Starałam się skupić na tabelach w komputerze, ale cień stojącego nad moim biurkiem Norberta skutecznie mi to uniemożliwiał. Trzymał w ręku kubek z kawą i uśmiechał się w sposób, który jeszcze dwa tygodnie temu uznałabym za niezwykle uroczy. Dziś jednak czułam jedynie rosnące napięcie w karku i nieprzyjemny ścisk w żołądku. Wiedziałam, że za chwilę z jego ust padnie kolejny głupi tekst, który dotrze do uszu wszystkich osób pracujących w naszym biurze.
WIDEO…
– Alina, jeśli będziesz tak intensywnie wpatrywać się w ten monitor, to pomyślę, że próbujesz uniknąć mojego wzroku – powiedział na tyle głośno, że dwie osoby podniosły głowy znad komputerów.
– Po prostu pracuję, Norbercie. Mam dzisiaj mnóstwo zamówień do zamknięcia przed piętnastą – odpowiedziałam, starając się zachować spokój i rzeczowy ton.
– Praca nie zając, nie ucieknie. A ładny uśmiech kolegi z sąsiedniego działu to rzadkość, którą powinnaś doceniać – odparł z łobuzerskim mrugnięciem oka, po czym głośno odstawił kubek na krawędź mojego biurka.
Był uprzejmy, prawił komplementy
Pracuję w naszej firmie od trzech lat. To średniej wielkości przedsiębiorstwo zajmujące się dystrybucją materiałów wykończeniowych. Atmosfera zazwyczaj była dobra, spokojna, a relacje między pracownikami poprawne. Norbert dołączył do działu handlowego niespełna pół roku temu. Od pierwszych dni zwracał na siebie uwagę. Wysoki, zawsze elegancko ubrany, przebojowy i niezwykle pewny siebie. Wnosił do naszego nieco sennego zespołu energię, której wszystkim brakowało.
Początkowo nasze relacje układały się wspaniale. Norbert był dla mnie bardzo uprzejmy. Przynosił mi herbatę z zakładowej kuchni, częstował ciasteczkami, pomagał przy przenoszeniu cięższych segregatorów z archiwalną dokumentacją. Zawsze też znajdował chwilę, by zamienić ze mną parę słów po zakończeniu zmiany. Nie ukrywam, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po rozwodzie, który miał miejsce dwa lata temu, powoli odbudowywałam swoją pewność siebie i myśl, że ktoś taki jak Norbert wykazuje mną zainteresowanie, była niezwykle miła.
Problem polegał na tym, że Norbert miał specyficzny sposób bycia. Jego komplementy bardzo szybko zaczęły mieszać się z żartami, które wprawiały mnie w zakłopotanie. Często przekraczał cienką granicę między sympatyczną pogawędką a brakiem taktu, szczególnie gdy w pobliżu znajdowali się inni ludzie.
– Alina dzisiaj znowu wygląda tak, jakby planowała po pracy ruszyć na podbój męskich serc! – potrafił rzucić na porannym zebraniu zespołu.
Wszyscy się śmiali, a ja czułam, jak gorący rumieniec zalewa moje policzki.
Kolega lubił być w centrum
Podczas obiadu w biurowej stołówce zaczęłam rozmowę z Martą, z którą pracowałam biurko w biurko od samego początku mojej pracy w firmie. Marta znała mnie najlepiej i doskonale widziała, że sytuacja zaczyna mnie przytłaczać.
– Norbert po prostu próbuje cię poderwać, ale robi to w stylu nastolatka, który nie wie, jak zwrócić na siebie uwagę – powiedziała Marta, mieszając sałatkę w plastikowym pojemniku.
– Ale czy on musi robić z tego przedstawienie przed wszystkimi? – zapytałam rozżalona. – Podoba mi się, naprawdę. Gdy rozmawiamy na osobności na parkingu czy w korytarzu, potrafi być naprawdę ciepłym i wartościowym facetem. Ale gdy pojawia się widownia, zamienia się w kogoś zupełnie innego.
– On uwielbia być w centrum zainteresowania – zauważyła trzeźwo Marta. – To handlowiec. Dla niego nie ma znaczenia, czy skupia na sobie uwagę wynikami sprzedaży, czy głupim żartem. Liczy się to, że wszyscy na niego patrzą. Jeśli chcesz z nim czegokolwiek spróbować, musisz od razu postawić jasne granice. Inaczej wejdzie ci na głowę i zrobi z twojego życia temat do biurowych plotek.
Słowa Marty dały mi do myślenia. Postanowiłam, że przy najbliższej okazji porozmawiam z Norbertem sam na sam i delikatnie wytłumaczę mu, że jego publiczne uwagi nie są dla mnie miłe. Chciałam dać naszej relacji szansę, ale na moich warunkach – z poszanowaniem mojej prywatności i profesjonalizmu w miejscu pracy.
Pojechaliśmy na wyjazd szkoleniowy
Okazja do rozmowy pojawiła się szybciej, niż się spodziewałam, choć w zupełnie innych okolicznościach. Firma zorganizowała dla wszystkich pracowników dwudniowe szkolenie integracyjne z zakresu komunikacji i negocjacji. Wyjechaliśmy do ośrodka szkoleniowego położonego niedaleko naszego miasta. Zaplanowano intensywne warsztaty od rana do późnego popołudnia, a wieczorem wspólną kolację w sali bankietowej.
Już od pierwszych godzin wyjazdu Norbert wyraźnie szukał ze mną kontaktu. Podczas zajęć warsztatowych siadał obok mnie, podawał mi materiały, a w trakcie przerw na kawę nie odstępował mnie na krok. Jego uwagi nadal były pełne aluzji, ale starałam się obracać je w żart, czekając na odpowiedni moment, by porozmawiać na osobności.
Drugiego dnia szkolenia prowadzono ćwiczenia z zakresu perswazji i przełamywania oporu w trudnych sytuacjach biznesowych. Trener, starszy i bardzo wymagający mężczyzna, poprosił o dwóch ochotników do odegrania scenki przed całą grupą. W sali siedziało ponad trzydzieści osób, w tym dyrekcja naszej firmy.
Norbert natychmiast podniósł rękę i bez wahania wyszedł na środek sali. Był w swoim żywiole. Trener wyjaśnił zadanie: Norbert miał zaprezentować propozycję tak przekonującą i odważną, by druga strona nie mogła jej odrzucić, stosując przy tym wybrane techniki erystyczne.
– Potrzebuję partnerki do tej symulacji – powiedział Norbert z szerokim uśmiechem i omiatając wzrokiem zebranych, wybrał mnie bez sekundy wahania. – Alina, zapraszam na scenę. Z tobą te negocjacje będą najbardziej interesujące.
Poczułam, jak całe ciało mi sztywnieje. Nie chciałam wychodzić, ale czując na sobie wzrok kierownictwa i całego zespołu, nie miałam wyjścia. Wstałam i podeszłam do niego, starając się zachować kamienną twarz.
Cała sala wstrzymała oddech
Stanęłam naprzeciwko Norberta. Trener dał sygnał do rozpoczęcia ćwiczenia. Oczekiwano od nas profesjonalnego odegrania scenki sprzedażowej lub negocjacyjnej. Norbert uśmiechnął się szeroko, odchylił lekko do tyłu i zablokował dłonie na biodrach, przyjmując postawę pewnego siebie zdobywcy.
– Alinko – zaczął głośnym, dobitnym głosem, który bez problemu niósł się po całej sali konferencyjnej. – Żeby te nasze biurowe negocjacje wreszcie poszły gładko i żebyśmy nie musieli ciągle udawać, że chodzimy wokół siebie na paluszkach, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
Zamarłam. Miałam nadzieję, że powiąże to z jakimś fikcyjnym projektem, ale on kontynuował, wyraźnie rozbawiony własną odwagą.
– Zapraszam cię dzisiaj na kolację. Ale to nie będzie zwykła kolacja, to będzie kolacja ze mną, która zakończy się... – tu zrobił dramatyczną pauzę – ...dopiero śniadaniem – dodał, zniżając głos. – Bądź gotowa na szóstą! – zakończył, puszczając do mnie oko.
W sali zaległa cmentarna cisza, która trwała ułamek sekundy, po czym wybuchła fala głośnego, niekontrolowanego śmiechu. Niektórzy koledzy zaczęli gwizdać, ktoś z tyłu rozbawiony uderzył dłonią w stół. Trener zdezorientowany mrugał oczami, a kierownik działu handlowego zasłonił twarz dłonią, wykrzywiając usta w zażenowanym uśmiechu.
Stałam tam, na środku tej sali, czując jak cała krew odpływa mi z twarzy. To nie był niewinny flirt. To było upokorzenie. Norbert sprowadził moje poczucie godności, mój profesjonalizm i całą moją relację z nim do roli taniego dowcipu, który miał mu przynieść poklask u kolegów z pracy.
– Norbert – powiedziała wyjątkowo spokojnym, chłodnym tonem, choć w środku cała się trzęsłam. – Pomyliłeś warsztaty szkoleniowe z kabaretem. A te negocjacje uważam za zamknięte. Nigdy do nich nie wrócimy.
Odwróciłam się na pięcie i bez słowa wyszłam z sali konferencyjnej, ignorując cichnące powoli śmieszki i zaskoczony wzrok Norberta, któremu po raz pierwszy w życiu zabrakło języka w gębie.
Miałam do czynienia z niedojrzałym gościem
Spędziłam resztę popołudnia w swoim pokoju hotelowym, pakując torbę i porządkując myśli. Marta przyszła do mnie tuż po zakończeniu oficjalnej części warsztatów. Była wściekła na Norberta.
– Przegiął, Alina. Nawet szef powiedział mu na osobności parę ostrych słów o braku wyczucia i profesjonalizmu – relacjonowała, siedząc na brzegu mojego łóżka.
– Najgorsze jest to, że ja naprawdę myślałam, że on coś do mnie czuje – wyznałam, patrząc w okno. – A dla niego byłam tylko kolejnym rekwizytem w jego prywatnym show. Chciał zabłysnąć, pokazać, jaki jest pewny siebie i bezpośredni.
– Dobrze, że stało się to teraz, a nie po tym, jak byście się zaczęli spotykać – podsumowała przytomnie Marta.
Wieczorem, gdy schodziłam do holu, Norbert próbował do mnie podejść. Nie było już w nim dawnej pewności siebie, choć nadal próbował obracać wszystko w żart.
– Alina, daj spokój, nie gniewaj się – powiedział, zagradzając mi drogę przy schodach. – Przecież to było tylko ćwiczenie z perswazji! Chciałem rozładować atmosferę na tym sztywnym szkoleniu. Daj spokój, nie bądź taka przewrażliwiona.
Spojrzałam na niego i nagle poczułam ogromną ulgę. Zobaczyłam w nim człowieka niedojrzałego, pozbawionego empatii i podstawowej kultury osobistej. Cały czar, który wokół siebie roztaczał przez ostatnie tygodnie, prysnął w jednej chwili.
– Nie jestem przewrażliwiona, Norbercie – odpowiedziałam bardzo wyraźnie, patrząc mu prosto w oczy. – Po prostu cenię swój profesjonalizm i mam szacunek do samej siebie. Od dzisiaj nasze relacje ograniczą się do absolutnego minimum służbowego. Jeśli spróbujesz jeszcze raz zrobić ze mnie obiekt swoich dowcipów, sprawa trafi bezpośrednio do kierownika działu kadr.
Nie czekałam na jego odpowiedź. Odeszłam, zostawiając go na korytarzu.
Po powrocie do firmy dotrzymałam słowa. Ucięłam wszelkie prywatne rozmowy, ignorowałam jego próby nawiązania kontaktu i ograniczałam się do krótkich, oschłych informacji mailowych dotyczących spraw służbowych. Norbert szybko zrozumiał, że stracił szansę, a jego głupie żarty kosztowały go relację z kimś, kto naprawdę szczerze się nim interesował. Dziś wiem, że ten publiczny wybryk był najlepszym, co mogło mnie spotkać – oszczędził mi rozczarowania i bolesnego zawodu na znacznie późniejszym etapie.
Alina, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Wszystkich Świętych sama zrobiłam wieńce, by zaoszczędzić. Bratowa mnie wyśmiała, ale szybko pożałowała swoich słów”
- „Kiedy mąż powiedział, że kupujemy działkę, byłam zachwycona. Zapomniał dodać, że mówiąc »my« miał na myśli nas i teściów”
- „Myślałam, że córka z dobrego serca przygarnęła mnie na starość. Już w progu dostałam harmonogram mojej codziennej harówki”