Reklama

To wszystko stało się przez zupełny przypadek. Wpadliśmy na siebie na ulicy. Dzień był wyjątkowo pochmurny, a ja patrzyłam pod nogi, by nie wpaść w kałużę. Stuknęłam go parasolką, podniosłam wzrok i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam:

– Krzysiek? – zamurowało mnie.

– Pola? No nie wierzę!

Co on tutaj robił? Z tego, co pamiętam, to Krzysiek wyjechał do Szwecji za pracą. Jak to jest możliwe, że wpadam na niego w naszym rodzinnym mieście. Przywitaliśmy się uściskiem pełnym ciepła.

– Jeju, tak dawno cię nie widziałem, ale poznałbym cię z drugiego końca ulicy, nic się nie zmieniłaś. Co powiesz na szybką kawę? – zaproponował.

– Byłabym głupia, gdybym odmówiła, tak bardzo ciekawi mnie, co u ciebie słychać. Chodźmy, znam fajną rodzinną kawiarnię, jest tuż za rogiem.

Ile to już lat się nie widzieliśmy? 7? A może 8? Nie pamiętam, przestałam liczyć. Jedno jednak jest pewne: wciąż miał w sobie ten czarujący urok, który nie pozwalał oderwać od niego wzroku. Coś, co zawróciło mi w głowie już lata temu. Coś, do czego wzdychałam każdego poranka, a później coś, przez co wylałam morze łez w poduszkę. To był cały Krzysiek.

– Powiem ci, że czas jest dla ciebie wyjątkowo łaskawy – rzuciłam. Co ty tutaj właściwie robisz?

– Przyjechałem do Basi, nie mówiła ci? Nasza córka czasem jest tajemnicza. Poprosiła mnie, żebym nauczył ja grać w tenisa. No cóż, własnemu dziecku się nie odmawia.

No tak, pominęłam jeden ważny szczegół

Krzysiek to mój byly mąż i mamy wspólne dziecko. Basia zawsze musiała postawić na swoim, ma to po mamie, za to sportowe zacięcie zdecydowanie odziedziczyła po tacie. To własnie ta ekstremalna mieszanka zaprowadziła ją na studia za granicę, a fakty, że Krzysiek mieszkał w Szwecji, tylko ułatwił cały proces.

Kiedy się rozstaliśmy, Basia miała może 7 lat. Dokładaliśmy wszelkich starań, żeby nasz rozwód jak najmniej ją zabolał. Były mąż zabierał ją na święta, wakacje, czasem jakieś wycieczki. Doceniałam to, bo bardzo zależało nam, żeby córka nie czuła się pokrzywdzona przez to, że jej rodzice się nie dogadali. Nie będę ukrywać, że z Krzyśkiem stanowimy świetny duet rodzicielski, bo nasza córka wyrosła na mądrą, zdolną i ambitną kobietę. Jestem wręcz pewna, że nie byłoby to możliwe, gdybyśmy wciąż byli małżeństwem.

Gdy bralismy ślub oboje byliśmy pewni swoich uczuć. Pragnęlismy spędzić ze sobą resztę życia. Byliśmy jak 2 krople wody. Czulismy, że razem jesteśmy nie do pokonia, że nie ma problemów, których nie potrafilibyśmy wspólnie rozwiązać. Oboje byliśmy zaangażowani w nasze własne kariery, w wychowanie dziecka. Byliśmy książkowym przykładem idealnego małżeństwa. Jednak z czasem pojawiło się drobne ALE.

Początkowo wszystko układało się bajkowo. Krzysiek zaczynał doktorat na politechnice, ja rozwijałam się pod kątem prawniczym. Wspieraliśmy się nawzajem, imponowalismy sobie wzajemną konsekwencją i uporem maniaka. Jednak z czasem zaczęło wychodzić, że lubimy siebie najbardziej, gdy jesteśmy osobno. Już tłumaczę. Krzysiek całe dnie spędzał na uczelni i w pracy, ja podobnie. Wspólny czas był mocno ograniczony i sprowadzał się do obowiązków związanych z wychowaniem dziecka. Dla niej potrafiliśmy się postarać, jednak dla siebie samych? Już nie...

To była nasza wspólna decyzja

Miałam wrażenie, że kochamy się i nienawidzimy jednocześnie. Pod wspólnym dachem czuliśmy się jak w klatce. Żylismy według pewnego schematu. Krzysiek często wyjeżdżał w związku ze specyfiką swoich studiów i pracy. Nie było go w domu od kilku tygodni aż czasami do 2 miesięcy. Ten czas był najlepszy. Byliśmy na odległość, dawkowaliśmy sobie siebie nawzajem, a gdy mąż wracał, przez kilka dni czuliśmy się jak nowe małżeństwo. Jednak po tygodniu opadały maski i wszystko wracało na stare tory.

To wszystko najbardziej odbijało się na naszej córce. Nie da się 24/7 udawać, że wszystko jest ok, więc czasem puszczały nam hamulce. Basia to widziała i czuła. Stawała się nerwowa, marudna, płaczliwa. Zadawała pytania. Wiedziałam, że musimy wybrać. To była nasza wspólna decyzja. Tak po prostu było najlepiej dla naszego zdrowia i dla Basi.

Po rozwodzie nasze życia i relacja między nami wróciła do normy, bo w gruncie rzeczy my się naprawdę lubiliśmy. Może właśnie dlatego tak dziwnie się poczułam, gdy Krzysiek wyjechał do Szwecji te 7 lat temu. Przeżyliśmy wspólnie wiele pięknych chwil, które nie pozwalały mi źle o nim myśleć. Widywałam się z mężczyznami od rozwodu, ale to nigdy nie było to. Stawiałam raczej na przelotne romasne, bo przecież każda kobieta ma swoje potrzeby i pragnie miłości, ale nigdy nie myślałam o powtórnym małżeństwie. Nie ukrywałam tego, że Krzysiek był miłością mojego życia i nigdy nikogo nie pokocham tak mocno, jak jego. Próbowałam, ale nie dałam rady.

Dziś, gdy znów zobaczyłam te piękne, błyszczące, błękitne oczy, coś się we mnie obudziło. Zatraciłam się w nich tak, jak lata temu.

– Wiesz, dostałem propozycję z politechniki, by przeprowadzić badania tu, w kraju. Musiałbym się znów przeprowadzić do Polski. Zgodziłem się, bo nic nie trzyma mnie w Szwecji i miło byłoby wrócić do ojczyzny... – tłumaczył.

– Przepraszam, ale... muszę to powiedzieć. Bardzo za tobą tęskniłam – wyrzuciłam z siebie i poczułam ulgę.

Dał mi nadzieję

Spojrzałam speszona na Krzyśka. Bałam się, że zobaczę zmieszanie, pogardę, albo wstręt i współczucie. Nic z tego. Jego oczy rozbłysły blaskiem nadziei. Poczułam, że dotknął mojej dłoni, uniósł i przytknął do niej usta. Pocałował mnie, a potem spojrzał mi głeboko w oczy i uśmiechnął się. Dawno nie czułam się tak spełniona. Znów poczułam motylki w brzuchu. To było cudowne.

Jeszcze piękniejsze było to, co wydarzyło się później. Poszlismy do mojego mieszkania, długo rozmawialiśmy. O życiu, o przyszłości, o nas. Na rozmowach się nie skończyło. W nocy nadrabialismy to, co straciliśmy przez ostatnie lata. Gdy rano obudziłam sie u boku mojego byłego męża, poczułam dziwny spokój. Powinnam wpaść w panikę, szaleć, ale nic z tego. Jego obecność była kojąca. Patrzyłam jak się budzi, zatopiłam dłoń w jego siwiejących włosach, złożyłam pocałunek na czole. Krzysiek otworzył oczy i uśmiechnął się:

– Pobierzmy się. Na nowo. Chcę się z tobą zestarzeć. Dojrzałem do tego – to było pierwsze, co powiedział, gdy tylko się obudził.

Zaśmiałam się, bo sądziłam, że żartuje, ale on mowił poważnie.

– Ja po prostu czuję, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Może nie jest nam dane dzielić domu, ale nasze serca od dawna są połączone i nie da się temu zaprzeczyć.

– Też to czuję, ale pamiętasz jak było, gdy mieszkaliśmy razem? Boję się, że to się powtórzy.

– Nie mówię, że mamy ze sobą zamieszkać. Bądźmy małżeństwem, ale na lekkim dystansie. Może z czasem poczujemy, że to czas bym się wprowadził, wtedy to zrobimy, ale dajmy sobie czas na wszystko.

– Wiesz, że to kompletne wariactwo? – zaczęłam się śmiać.

–Wiem, ale tylko wariaci są coś warci, tak mówią młodzi, prawda?

– W sumie, zawsze nasze życie było poukładane, może najwyższa pora, żeby odpiąć wrotki – udzielił mi się szczeniacki slang.

Zrobilismy to

Po cichu poszliśmy do urzędu i ponownie wzięlismy ślub, bez gości, oprawy, z 2 świadkami i urzędniczką. Do córki zadzwoniliśmy zaraz po ceremonii.

– Basiu, tu tata – powiedział mąż.

– Tata? Czemu dzwonisz z telefonu mamy?

– Cześć córciu – powiedziałam, bo rozwawialiśmy przez głośnomówiący. – Tak się składa, że tatuś i mamusia wzięli ślub!

– Co? Czyj tatuś i mamusia? O czym wy gadacie? – odpowiedziała zmieszana.

– No, twoi rodzice wzięli ślub. Znowu!

– To wspaniale! Mam nadzieję, że to nie jest głupi żart, bo serio się pogniewam!

– Nie, to nie żart. Znów jesteśmy razem...

Dziś mijają 2 lata od tego całego szaleństwa. Nie myliliśmy się. Ten układ, w którym żyjemy, sprawdza się idealnie. Mieszkamy osobno, ale wciąż spędzamy czas razem. Nikt nie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, a jednocześnie staramy się wspólnie podejmować decyzje. Ludzie wytrzeszczają oczy, gdy mówimy im o naszym związku, ale nie dbam o to. Nam jest dobrze. W końcu jesteśmy szczęśliwi.

Pola, 52 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama