Sesja egzaminacyjna zawsze była dla mnie najtrudniejszym czasem w roku. Kawa pita litrami, zarwane noce, notatki walające się po całym pokoju w akademiku, wieczny bałagan i poczucie, że wszystko wisi na włosku. Ale tym razem czułam się inaczej. To nie był tylko stres przed kolokwium z historii literatury. Byłam zmęczona tak, jakby ktoś wysysał ze mnie całą energię. Każdego ranka budziłam się z mdłościami, które zrzucałam na karb niewyspania i złej diety. Nawet żelki rzucane przez moją współlokatorkę nie poprawiały mi humoru.

WIDEO…

player placeholder

– Ewelina, strasznie wyglądasz – stwierdziła Asia, rzucając mi na łóżko paczkę żelków. – Musisz trochę odpocząć, bo nie dożyjesz do końca tygodnia.

– Odpocznę po piątku – mruknęłam, przewracając kolejną kartkę w podręczniku. – Jeszcze tylko dwa egzaminy i wracam do domu na ferie.

Zobacz także:

Mój chłopak nie był na to gotowy

W głębi duszy wiedziałam jednak, że to nie jest tylko stres. Zrobiłam test. Dwie kreski. Siedziałam na brzegu wanny we wspólnej łazience, wpatrując się w ten plastikowy patyczek, jakbym miała nadzieję, że zaraz zniknie. Dwadzieścia jeden lat, studia, stypendium... i dziecko. Mój chłopak, Kacper, z którym byłam od pierwszego roku, zawsze powtarzał, że mamy całe życie przed sobą. Najpierw studia, podróże, wolność. Tyle planów.

Musiałam z nim wreszcie porozmawiać. Czekałam na niego wieczorem. Mieliśmy iść na pizzę, żeby uczcić jego ostatni zdany egazmin. Zamiast tego usiedliśmy na moim łóżku, a ja bez słowa podałam mu test ciążowy. Patrzył na niego długo, w milczeniu, jakby nie rozumiał, co widzi.

– Jesteś pewna? – zapytał w końcu, unikając mojego wzroku.

– Zrobiłam dwa. Oba pozytywne. Byłam też u lekarza... Kacper, to szósty tydzień.

Zaczął nerwowo chodzić po pokoju, ścisnął dłonie w pięści.

– Przecież to... to niemożliwe. Uważaliśmy.

– Najwyraźniej nie dość dobrze – powiedziałam cicho, czując, jak gardło zaciska mi się z nerwów. Zaczęłam się trząść. Nie wiedziałam, czy ze strachu, czy z zimna.

– Ewelina, ja... ja nie jestem gotowy na bycie ojcem. Mam dwadzieścia dwa lata! Chciałem wyjechać na Erasmusa, mam plany...

– Myślisz, że ja jestem gotowa? Że to było w moich planach? – nie wytrzymałam, poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. – Myślisz, że chciałam teraz mieć dziecko?

Kacper stał chwilę w milczeniu, potem powiedział, że musi to przemyśleć. Obiecał, że się odezwie. Wyszedł, zostawiając mnie samą z tysiącem myśli. Próbowałam wyobrazić sobie, co czuje. Byłam w szoku, ale miałam nadzieję, że wróci i razem znajdziemy wyjście z tej sytuacji.

Nie wiedziałam, co robić

Przez kolejne dni jego telefon milczał. Nie odpisywał na wiadomości, nie odbierał połączeń. Z każdą godziną czułam się coraz gorzej. W końcu, nie wytrzymując, poszłam do jego akademika. Tam dowiedziałam się od współlokatora, że Kacper spakował swoje rzeczy i wrócił do rodzinnego miasta.

– Powiedział, że ma jakieś problemy rodzinne i bierze dziekankę – wzruszył ramionami chłopak, nieświadomy, jak bardzo te słowa mnie zabolały.

Zostałam sama. W obcym mieście, z sesją na głowie i rozwijającym się pod sercem nowym życiem. Czułam się oszukana, porzucona i przerażona. Przez pierwsze dni byłam jak w transie. Chodziłam na zajęcia, próbowałam się uczyć, ale myśli ciągle wracały do jednej rzeczy: Kacper uciekł. Po prostu stchórzył i zostawił mnie samą z tym wszystkim.

Wieczorami zasypiałam z telefonem w dłoni, łudząc się, że napisze, przeprosi, że wróci. Ale nie napisał już nigdy.

Każdy kolejny dzień był trudniejszy. Wszyscy znajomi rozjechali się na ferie, w akademiku zrobiło się cicho, pusto. Nawet Asia wyjechała do domu na tydzień. Zostałam sama z własnymi myślami. Rodzicom powiedziałam, że mam grypę i boję się zarazić dziadków. Przez dwa tygodnie ukrywałam się w pustym piętrze, gotując zupki chińskie i czytając podręczniki, żeby nie myśleć o przyszłości.

Nie miałam odwagi powiedzieć rodzicom prawdy. Wiedziałam, że gdyby usłyszeli, co się stało, byłby koniec świata. Przez całe dzieciństwo słyszałam od mamy, że grzech, że wstyd, że dziewczyna powinna się szanować. Ale czułam się jak oszustka. Bo rodzice dzwonili kilka razy dziennie, pytając, kiedy przyjadę, czy wszystko w porządku.

Wieczorami siadałam na parapecie i patrzyłam na ośnieżone ulice. Myślałam o tym, jak łatwo było wszystko zaplanować, gdy życie wydawało się proste. Teraz każda opcja wydawała się zła. Z jednej strony powrót do domu i konieczność ukrywania brzucha, z drugiej – samotność w mieście, gdzie nie miałam nikogo bliskiego. Zastanawiałam się, czy powinnam rzucić studia, czy próbować je dokończyć. Czy powinnam powiedzieć rodzicom, czy ciągnąć to jeszcze trochę?

Musiałam z kimś pogadać

Przez kilka dni żyłam jak w zawieszeniu. Rano mdłości, potem próba nauki, przez większość dnia płacz albo otępienie. Przestałam jeść, schudłam, Asia po powrocie z przerwy semestralnej aż się przeraziła.

– Ewelina, co się dzieje? – zapytała, widząc mnie skuloną na łóżku. – Wyglądasz, jakbyś nie spała od tygodnia.

Spojrzałam na nią, a potem słowa zaczęły płynąć same. O Kacprze, o ciąży, o strachu przed rodzicami. Słuchała mnie w milczeniu, po czym mocno przytuliła.

– Słuchaj – powiedziała stanowczo. – Jesteś silna. Zaliczyłaś sesję, z tym też sobie poradzisz.

Jej słowa dały mi odrobinę nadziei. Poczułam, że choć jestem sama, to nie całkiem – Asia była przy mnie. To była pierwsza noc od tygodni, kiedy zasnęłam bez płaczu. Mimo wsparcia Asi, wciąż nie umiałam pozbierać myśli. W głowie miałam jedno: co powiedzieć rodzicom? Próbowałam napisać maila, ale za każdym razem kasowałam wszystko. Bałam się ich reakcji. 

Wiedziałam, że muszę podjąć decyzję. Codziennie rozważałam wszystkie opcje. Wyobrażałam sobie, jakby to było wrócić do domu z brzuchem, znosić spojrzenia sąsiadów, szeptane komentarze, rozczarowanie rodziców. Z drugiej strony miałam przed oczami samotne mieszkanie w wynajętym pokoju, pracę na pół etatu, opiekę nad dzieckiem, które nigdy nie pozna swojego ojca. W końcu poszłam do psychologa. Starsza kobieta, patrząc na mnie ciepło, powiedziała:

– Dziecko, to nie koniec świata. Jeśli zdecydujesz się zostać mamą, są programy wsparcia, pomoc materialna, można zorganizować indywidualny tok studiów. Nie jesteś sama.

To była iskierka nadziei. Poczułam, że może jednak dam radę.

Musiałam się ogarnąć

Ciąża coraz bardziej zaczynała o sobie dawać znać – mdłości, zmęczenie, zmiany nastroju. Zaczęłam szukać informacji w internecie, czytałam fora, rozmawiałam z innymi dziewczynami, które przeszły przez podobne rzeczy. Okazało się, że nie jestem jedyna. Wiele z nich było młodych, samotnych, przestraszonych. Pisały o swoich obawach, ale też o tym, jak wiele potrafi dać wsparcie choćby jednej bliskiej osoby.

Pewnego dnia w stołówce spotkałam koleżankę z roku, Paulinę. Zawsze była otwarta, uśmiechnięta, ale tym razem wyczuła, że coś jest nie tak.

– Ewelina, wszystko w porządku?

Zawahałam się, ale w końcu opowiedziałam jej o ciąży. Byłam pewna, że zareaguje szokiem albo współczuciem, ale ona tylko kiwnęła głową.

– Moja kuzynka była w takiej samej sytuacji. Też bała się wszystkiego, ale dała radę. Jej rodzice byli wściekli przez pół roku, potem się pogodzili. Teraz mają super relację z wnuczką.

Dało mi to do myślenia. Może nie wszystko będzie takie czarne, jak mi się wydaje?

Z czasem zaczęłam planować, co dalej. Złożyłam wniosek o indywidualny tok studiów. Zaczęłam szukać pracy zdalnej, żeby mieć choć trochę oszczędności. O Kacprze nie myślałam już tak często. Bolało mnie, że się nie odezwał, ale pogodziłam się z tym, że nie mogę na niego liczyć. Musiałam być silna. Nie chciałam, żeby tchórzostwo jednej osoby zniszczyło mi życie. Zrobiłam plan – jeszcze nie wiedziałam, co powiem rodzicom, ale wiedziałam jedno: nie wrócę do domu z poczuciem wstydu. Chciałam być dumna z siebie, nawet jeśli popełniłam błędy.

W końcu musiałam im powiedzieć

W końcu nadszedł dzień, kiedy nie mogłam już dłużej ukrywać prawdy. Zadzwoniłam do taty. Drżały mi ręce, czułam, jak serce wali mi w piersi. Powiedziałam mu wszystko, powoli, między łzami. Najpierw była cisza. Potem usłyszałam tylko:

– Ewelina, dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? Przecież jesteś naszą córką. To nie powód, żeby się nas bać. Przyjedź do domu, pogadamy!

Gdy tylko stanęłam w progu, tato objął mnie i długo trzymał w ramionach, jak małą córeczkę. Mama płakała, ale także mnie przytuliła. Okazali mi ogromne wsparcie. Powiedzieli, że będą pomagać najlepiej, jak umieją. Ogromny ciężar, spadł mi z serca. Zaproponowali mi, żebym pod koniec ciąży wróciła do domu, wzięła dziekankę, a jak dziecko podrośnie, wrócę na studia.

– Bo studia musisz skończyć – dodał poważnie tato. – Choćbym miał zostać niańką.

Nie sadziłam, że otrzymam od nich takie wsparcie. I nie sadziłam, że macierzyństwo przyniesie mi tyle szczęścia. Moja córeczka, Jagoda, jest teraz dla mnie całym światem. Uwielbiam ją tulić, karmić, patrzeć jak śpi. Choć trudno jest być samodzielną mamą i studentką, z pomocą rodziców daje radę. Tylko mi smutno, gdy patrzę na córkę, że pewnie nigdy nie pozna swojego ojca. Mój okazał się skarbem.

Ewelina, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: