„Maturę zdałam śpiewająco, ale pojawił się inny problem. Egzamin dojrzałości okazał się też życiową lekcją”
„Poczułam dziwny ciężar w piersi. Ten egzamin był przepustką na nasze wymarzone studia. Nie można było go po prostu potrafiać i liczyć na los. Zaczęłam się zastanawiać, czy nasza tablica z marzeniami znaczyła dla niej tyle samo, co dla mnie. Nie drążyłam jednak tematu. Czasu nie dało się cofnąć, arkusze zostały oddane. Pozostało nam tylko czekanie”.

Miałyśmy razem podbić świat, wynająć maleńkie mieszkanie w wielkim mieście i dzielić każdy studencki dzień. Tygodniami ślęczałyśmy nad notatkami, wierząc, że nasza przyjaźń przetrwa każdą próbę i zaprowadzi nas prosto na wymarzoną uczelnię. Nie sądziłam, że jeden portal internetowy z wynikami egzaminów bezpowrotnie przekreśli wszystko, co razem budowałyśmy, a osoba, której ufałam najbardziej na świecie, zrzuci na mnie winę za własne zaniedbania.
Ta tablica była naszą motywacją
Od zawsze uważałam, że przyjaźń to najpiękniejsze, co może spotkać człowieka. Oliwia pojawiła się w moim życiu jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam, jak usiadła obok mnie w ławce, uśmiechnęła się szeroko i poczęstowała mnie domowym ciastkiem. Od tamtej pory byłyśmy nierozłączne. Dzieliłyśmy ze sobą wszystko: tajemnice, ubrania, marzenia i plany na dorosłość. Kiedy weszłyśmy w klasę maturalną, nasz cel był jasny. Chciałyśmy studiować ten sam kierunek, w tym samym mieście. Wybrałyśmy zarządzanie na jednej z najlepszych uczelni.
Nad moim biurkiem powiesiłyśmy wielką tablicę korkową. Przypinałyśmy do niej zdjęcia kampusu, urokliwych kawiarni, w których zamierzałyśmy przesiadywać między wykładami, oraz ogłoszenia o wynajmie malutkich, ale przytulnych kawalerek. Ta tablica była naszą motywacją. Kiedy tylko brakowało mi sił, spoglądałam na te fotografie i wyobrażałam sobie naszą wspaniałą przyszłość. Oliwia zawsze powtarzała, że we dwie damy radę pokonać każdą przeszkodę. Wierzyłam jej. Była dla mnie jak siostra, a nasza wspólna wizja dorosłości napędzała mnie do działania.
Czułam się potrzebna
Szybko jednak okazało się, że nasze podejście do przygotowań drastycznie się od siebie różni. Ja byłam typem osoby, która musi mieć wszystko poukładane. Zaczęłam powtórki już jesienią. Tworzyłam kolorowe mapy myśli, wypisywałam najważniejsze daty, rozwiązywałam próbne arkusze do późnych godzin wieczornych. Mój pokój tonął w segregatorach i samoprzylepnych karteczkach. Oliwia natomiast traktowała ten czas z ogromną beztroską.
Kiedy przychodziła do mnie na zaplanowane wspólne sesje naukowe, najczęściej rzucała plecak w kąt i wyciągała telefon. Zamiast skupić się na matematyce czy języku angielskim, opowiadała mi o najnowszych trendach, planach na weekend, albo po prostu przeglądała media społecznościowe.
— Musimy przerobić ten dział z historii sztuki, inaczej nie zdążymy przed majem — próbowałam ją upominać, wskazując na gruby podręcznik.
— Daj spokój, mamy jeszcze mnóstwo czasu — odpowiadała z lekkim uśmiechem, nie odrywając wzroku od ekranu. — Przecież zawsze jakoś nam się udaje. Przeczytasz mi potem swoje notatki i wszystko zrozumiem w pięć minut. Jesteś w tym najlepsza.
Z początku takie słowa mi schlebiały. Czułam się potrzebna, a pomoc przyjaciółce wydawała mi się naturalnym obowiązkiem. Spędzałam więc dodatkowe godziny, tworząc skrócone wersje moich materiałów specjalnie dla niej. Wierzyłam, że to moje wsparcie pomoże jej przejść przez ten trudny czas. Nie zauważałam, że powoli staję się odpowiedzialna za nas dwie, a ona nawet nie próbuje włożyć w to własnego wysiłku.
Odpychałam te myśli
W naszej klasie był chłopak o imieniu Kacper. Zawsze spokojny, opanowany, bardzo analitycznie podchodzący do rzeczywistości. Siedział kilka ławek za nami i często obserwował nasze zachowanie. Pewnego deszczowego wtorku, kiedy czekaliśmy na korytarzu na rozpoczęcie zajęć z polskiego, Oliwia poszła do sklepiku, a Kacper podszedł do mnie. W rękach trzymał zeszyt z fizyki, ale patrzył wprost na moje zmęczone oczy.
— Nie uważasz, że ona cię po prostu wykorzystuje? — zapytał nagle, zniżając głos.
— Kto? Oliwia? — Zamrugałam zdezorientowana. — Co ty w ogóle wygadujesz? Przecież my się tylko razem uczymy.
— Ty się uczysz — poprawił mnie stanowczo Kacper. — Ona po prostu przepisuje twoją pracę. Zobaczysz, że przed samą maturą to ty będziesz wykończona, a ona wejdzie na salę z pustą głową, licząc na łut szczęścia. Nie powinnaś robić za nią wszystkiego.
Zezłościłam się wtedy na niego. Uznałam, że nic nie rozumie, że po prostu zazdrości nam tak silnej więzi. Broniłam Oliwii z zapałem, przekonując go, że ona po prostu inaczej przyswaja wiedzę. Jednak jego słowa gdzieś we mnie rezonowały. Zaczęłam uważniej przyglądać się naszym spotkaniom. Zauważyłam, jak Oliwia ziewa, gdy tłumaczę jej skomplikowane zagadnienia. Jak prosi o moje gotowe wypracowania, by „tylko się zainspirować”, a potem w szkole oddaje niemal identyczny tekst. Mimo to odpychałam te myśli. Nie chciałam psuć naszej relacji kłótniami o szkołę. Marzenie o wspólnym studenckim życiu było zbyt silne.
Poczułam dziwny ciężar w piersi
Kiedy nadszedł maj, powietrze w szkole wydawało się gęste od stresu. Zapach wypastowanej podłogi na sali gimnastycznej, szelest eleganckich ubrań, dźwięk rozkładanych arkuszy – to wszystko sprawiało, że czułam ucisk w żołądku. Byłam jednak przygotowana. Każde zadanie, które pojawiało się przed moimi oczami, wydawało mi się znajome. Moje miesiące ciężkiej pracy zaczęły przynosić owoce. Rozwiązywałam zadania z pewnością siebie, czując, że kontroluję sytuację.
Po wyjściu z kluczowego dla nas egzaminu rozszerzonego, czekałam na Oliwię przed budynkiem szkoły. Świeciło piękne słońce, a wiatr delikatnie poruszał liśćmi drzew. W końcu wyszła. Wyglądała na zadowoloną, co odrobinę mnie uspokoiło.
— Jak ci poszło? — zapytałam od razu, podchodząc do niej. — Było to jedno trudne zadanie opisowe, jak sobie z nim poradziłaś?
— A, pominęłam je. — Machnęła ręką z beztroskim śmiechem. — Stwierdziłam, że i tak mi nie wyjdzie, to po co tracić czas. Resztę coś tam pozaznaczałam. Strzelałam w tych zamkniętych. Będzie dobrze, przeczucie mi podpowiada, że zdamy. Idziemy na lody?
Poczułam dziwny ciężar w piersi. Ten egzamin był przepustką na nasze wymarzone studia. Nie można było go po prostu „postrzelać” i liczyć na los. Zaczęłam się zastanawiać, czy nasza tablica z marzeniami znaczyła dla niej tyle samo, co dla mnie. Nie drążyłam jednak tematu. Czasu nie dało się cofnąć, arkusze zostały oddane. Pozostało nam tylko czekanie.
Zaledwie kilkanaście procent
Początek lipca upłynął pod znakiem narastającego napięcia. Dzień ogłoszenia wyników miał zdecydować o naszej przyszłości. Umówiłyśmy się z Oliwią u mnie w domu. Zaparzyłam dzbanek ulubionej herbaty malinowej, przygotowałam ciastka. Siedziałyśmy na łóżku z laptopem na kolanach. Moje dłonie drżały, gdy wpisywałam swój numer PESEL i hasło do systemu.
Strona ładowała się w nieskończoność. Każda sekunda zdawała się trwać godzinę. W końcu ekran odświeżył się i pojawiła się tabela z moimi wynikami. Przejechałam wzrokiem po pozycjach. Polski, matematyka, język obcy — wszystko na niezwykle wysokim poziomie. Przedmioty rozszerzone niemal bezbłędnie. Zdałam znakomicie. Miałam gwarancję, że dostanę się na uczelnię, o której tak marzyłyśmy.
Uśmiechnęłam się szeroko, czując łzy ulgi gromadzące się pod powiekami.
— Zdałam! Mam wystarczająco dużo punktów! — powiedziałam głośno.
— Super — odparła Oliwia, choć jej głos brzmiał jakoś płasko. — Teraz moja kolej. Podyktuj mi mój numer, nie chce mi się szukać w portfelu.
Podałam jej dane, które zapisała na kartce. Wklepała hasło. Kiedy strona się załadowała, zapadła głucha cisza. Spojrzałam na ekran. Podstawa była zdana na zadowalającym poziomie, ale przy najważniejszym rozszerzeniu widniała liczba punktów tak niska, że nie dawała najmniejszych szans na rekrutację na nasz wspólny kierunek. Zaledwie kilkanaście procent. To był koniec jej marzeń o tej uczelni.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem
Siedziałam obok niej, nie wiedząc, jak się zachować. Chciałam ją przytulić, znaleźć słowa pocieszenia. W głowie szybko układałam plan awaryjny.
— Oliwia, nie martw się — zaczęłam delikatnie. — Są inne uczelnie w tym mieście. Złożymy dokumenty gdzie indziej. A za rok możesz to poprawić. Przecież znajdziemy rozwiązanie, nadal możemy zamieszkać razem.
Zamiast odpowiedzi, usłyszałam trzask zamykanego gwałtownie laptopa. Oliwia odwróciła się do mnie. Jej twarz była ściągnięta, oczy zwężone, a usta wykrzywione w grymasie, jakiego nigdy wcześniej u niej nie widziałam.
— Nie martw się? Łatwo ci mówić! — Podniosła głos, a jej ton był ostry jak brzytwa.
— Przecież wiesz, że chcę ci pomóc...
— Pomóc?! — prychnęła z pogardą, wstając z łóżka. — Gdybyś chciała mi pomóc, to bym teraz nie była w takiej sytuacji! Wszystko twoja wina!
Zamarłam. Komunikat dotarł do mojego mózgu, ale nie potrafiłam go przetworzyć.
— Moja wina? O czym ty mówisz?
— O tym, że celowo robiłaś mi beznadziejne skróty notatek! — krzyczała teraz, chodząc nerwowo po pokoju. — Zostawiałaś najważniejsze informacje dla siebie, żeby błyszczeć! Wiedziałaś, że nie lubię czytać całych podręczników, więc dawałaś mi ochłapy. Przez ciebie nie wiedziałam, jak rozwiązać to zadanie otwarte. Sabotowałaś mnie od samego początku, bo chciałaś być tą lepszą!
Czułam się, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Spędziłam dziesiątki godzin, próbując wcisnąć w nią chociaż ułamek wiedzy, zarywając noce, by ułatwić jej naukę. A ona stała teraz nade mną, zrzucając na mnie odpowiedzialność za to, że wolała oglądać filmy w internecie zamiast otworzyć zeszyt.
— Przecież to absurd — powiedziałam cicho, czując, jak łzy dławią mnie w gardle. — Błagałam cię, żebyśmy się uczyły. Mówiłaś, że mamy czas.
— Jasne, teraz zrób z siebie ofiarę! — rzuciła w moją stronę. Złapała swój plecak i podeszła do drzwi. — Nie chcę cię więcej znać. Radź sobie sama w tym wielkim mieście, skoro jesteś taka idealna.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja zostałam sama w pokoju, patrząc na tablicę korkową pełną naszych wspólnych zdjęć i niespełnionych obietnic.
Uśmiecham się do siebie
Dni, które nastąpiły po tej kłótni, były jednymi z najtrudniejszych. Oliwia zablokowała mój numer telefonu, przestała mnie obserwować w internecie. Przez wspólnych znajomych dowiadywałam się, że opowiada wszystkim wyssaną z palca historię o mojej rzekomej zdradzie i zawiści. Większość osób wiedziała jednak, jak wyglądała nasza nauka i nikt nie traktował jej słów poważnie. Nawet Kacper napisał do mnie krótką wiadomość: „Mówiłem ci. Nie przejmuj się nią, zrobiłaś wszystko, co mogłaś”.
Październik przyniósł upragniony wyjazd. Znalazłam mały, przytulny pokój w mieszkaniu studenckim. Sama pakowałam swoje walizki, sama szukałam na mapie budynków uczelni. Kiedy po raz pierwszy weszłam na wydział zarządzania, rozejrzałam się po tłumie nowych ludzi. Brakowało mi jej beztroskiego śmiechu i radosnej paplaniny. Czułam ukłucie żalu, że nie dzielimy tego momentu.
Jednak z każdym kolejnym dniem uświadamiałam sobie ważną rzecz. Utrata tej relacji była bolesna, ale była też lekcją. Zrozumiałam, że nie mogę brać na swoje barki odpowiedzialności za życie innych ludzi. Każdy musi zapracować na swój sukces samodzielnie. Oliwia wybrała drogę na skróty, a w obliczu porażki wybrała najłatwiejsze wyjście – obwinienie kogoś innego.
Dzisiaj, pijąc kawę w papierowym kubku na uczelnianym korytarzu, uśmiecham się do siebie. Mam wokół siebie nowych znajomych, którzy cenią mnie za to, kim jestem, a nie za to, co mogę za nich zrobić. Przyszłość w wielkim mieście zapowiada się pięknie, nawet jeśli muszę budować ją na własny rachunek. Wiem, że zasłużyłam na to miejsce i nikt mi tego nie odbierze.
Paula, 19 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zepsułam wnuczce komunię, bo dałam tylko 100 zł w kopercie. Synowa uznała, że powinnam się wstydzić”
- „Teściowa ciągle narzekała na brak pieniędzy, więc jej pomagaliśmy. Podczas 1 obiadu wydało się, że kłamała”
- „Podczas remontu kuchni teściowa ciągle się wtrącała. Szybko zrozumiałam, które kafelki wygrają, bo mąż ufał mamusi”

