Później. Zawsze było jakieś później. Marek od dwóch lat pracował zdalnie i od dwóch lat dom stał się dla niego jedynie tłem do kolejnych wideokonferencji. Przestał zauważać niedomykające się szafki, przepalone żarówki i moje rosnące zmęczenie. Wszystko musiałam ogarniać sama, a gdy prosiłam o pomoc, słyszałam tylko wymówki.

WIDEO

player placeholder

Napisałam do niego krótką wiadomość

Siedziałam w kuchni, wpatrując się w kapiący kran. Kropla, za kroplą. Ten dźwięk doprowadzał mnie do szału.

 Marek, zrobisz coś z tym w końcu?  krzyknęłam w stronę zamkniętych drzwi gabinetu mojego męża.

Zobacz także:

 Później! Mam teraz ważne spotkanie na Teamsach odkrzyknął, nawet nie otwierając drzwi.

Westchnęłam ciężko i chwyciłam za telefon. Miałam tego dość. Przypomniałam sobie, że nowy sąsiad z naprzeciwka, Tomasz, wspominał ostatnio, że ma smykałkę do majsterkowania. Był młodszy o kilka lat, zawsze uśmiechnięty i miał ten irytująco uroczy zwyczaj witania się po włosku. Kiedyś wspomniał, że marzy o wyjeździe do Rzymu, ale kompletnie nie zna języka. Ja, nauczycielka włoskiego z dwudziestoletnim stażem, poczułam, że to może być układ idealny. Napisałam do niego krótką wiadomość.

Piętnaście minut później pukał do moich drzwi z zestawem narzędzi.

Słyszałam przytłumiony głos Marka

— Buongiorno, signora  powiedział, uśmiechając się szeroko.

 Z tym buongiorno to poczekajmy do pierwszej lekcji  odpowiedziałam, wpuszczając go do środka.  Najpierw kran. I ta szafka w przedpokoju, jeśli dasz radę.

Tomasz zabrał się do pracy z zapałem, jakiego u Marka nie widziałam od lat. Wymiana uszczelki zajęła mu chwilę, a zawias w szafce naprawił w mniej niż dziesięć minut. Ja w tym czasie zaparzyłam kawę.

 Dobra, majsterkowanie mamy z głowy. Czas na naukę  powiedziałam, stawiając przed nim kubek.

Zaczęliśmy od podstaw. Wymowa, proste zwroty, liczenie. Tomasz był pojętnym uczniem, choć często się mylił, co kwitował głośnym śmiechem. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, a ja czułam, jak po raz pierwszy od dawna naprawdę się relaksuję.

 Nie jesteś zbyt surową nauczycielką?  zapytał, gdy po raz trzeci poprawiłam jego akcent w słowie grazie.

 Jestem wymagająca, to różnica  odparłam, czując, że się rumienię.

Przez ścianę słyszałam przytłumiony głos Marka, który znów z kimś dyskutował o targetach i KPI. Nawet nie zauważył, że ktoś przyszedł, nie mówiąc już o tym, że naprawił kran.

Czekam na te spotkania

Nasze spotkania stały się regularne. Co tydzień znajdowałam coś, co wymagało naprawy – skrzypiące drzwi, poluzowane gniazdko, zacinający się zamek. Tomasz naprawiał, a potem siadaliśmy do włoskiego. Z czasem nauka zeszła na dalszy plan. Zaczęliśmy więcej rozmawiać o życiu, o jego pracy, o moich frustracjach.

 Twój mąż to w ogóle wychodzi z tego pokoju?  zapytał pewnego popołudnia, montując nową półkę w salonie.

 Czasem. Żeby wziąć jedzenie  zaśmiałam się gorzko.  Żyjemy obok siebie. On ma swój świat, ja swój.

 Szkoda. Jesteś fascynującą kobietą, Beata. Ktoś powinien ci to mówić częściej.

Zamarłam. Spojrzałam na niego i poczułam dziwny ścisk w żołądku. Nie był to zwykły komplement. W jego oczach było coś więcej – uwaga, której tak bardzo mi brakowało. Zaczęłam łapać się na tym, że czekam na te spotkania. Wybierałam ładniejsze ubrania, staranniej robiłam makijaż. Kiedy pewnego razu Tomasz przypadkiem dotknął mojej dłoni, sięgając po śrubokręt, poczułam, jak przechodzi mnie prąd.

Odsunęłam się gwałtownie

Marek nadal nie zauważał niczego. Jego praca pochłaniała go całkowicie. Czasem wracał do rzeczywistości w weekendy, ale wtedy był zbyt zmęczony, by robić cokolwiek poza oglądaniem seriali. Moja nieobecność, nawet gdy spędzałam godziny u Tomasza pod pretekstem "konsultacji językowych", nie budziła jego podejrzeń. Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy z Tomaszem nad odmianą czasowników nieregularnych, nalał nam wina.

 Wiesz, że za miesiąc jadę do tego Rzymu powiedział, patrząc mi w oczy.

 Wiem. Jesteś gotowy  odpowiedziałam cicho.

 Nie o to chodzi. Zastanawiam się, czy będę miał do kogo wracać.

Atmosfera zgęstniała. Serce biło mi jak oszalałe. Wiedziałam, co to znaczy. Wiedziałam, że stoję na krawędzi, i że jeden krok dzieli mnie od zrobienia czegoś, czego nie będę mogła cofnąć.

— Tomaszu... ja mam męża  powiedziałam, choć zabrzmiało to słabo, nawet we własnych uszach.

 Męża, który cię nie widzi  odpowiedział, przysuwając się bliżej.

Odsunęłam się gwałtownie, mało nie przewracając kieliszka.

 Muszę iść  rzuciłam, łapiąc notatki.

Cisza po burzy

Wróciłam do domu, dysząc ciężko. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Z gabinetu Marka dobiegał szum komputera. Przez kolejne dni unikałam Tomasza. Nie odpisywałam na wiadomości, nie otwierałam, gdy pukał. Czułam się winna, choć przecież do niczego nie doszło. Ale wiedziałam, że zdradziłam Marka w myślach, że szukałam u innego mężczyzny tego, czego on mi nie dawał.

W końcu nadszedł dzień wyjazdu Tomasza. Widziałam przez okno, jak pakuje walizkę do taksówki. Spojrzał w stronę mojego okna, ale cofnęłam się za firankę. Kiedy taksówka odjechała, usiadłam na kanapie. Dom znów był cichy, przerywany tylko stukotem klawiatury Marka. Naprawione szafki, uszczelniony kran, nowa półka  wszystko przypominało mi o Tomaszu. O tym, jak blisko byłam zrujnowania swojego życia dla odrobiny uwagi.

 Marek?!  zawołałam, podchodząc do drzwi gabinetu.

 Coś się stało? Mam calla za pięć minut  odpowiedział, wciąż patrząc w ekran.

 Nic  szepnęłam.  Nic się nie stało.

Odeszłam od drzwi, czując narastającą pustkę. Tomasz wyjechał, Marek był obok, ale jakby go nie było. Zostałam sama ze swoimi tajemnicami i domem pełnym naprawionych usterek, w którym i tak wszystko wydawało się zepsute.

Beata, 50 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: