Wszystko miało być idealnie. Pół roku temu wymyśliłem, że wynajmiemy domek na Helu, weźmiemy deski, pianki i zrobimy sobie tydzień męskiego resetu. Zwykły, kumpelski wyjazd, bez napinki, bez planowania każdej minuty, po prostu my, woda, wiatr i wieczory przy piwie i wspominkach. Tomek i Bartek zapalili się do tego pomysłu równie mocno jak ja.
WIDEO…
Męski wyjazd
Znamy się od czasów studiów, przeszliśmy razem przez wiele, ale w ostatnim czasie każdy z nas wsiąkł w swoje dorosłe życie. Praca, rachunki, poważne związki. Brakowało mi tego luzu, który mieliśmy kiedyś. Tego uczucia, że jedynym zmartwieniem jest to, czy starczy nam czasu na jeszcze jedną sesję na wodzie, zanim zajdzie słońce.
Czekałem na ten wyjazd jak dzieciak na pierwszą gwiazdkę. Spakowałem torbę dwa dni przed wyjazdem. W czwartek wieczorem mieliśmy się spotkać u mnie pod blokiem, wrzucić sprzęt do mojego kombiaka i ruszyć w trasę. Zjechałem windą na dół, ciągnąc za sobą ciężką torbę. Zobaczyłem chłopaków. Tomek opierał się o maskę swojego auta, a Bartek stał obok, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
— Zmiana planów, stary — zaczął Tomek, zanim w ogóle zdążyłem się przywitać.
Spojrzałem na niego, nie rozumiejąc.
— Jak to zmiana planów? Jedziemy moim, przecież ustalaliśmy. Pakujcie deski do bagażnika.
— Nie, no… — Bartek podrapał się po karku. — Jedziemy na dwa auta.
Zmarszczyłem brwi. Przecież to nie miało sensu. Paliwo drogie, a w moim aucie miejsca było aż nadto.
— Po co? — zapytałem.
Z samochodu Tomka wysiadła nagle Kaśka. Jej długie blond włosy rozwiewał lekki wiatr, a na twarzy miała ten swój wyuczony, słodki uśmiech. Zza auta Bartka wyłoniła się z kolei Monika. Zrozumiałem wszystko w ułamku sekundy.
— Dziewczyny stwierdziły, że też by sobie chętnie odpoczęły nad morzem — powiedział Tomek, unikając mojego wzroku. — Wiesz, wspólny czas i te sprawy.
Poczułem, jak krew napływa mi do twarzy. Męski wyjazd. Nasz reset. Tygodnie planowania, a oni w ostatniej chwili robią mi coś takiego.
— Przecież to miał być wyjazd tylko dla nas — powiedziałem cicho, starając się opanować gniew.
— Oj, Robuś, nie bądź taki — zaszczebiotała Kaśka, podchodząc bliżej. — My wam w ogóle nie będziemy przeszkadzać. Wy sobie będziecie pływać, a my poleżymy na plaży. A wieczorem zrobimy wam fajną kolację.
Zacisnąłem zęby. Nie miałem wyjścia. Nie mogłem zrobić sceny przy dziewczynach i kazać im wracać do domów. Chłopaki postawili mnie przed faktem dokonanym.
Poszedłem sam do domku
Droga na Hel minęła mi w grobowym nastroju. Jechałem sam, słuchając muzyki i rozmyślając o tym, jak ten wyjazd właśnie zamienił się w koszmar. Na miejscu okazało się, że domek, który wynająłem, miał trzy małe sypialnie. Dla nas trzech — idealnie. Dla dwóch par i jednego singla — już niekoniecznie. Pierwszy dzień na wodzie był nawet znośny. Wiało dobrze, więc spędziliśmy kilka godzin na deskach. Ale kiedy tylko zeszliśmy na brzeg, zaczęło się.
— Misiu, chodźmy na jakieś gofry, jestem strasznie głodna — marudziła Monika, wieszając się Bartkowi na szyi.
— Jasne, kochanie. Robuś, idziesz z nami? — zapytał Bartek, ale ton jego głosu wyraźnie sugerował, że wolałby usłyszeć odpowiedź odmowną.
Zrezygnowałem. Poszedłem sam do domku, wziąłem prysznic. Siedziałem na tarasie, patrząc w telefon i czując się jak totalny idiota. Kiedy wrócili, było już późno. Dziewczyny zaczęły się krzątać po kuchni, a chłopaki, zamiast usiąść ze mną i pogadać o tym, jak nam dzisiaj szło na wodzie, pomagali im w krojeniu warzyw i przygotowywaniu romantycznej kolacji.
Zapadła niezręczna cisza
Kolejne dni wyglądały bardzo podobnie. Wiatr trochę siadł, więc na wodzie spędzaliśmy mniej czasu. Zamiast tego Tomek i Bartek musieli „nadrabiać czas” ze swoimi partnerkami. Chodzili na długie spacery po plaży, robili sobie zdjęcia na tle zachodzącego słońca, a wieczorami znikali w swoich sypialniach tuż po kolacji. Czułem się żałośnie. Siedziałem sam na tarasie, słuchając szumu morza i chichotów dobiegających z głębi domku. To miał być mój czas na odcięcie się od problemów, a zamiast tego wylądowałem w samym środku jakiegoś koszmarnego wyjazdu dla par.
— Słuchajcie, idziemy dzisiaj do tej knajpy rybnej w porcie? — zapytałem w czwartek przy śniadaniu. — Opowiadaliście o niej od miesiąca.
Tomek spojrzał na Kaśkę.
— Wiesz, stary… Kasia nie bardzo lubi ryby. Myśleliśmy, żeby podskoczyć do Władysławowa na jakąś pizzę.
— Ja z Moniką chyba zostaniemy w domku — wtrącił Bartek. — Jesteśmy trochę zmęczeni. Zrobimy sobie wspólny wieczór.
Spojrzałem na nich, nie wierząc własnym uszom.
— Wy tak serio? — wyrwało mi się.
— No co, Robert, wyluzuj trochę — powiedział Tomek, wyraźnie poirytowany. — Przecież to są nasze dziewczyny, chcemy spędzić z nimi trochę czasu.
— Ale to miał być nasz wspólny wyjazd! — Podniosłem głos. — Myślałem, że przyjechaliśmy tu, żeby odpocząć w męskim gronie, a nie żebym ja siedział sam jak kołek, podczas gdy wy bawicie się w romantyków!
Zapadła niezręczna cisza. Kaśka i Monika wymieniły spojrzenia.
— Robert, chyba przesadzasz — powiedziała Monika chłodno. — Nikt ci nie broni z nami spędzać czasu.
— Z wami? — zaśmiałem się gorzko. — Przecież wy mnie traktujecie jak piąte koło u wozu! Zresztą, nieważne. Róbcie, co chcecie.
Wstałem od stołu i wyszedłem z domku. Spacerowałem po plaży przez kilka godzin, starając się uspokoić. Byłem wściekły, ale przede wszystkim było mi po prostu cholernie smutno. Zrozumiałem, że to, co było kiedyś, już nie wróci. Nasza przyjaźń się zmieniła. Oni poszli dalej, a ja wciąż tkwiłem w przekonaniu, że nic się nie zmieniło.
Zawsze miałem wymówkę
Resztę wyjazdu spędziłem głównie w samotności. Pływałem na desce, czytałem książkę, unikałem spędzania czasu z resztą grupy. Kiedy w niedzielę rano pakowaliśmy rzeczy do samochodów, atmosfera była napięta.
— Dzięki za organizację, stary — powiedział Tomek, rzucając mi wymuszone spojrzenie. — Fajnie było.
— Taa, jasne — mruknąłem, wrzucając torbę do bagażnika.
Wracałem sam, tak samo jak przyjechałem. Droga powrotna dłużyła się niemiłosiernie. W głowie wciąż miałem ten obraz ich roześmianych twarzy podczas spacerów po plaży, na które mnie nie zaprosili. Minęło kilka tygodni od tamtego wyjazdu. Chłopaki dzwoniły parę razy, proponowali piwo, ale jakoś nie potrafiłem się przemóc. Zawsze miałem wymówkę. Praca, zmęczenie, inne plany. Może kiedyś mi przejdzie. Może w końcu zaakceptuję fakt, że nasze relacje już nigdy nie będą takie jak dawniej. Ale na razie wciąż czuję ten gorzki smak rozczarowania. Zdałem sobie sprawę, że czasami najbardziej samotnym można się czuć będąc w tłumie znajomych.
Robert, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Podejrzewałam męża o romans z sąsiadką i urządziłam mu piekło. Prawda była jeszcze bardziej pokręcona niż moje podejrzenia”
- „Bałam się, że moje spotkania z sąsiadem zostaną uznane za zdradę. Mąż nawet nie zauważył, że wychodzę z domu”
- „Na rozpoczęciu roku szkolnego zobaczyłem moją eks z partnerem. Najpierw zabrał mi żonę, a teraz próbuje też córkę”



























