Staszek znów wyjechał. Kolejna delegacja, kolejne „kochanie, to tylko trzy dni, zlecą nie wiadomo kiedy”. Jasne. Dla niego pewnie tak. Miał spotkania, kolacje biznesowe, hotele, nowe projekty i ludzi, z którymi umiał się dogadać. Ja miałam tylko puste mieszkanie, które bez niego wydawało się jeszcze większe i cichsze. Zazwyczaj w takie dni po prostu włączałam jakiś serial, jadłam na kolację płatki z mlekiem i szłam spać o 21:00. Tym razem miało być tak samo, ale coś mnie tknęło.

WIDEO

player placeholder

Stanęłam w kuchni, żeby zrobić sobie herbatę, i zorientowałam się, że nie mam cukru. Normalnie piłabym gorzką, ale tego dnia czułam, że potrzebuję czegoś słodkiego. Pomyślałam, że może zapukam do sąsiada. Mieszkaliśmy tu ze Staszkiem od pół roku, ale właściwie nikogo nie znaliśmy. Zza ściany dobiegała czasem cicha muzyka, nic poza tym. Postanowiłam zaryzykować – poczułam, że nie chcę być dziś sama.

Poszłam do sąsiada po cukier

Zapukałam. Otworzył mi chłopak, mniej więcej w moim wieku. Uśmiechnął się, widząc moją zakłopotaną minę.

Zobacz także:

– Cześć, jestem Marta, zza ściany. Wiem, że to brzmi jak najgorszy banał, ale zabrakło mi cukru. Masz może pożyczyć?

Zaśmiał się cicho.

– Cześć. Jasiek. Jasne, wchodź, nie stój tak na korytarzu. Właśnie robię kolację.

Weszłam niepewnie. W mieszkaniu pachniało obłędnie – czosnkiem, pomidorami i jakimiś ziołami. Zobaczyłam, że na blacie w kuchni przygotowuje makaron.

– Co to za zapach? – zapytałam, nie mogąc powstrzymać ciekawości.

– Spaghetti aglio e olio z dodatkiem suszonych pomidorów. Zostało mi całkiem sporo. Zjesz ze mną? Samemu to tak smutno.

Zaskoczył mnie. Zazwyczaj pewnie bym odmówiła, wymamrotała coś o tym, że narzeczony, że muszę wracać. Ale Staszek był trzysta kilometrów stąd, a wizja powrotu do pustego mieszkania i zimnych płatków była przygnębiająca. Zgodziłam się. Przysiadłam na wysokim krześle przy blacie i obserwowałam, jak Jasiek kończy gotować, a potem rozkłada makaron na dwa talerze. Było swojsko, ciepło, zwyczajnie.

Zjedliśmy kolację, pijąc jakaś egzotyczną herbatę, którą Jasiek wyciągnął z szafki. Okazało się, że jest grafikiem i pracuje głównie z domu. Rozmawialiśmy o wszystkim – o pracy, o marzeniach, o tym, dlaczego zamieszkaliśmy w tym mieście. Nie pytał o Staszka, a ja sama jakoś nie miałam ochoty o nim wspominać.

– Wiesz, czasem myślę, że utknęłam – powiedziałam, bawiąc się pustą szklanką. – Mam dobrą pracę, świetne mieszkanie, ale czuję, że dni przeciekają mi przez palce. Wszystko jest takie zaplanowane, takie przewidywalne.

Mogliśmy rozmawiać godzinami

Jasiek spojrzał na mnie z uwagą.

– Rozumiem to. Ja dlatego zrezygnowałem z pracy w agencji. Nie mogłem znieść tej rutyny, tych samych twarzy, tych samych problemów. Teraz mam mniej kasy, ale więcej wolności.

Słuchałam go i czułam coś dziwnego. Czułam, że ktoś mnie naprawdę słucha. Staszek zazwyczaj wracał z pracy zmęczony, szybko jadł kolację i siadał do laptopa. Nasze rozmowy sprowadzały się do logistyki – kto zapłaci rachunki, co kupić na obiad, kiedy pojedziemy do moich rodziców.

Z Jaśkiem rozmawiałam inaczej. Rozmawiałam jak z kimś, komu zależy na tym, co mam do powiedzenia. Siedziałam u niego do północy, a kiedy wracałam do siebie, czułam się lżejsza. Mniej samotna.

Staszek miał wrócić w piątek. W czwartek wieczorem znów zapukałam do Jaśka. Tym razem nie szukałam wymówek.

– Hej, przyniosłam ciastka. Upiekłam, a nie dam rady zjeść wszystkich.

Uśmiechnął się szeroko i zaprosił mnie do środka. Znowu spędziliśmy kilka godzin na rozmowie. Tym razem rozmawialiśmy o podróżach. Opowiadał mi o swoim wyjeździe do Azji, a ja o marzeniu, żeby zobaczyć Islandię. Staszek zawsze mówił, że na Islandii jest za zimno i woli jeździć do Włoch.

– Kiedyś cię tam zabiorę – powiedział Jasiek pół żartem, pół serio. – Zobaczysz, że warto zmarznąć.

Zarumieniłam się. To było głupie, przecież byłam zaręczona. Ale poczułam ukłucie w sercu. Wizja wyjazdu z nim, z kimś tak spontanicznym, wydawała mi się nagle bardzo kusząca.

Kiedy wracałam do swojego mieszkania, spojrzałam na pierścionek zaręczynowy. Złoty, z małym brylantem. Staszek oświadczył się w moje urodziny, w naszej ulubionej restauracji. Było pięknie, wzruszająco, ale teraz, patrząc na ten pierścionek, czułam ciężar. Ciężar oczekiwań, przyszłości, która wydawała się przewidywalna. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać ubrania, próbując zająć czymś ręce. Oparłam się o ścianę i przez chwilę po prostu słuchałam cichej muzyki dobiegającej zza ściany. Złapałam się na tym, że nie chcę, by ta noc się skończyła.

Powrót Staszka mnie nie cieszył

Piątek. Staszek wrócił po południu. Rzucił torbę w korytarzu, pocałował mnie w policzek i od razu zaczął narzekać na korki na autostradzie i trudnego klienta.

– Cześć, kochanie. Straszny miałem tydzień – powiedział, opadając na kanapę. – Zrobisz mi kawę?

Patrzyłam na niego i czułam złość. Nie zapytał, jak ja się czuję, jak minął mi czas. Był taki oczywisty, taki przewidywalny. Poszłam do kuchni i nastawiłam wodę. Przez ścianę usłyszałam muzykę z mieszkania Jaśka.

– Ktoś tu chyba nieźle imprezuje – rzucił Staszek z salonu. – Sąsiad?

– Tak, chyba tak – odpowiedziałam krótko, starając się opanować drżenie głosu.

Wieczór spędziliśmy przed telewizorem. Staszek zasnął po dwudziestu minutach filmu. Siedziałam obok niego, słuchając jego miarowego oddechu, i myślałam o tym, co robi teraz Jasiek. Czyta książkę? Pracuje nad projektem? A może też siedzi sam i myśli o mnie?

Następnego dnia znowu minęłam Jaśka na klatce. Zatrzymał się przy mnie tylko na chwilę, jakby nie chciał sprawiać mi kłopotu.

– Wszystko w porządku? – zapytał cicho. – Wyglądasz na zamyśloną.

Nie odpowiedziałam od razu. Uśmiechnęłam się tylko lekko i kiwnęłam głową.

– Tak, po prostu dopadła mnie jesienna melancholia – wymamrotałam.

Uśmiechnął się ze zrozumieniem.

– Gdybyś potrzebowała pogadać, wiesz, gdzie mnie szukać...

Nagle poczułam, że robi mi się ciepło na sercu. Dawno nikt nie zapytał mnie tak po prostu, czy wszystko w porządku. Staszek nawet nie zauważał, czy mam dobry nastrój, czy nie.

Czułam się niewidzialna

W niedzielny poranek obudziłam się wcześniej niż zwykle. Staszek spał. Zrobiłam sobie kawę i wyszłam na balkon. Spojrzałam na okno Jaśka – paliło się tam światło. Zastanawiałam się, czy mogłabym tak po prostu zejść i zapukać do niego. Miałam ochotę opowiedzieć mu o wszystkim, co czuję, wylać z siebie ten cały niepokój, który narastał od tygodni.

Zamiast tego wróciłam do kuchni. Zaczęłam piec bułeczki – zawsze mnie to uspokajało. W międzyczasie Staszek wstał, przyszedł do kuchni i bez słowa wyjął telefon, z którego nie podnosił wzroku. Próbowałam zacząć jakiś temat, ale on odparł półsłówkiem i znów zniknął w salonie. Czułam się, jakbym była niewidzialna.

Po południu wyszłam na spacer. Przechodziłam koło sklepu i spotkałam Jaśka, który właśnie niósł siatki z zakupami. Zatrzymał się, uśmiechnął i zaproponował, żebym poszła z nim na kawę do pobliskiej kawiarni. Zgodziłam się bez wahania, choć wiedziałam, że to ryzykowne. Tam, przy stoliku, rozmawialiśmy o wszystkim – o dzieciństwie, planach, nawet o tym, co najbardziej nas wkurza w pracy. Potrafił słuchać i zadawać pytania, na które nikt inny nie miał czasu czy ochoty odpowiadać. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że ktoś mnie naprawdę widzi.

Po prostu wstałam i poszłam

Minęło kilka tygodni. Staszek wyjeżdżał rzadziej, ale to wcale nie poprawiło sytuacji. Z każdym dniem czułam, że się coraz bardziej duszę w naszym związku. Kiedy był w domu, drażniły mnie jego przyzwyczajenia, jego sposób mówienia, to, że nie potrafił rozmawiać o niczym poza pracą. Kiedy wychodził do biura, z ulgą nasłuchiwałam, czy za ścianą słychać sasiada.

Z Jaśkiem widywałam się rzadziej. Tylko w przelocie, na klatce schodowej. Uśmiechał się do mnie, mówił cześć, pytał co słychać. Ale w jego oczach widziałam coś, co sprawiało, że robiło mi się gorąco.

Kiedy znów wpadniesz na kolację? – zapytał mnie któregoś dnia, kiedy spotkaliśmy się przy skrzynkach pocztowych.

– Nie wiem. Staszek jest teraz w domu... – zawahałam się, nie wiedząc, jak to wytłumaczyć.

Jasiek pokiwał głową.

– Jasne. Rozumiem. Ale jakbyś znów potrzebowała cukru, to wiesz, gdzie mnie szukać.

Patrzyłam, jak odchodzi w stronę swojego mieszkania. Byłam rozdarta. Ze Staszkiem miałam stabilizację, ślub w planach, rodzinę, która mnie lubiła. Z Jaśkiem nie miałam nic...

Gdy pewnego dnia wieczorem siedziałam na balkonie z kubkiem herbaty, a Staszek grał w coś na konsoli w salonie, spojrzałam na balkonowe okno Jaśka. Paliło się w nim światło. Tylko przez chwilę zastanawiałam się, co by było, gdybym po prostu wstała, wyszła z mojego mieszkania i zapukała do jego drzwi.

Wróciłam do salonu, usiadłam obok Staszka. Przez chwilę przestał grać i pocałował mnie we włosy. Uśmiechnął się i odwrócił głowę w stronę ekranu. I wtedy podjęłam decyzję. Rzuciłam mu tylko, że wychodzę na chwilę, a on nie zapytał nawet, gdzie idę.

– Cześć – powiedziałam, gdy Jasiek otworzył mi drzwi. – Mam ochotę napić się tej twojej egzotycznej herbaty...

– Wspaniale, że przyszłaś! – odpowiedział. – Właśnie nastawiłem wodę.

Marta, 29 lat

Opowiadania są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: