Nie uważasz, że to trochę za wcześnie na takie prośby? Poza tym, dlaczego nie szukasz pracy?
– No przecież mówiłeś, żebym się nie martwiła, że wszystko się ułoży... – wykrztusiłam, czując, jak gardło mi się ściska.
– Mówiłem, że pomogę ci doradzić, a nie że będę cię utrzymywał – żachnął się. – Mam teraz spore wydatki związane z budową. Moje konto też nie jest bez dna. Musisz być bardziej odpowiedzialna.
Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Ten sam człowiek, który jeszcze tydzień temu kupował mi markową torebkę, teraz robił mi wykład o odpowiedzialności z powodu kwoty, którą wcześniej wydawał na jedną kolację. Coś tu bardzo mocno nie grało.
Krystian postawił mi twarde warunki
Krystian nie był oszustem. On naprawdę miał te wszystkie pieniądze, świetnie prosperującą firmę i budował dom, o którym opowiadał. Jednak jego reakcja na moje finansowe kłopoty okazała się bezlitosna. Zadzwonił do mnie następnego dnia i poprosił o spotkanie. Miałam nadzieję, że przemyślał sprawę, że może było mu głupio i teraz wyciągnie z portfela plik banknotów. Rzeczywistość była inna...
– Dorota, musimy porozmawiać szczerze – zaczął, gdy tylko usiedliśmy przy stoliku. W jego głosie nie było już tego ciepła, którym mnie dotąd otaczał. – Widzę, co się dzieje. Odkąd się poznaliśmy, zupełnie olałaś swoje obowiązki, dałaś się zwolnić z cukierni i teraz bez mrugnięcia okiem czekasz, aż przejmę twoje rachunki.
– Krystian, to nie tak... – próbowałam się tłumaczyć, czując, jak palą mnie policzki.
– Dokładnie tak – wszedł mi w słowo, nie znosząc sprzeciwu. – Ja na swój sukces ciężko pracuję od rana do nocy. Nie szukam dziewczyny, która widzi we mnie tylko łatwy sposób na życie i uważa, że jej jedynym zadaniem jest ładnie wyglądać na randkach. Musisz się ogarnąć i natychmiast znaleźć robotę. Nie dam ci ani grosza, dopóki nie zobaczę, że sama potrafisz o siebie zadbać. Chcę partnerki, a nie utrzymanki. Jeśli nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje życie, to nie mamy o czym rozmawiać.
To był koniec. Krystian uciął nasz kontakt, dając mi jasno do zrozumienia, że u jego boku nie ma miejsca dla kogoś, kto liczy na darmowe utrzymanie. Choć miał na koncie kwoty, o jakich mogłam tylko pomarzyć, dla mnie jego portfel pozostał zamknięty.
Powrót na ziemię był bolesny
Zostałam sama. Bez pracy, bez grosza przy duszy, z niezapłaconym czynszem i zranioną dumą. Musiałam przełknąć tę gorzką pigułkę i zmierzyć się z rzeczywistością, którą sama sobie zgotowałam przez własną naiwność i chciwość.
Właścicielka pokoju dała mi miesiąc na spłatę długu. Nie miałam wyjścia. Musiałam schować dumę do kieszeni i zadzwonić do rodziców, prosząc ich o pożyczkę. Wysłuchanie kazania o mojej nieodpowiedzialności było najgorszą rzeczą, jaką musiałam przeżyć, ale nie miałam innego wyboru.
Pracy szukałam gorączkowo. Nie mogłam już wybrzydzać. Ostatecznie wylądowałam na nocnej zmianie w sortowni przesyłek kurierskich. Praca fizyczna, ciężka, za najniższą krajową. Kiedy stoję przy taśmie o trzeciej nad ranem, bolą mnie plecy, a dłonie mam wysuszone od kartonów, często myślę o pani Halinie i cukierni. Miałam tam pachnącą, spokojną pracę, którą straciłam na własne życzenie, goniąc za ułudą łatwego życia.
To była bolesna lekcja, ale zrozumiałam jedno. Jedyną osobą, na którą mogę w życiu liczyć, jestem ja sama. Żadne pieniądze faceta nie są warte utraty własnej niezależności i szacunku do samej siebie. Krystian zniknął z mojego życia tak szybko, jak się pojawił, zostawiając mnie z długiem wdzięczności wobec rodziców i bolącymi plecami. Ale przynajmniej teraz stoję na własnych nogach, nawet jeśli ten grunt jest na razie bardzo wyboisty.
Dorota, 24 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Postawiliśmy dom na działce teściów, by zaoszczędzić. Teściowa obwołała się szefową mojej kuchni i dekoratorką wnętrz”
- „Byłem dumny jak paw z mojego domu na przedmieściach. A dziś przy luksusowej willi sąsiada wygląda niczym uboga chatka”
- „Mąż kupił mi płaszcz na jesień i pierwszy raz od lat zrobił obiad. Od razu wiedziałam, że ma coś na sumieniu”