Kiedy Kaśka zaproponowała, żebyśmy poszły razem na imprezę u jej znajomych, początkowo byłam sceptyczna. Tematem przewodnim był „Mroczny romans”, co brzmiało trochę pretensjonalnie, ale po kilku minutach namawiania zgodziłam się. Miałyśmy zaszaleć z kostiumami.
WIDEO…
Dałam się namówić
– Przebierz się za pannę młodą zombie – rzuciła ze śmiechem. – Wiesz, podarta suknia, sztuczna krew, rozmazany makijaż. Będzie super!
Pomysł wydał mi się zabawny. Kupiłam w lumpeksie starą, kiczowatą suknię ślubną, którą bez litości potargałam i pobrudziłam czerwoną farbą. Makijaż zajęłam mi dobrą godzinę – wyglądałam jak wyciągnięta z taniego horroru. Włosy natapirowałam tak, że przypominały ptasie gniazdo.
Czułam się świetnie, odważnie i trochę ironicznie. W końcu dwa lata temu sama miałam założyć białą suknię, ale mój ówczesny narzeczony, Jacek, odwołał ślub na tydzień przed terminem. Zostawił mnie dla innej, twierdząc, że „to jednak nie to”. Przepłakałam wtedy kilka miesięcy, ale teraz, w wieku trzydziestu dwóch lat, byłam już na innym etapie. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Przygotowania do imprezy były dla mnie swoistą terapią. Kaśka przyszła do mnie wcześniej, byśmy mogły się przebrać razem. Przyniosła mnóstwo lakieru do włosów i czarnego brokatu, którym obsypałyśmy jej czarne skrzydła upadłego anioła. Przez chwilę, śmiejąc się w lustrze z naszych groteskowych odbić, czułam się lekka, oderwana od dawnych ran.
– Wyglądamy jak z kiepskiego teledysku rockowego z lat dziewięćdziesiątych – skomentowała Kaśka. – Ale o to przecież chodzi!
Poszłyśmy na imprezę
Kiedy weszłyśmy do mieszkania, od razu przyciągałyśmy spojrzenia. Mój strój robił furorę, kilka osób prosiło o wspólne zdjęcie. Czułam się jak gwiazda wieczoru. Śmiałyśmy się i bawiłyśmy się doskonale. Przez chwilę zapomniałam o wszystkich problemach. W korytarzu spotkałyśmy grupę przebranych za postacie z filmów grozy – była tam Morticia Addams, Dracula i nawet ktoś w stroju wilkołaka.
Całe mieszkanie pulsowało śmiechem i muzyką. W kuchni spotkałam dziewczynę, która zaczęła mi opowiadać, jak sama została porzucona przez narzeczonego. Przez chwilę czułam się jak w klubie wsparcia. Rozmawiałyśmy o tym, jak to dobrze czasem pośmiać się z własnych niepowodzeń.
– Wiesz, najważniejsze, żeby się podnosić – powiedziała mi. – Życie nie kończy się na jednym złamanym sercu.
Przytaknęłam jej, choć w głębi duszy nie byłam tego taka pewna. Ale chciałam uwierzyć, że wszystko jest już za mną.
Nie spodziewałam się
Prawdziwy test miał dopiero nadejść. Gospodarz zaprosił wszystkich do salonu na wspólne gry i rozmowy. Znalazłyśmy miejsce na kanapie w rogu pokoju. Poprawiłam falbany mojej zmasakrowanej sukni. Wtedy podniosłam wzrok. Na fotelu naprzeciwko, dosłownie metr ode mnie, siedział Jacek.
Miał na sobie czarny, połyskujący płaszcz, sztuczne kły i białą, upiornie bladą twarz. Przebrał się za wampira, co w tej chwili wydało mi się jakimś osobliwym żartem losu. Obok niego siedziała kobieta. Miała na sobie piękną, czerwoną suknię wieczorową, która wyraźnie podkreślała zaokrąglony brzuch. Była w zaawansowanej ciąży. Odwróciłam wzrok, czując, jak krew odpływa mi z twarzy, mimo że miałam na niej grubą warstwę białego pudru.
– Co się stało? – szepnęła Kaśka, zauważając moją zmianę nastroju.
– Tam, na fotelu – odparłam ledwie słyszalnie.
Kaśka dyskretnie spojrzała w tamtym kierunku i syknęła z oburzeniem.
– O rany. Z nową… I ona jest w ciąży? I on się przebrał za wampira?
Skinęłam głową, nie mogąc wydusić słowa. Czułam się nagle niesamowicie głupio w moim przebraniu. Panna młoda zombie. Kobieta porzucona przed ołtarzem, przebrana za martwą narzeczoną, a jej były siedzi naprzeciwko w stroju wampira. Ironia tej sytuacji uderzyła mnie z pełną siłą.
Chciałam uciekać
Gospodarz zaproponował grę w „Prawda czy wyzwanie”. Byłam gotowa wymigać się z udziału, ale Kaśka już zapisała nas na listę. Starałam się skupić na zabawie, żartować z innymi, ale nie mogłam przestać spoglądać ukradkiem na Jacka. Wydawało mi się, że on też zerka w moją stronę. Kiedy przyszła moja kolej, ktoś zapytał:
– Gdybyś mogła cofnąć czas, co byś zmieniła?
Zawahałam się. Wszyscy patrzyli na mnie z zaciekawieniem. Poczułam, jak serce zaczyna mi walić.
– Chyba nic – odparłam po chwili. – Bo nawet złe rzeczy prowadzą nas do dobrych miejsc.
Zauważyłam, że Jacek na moment spuścił wzrok. Może coś zrozumiał? Może nie? Ja sama nie wiedziałam, czy wierzę w to, co powiedziałam. Przez pierwszą godzinę starałam się ignorować ich obecność. Skupiłam się na rozmowach z innymi, śmiałam się i żartowałam, ale cały czas czułam na sobie jego wzrok.
Czułam się jak aktorka w kiepskiej farsie. Przebrana za martwą pannę młodą, patrząca na swojego byłego, który wygląda jak z innego świata. Wszystko było zbyt symboliczne, zbyt ironiczne, zbyt bolesne. Kiedy Kaśka poszła na chwilę do kuchni, Jacek wstał, poprawił czarny płaszcz i podszedł do kanapy.
Podszedł do mnie
– Cześć – powiedział, jakbyśmy spotkali się w supermarkecie przy dziale z warzywami. – Dawno się nie widzieliśmy.
– Cześć – odparłam sucho, starając się nie patrzeć na jego dłoń, na której lśniła obrączka.
– Widzisz, dopasowaliśmy się tematycznie… Ty panna młoda zombie, ja wampir – rzucił żartobliwie. – Świetne przebranie. Serio.
– Dzięki – rzuciłam. W tym stroju, w tej sytuacji, czułam się jak klaun.
– Przedstawiłbym cię Magdzie, ale… chyba to nie jest najlepszy moment – kontynuował, pocierając kark. – Gratuluję dystansu do siebie.
Dystansu do siebie? Te słowa zabrzmiały jak policzek. On naprawdę myślał, że ubrałam się tak, by przepracować nasz niezrealizowany ślub? Że to jakiś manifest?
– To tylko kostium na imprezę tematyczną. Nic więcej – powiedziałam chłodno.
– Jasne, rozumiem. Cieszę się, że u ciebie wszystko dobrze. U nas, jak widzisz… – spojrzał wymownie na Magdę. – Czekamy na syna.
– Gratulacje – wykrztusiłam, choć słowo to z trudem przeszło mi przez gardło.
Byłam zrozpaczona
Po tej rozmowie poczułam się jeszcze gorzej. Kaśka wróciła i próbowała mnie rozweselić, ale nie mogłam się już skupić na niczym innym. Miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie z politowaniem, choć większość gości nie znała mojej historii. Kaśka starała się zagadywać mnie na inne tematy, zaproponowała nawet wspólne wyjście na balkon, żeby zaczerpnąć powietrza.
– Słuchaj, masz prawo czuć się okropnie – powiedziała, kiedy stałyśmy na chłodnym balkonie, popijając lemoniadę. – Ale nie daj im tej satysfakcji. Jesteś świetna, wiesz?
– Wiem, tylko czasem o tym zapominam – przyznałam.
Patrzyłyśmy przez chwilę na miasto. Pomyślałam, że każdy z nas nosi jakieś swoje przebranie. Ja dzisiaj po prostu wybrałam bardzo dosłowną wersję. Gdy wróciłyśmy do środka, Kaśka namówiła mnie jeszcze na jedną grę. Tym razem była to kalambury – miałyśmy odgadywać tytuły filmów. Udało mi się rozbawić towarzystwo, udając martwą narzeczoną z jakiegoś starego horroru. Ktoś rzucił, że powinnam występować w teatrze.
Robiłam dobrą minę
Przez chwilę poczułam się znów sobą. Udało mi się nawet zapomnieć o Jacku i Magdzie. Ale kiedy spojrzałam przez ramię, zobaczyłam, jak Jacek całuje Magdę w czoło. Coś ścisnęło mnie w środku. Zdałam sobie sprawę, że choć bardzo się staram, nie jestem jeszcze gotowa na pełną obojętność. Kaśka zauważyła moją minę.
– Chcesz stąd wyjść? – zapytała bez zbędnych pytań.
– Bardzo – odpowiedziałam.
Wyszłyśmy przed północą. Czekałyśmy na taksówkę przed blokiem. Chłodny wiatr rozwiewał strzępy mojej sukni. Spojrzałam w szybę pobliskiej witryny. Wyglądałam potwornie, a w duszy czułam się jeszcze gorzej.
Zrozumiałam, że choć minęły dwa lata, nadal we mnie siedział ten ból. Przebranie, które miało być żartem, stało się bolesnym przypomnieniem porażki. Jacek poszedł dalej, założył rodzinę, a ja nadal byłam tą porzuconą panną młodą. Może nie martwą, ale na pewno zranioną.
Wciąż mnie bolało
Taksówka podjechała. Wsiadłam do środka, starając się nie płakać. Następnego dnia obudziłam się z bólem głowy i rozmazanym makijażem. Strzępy sukni leżały na podłodze. Przez dłuższą chwilę leżałam w łóżku, zastanawiając się, czy dobrze zrobiłam, idąc na tę imprezę. Wspomnienia wracały falami – spojrzenia Jacka, własne poczucie niedopasowania. Wzięłam długi prysznic, zmywając sztuczną krew i puder. Potem zadzwoniła Kaśka.
– Żyjesz?
– Jako tako – westchnęłam. – Dzięki, że byłaś przy mnie wczoraj.
– Od tego są przyjaciółki, nie? – powiedziała. – Chodź na kawę. Pogadamy, pośmiejemy się z tego wszystkiego.
W kawiarni opowiedziałam Kaśce o rozmowie z Jackiem.
– To już nie twoja historia – powiedziała w końcu. – Masz prawo czuć żal, ale masz też prawo iść dalej. Nawet jeśli czasem jeszcze boli.
Wiedziałam, że ma rację. Może kiedyś przebiorę się za siebie. Po prostu za siebie – bez masek, bez kostiumów.
Anita, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Sąsiadka aż przeżegnała się na widok moich dekoracji na Halloween. Ustawiłam dynie w ogródku i zaczął się koszmar”
- „Zobaczyłam w parku mojego męża z obcą kobietą. Złota polska jesień nagle straciła dla mnie wszystkie swoje barwy”
- „Teściowa zaprosiła mnie na Wszystkich Świętych do rodzinnej wsi męża. Spodziewałam się zniczy i wieńców, ale nie tego”