Kiedy kupowałam mieszkanie na jednym z warszawskich osiedli, od razu wiedziałam, że łazienka będzie wymagała kapitalnego remontu. Ciemne, niemal czarne płytki i wanna, która pamiętała chyba wczesne lata dwutysięczne, przyprawiały mnie o dreszcze. Długo szukałam kogoś z polecenia, aż w końcu znajoma z pracy dała mi numer do Adama.
WIDEO…
Spadł mi z nieba
– Dziewczyno, bierz go w ciemno – zachwalała Kaśka przy porannej kawie w biurze. – Robi solidnie, ma dobre ceny, a poza tym… no, powiedzmy, że miło się na niego patrzy.
Zignorowałam ten ostatni komentarz. Interesowało mnie tylko, czy położy równo fugi i czy będzie solidny. Zadzwoniłam, umówiliśmy się na wycenę. Kiedy otworzyłam mu drzwi tamtego popołudnia, zrozumiałam, co Kaśka miała na myśli. Adam nie przypominał typowego majstra. Wysoki, dobrze zbudowany, z lekkim zarostem i bystrym spojrzeniem. Miał na sobie czyste, dopasowane spodnie robocze i koszulkę, która opinała jego ramiona.
– Dzień dobry. Ja do tej łazienki – powiedział z zawadiackim uśmiechem, a ja poczułam, że się czerwienię.
Prace ruszyły pełną parą. Przez pierwsze dni Adam rzeczywiście uwijał się jak w ukropie. Skuwał stare płytki, wynosił gruz. Codziennie rano witał mnie uśmiechem, kiedy szykowałam się do wyjścia do pracy. Ja robiłam mu kawę, a on opowiadał mi krótkie anegdoty o swoich poprzednich zleceniach. Czułam się świetnie w jego towarzystwie. Od dawna byłam singielką i nie ukrywam – brakowało mi męskiej uwagi.
Polubiłam go
Z czasem nasze poranne rozmowy zaczęły się przedłużać. Kiedy pracowałam z domu, często zaglądał do kuchni pod pretekstem prośby o szklankę wody.
– Pani Karolino, muszę zapytać… jak taka piękna kobieta radzi sobie sama z remontem? – zapytał pewnego dnia. Jego oczy uciekały w stronę mojego dekoltu.
– Jakoś sobie radzę. Od tego mam fachowców – odpowiedziałam z udaną pewnością siebie, choć w środku cała drżałam.
– Fachowcy są różni. Ale ja postaram się pani nie zawieść – odparł.
Ten flirt sprawiał mi ogromną przyjemność. Czułam się adorowana, pożądana. Zaczęłam bardziej dbać o wygląd, nawet pracując w domu. Zamiast wyciągniętych dresów, zakładałam ładniejsze legginsy i delikatny makijaż. Adam to zauważał i nie szczędził komplementów.
Minął drugi tydzień remontu. Według pierwotnego harmonogramu, łazienka powinna być już na etapie układania kafelków. Tymczasem ściany były zaledwie przygotowane pod gruntowanie.
Spóźniał się
Adam coraz częściej przesiadywał w kuchni, pijąc kawę i zagadując mnie na najróżniejsze tematy.
– Wie pani, Karolino – przeszedł na ty niemal niepostrzeżenie – w dzisiejszych czasach trudno o kogoś, z kim można tak po prostu, szczerze porozmawiać. Większość moich klientek to takie nadęte panie z Wilanowa. A ty jesteś inna.
Brzmiało to uroczo, ale z każdym dniem mój niepokój rósł. Płytki z Hiszpanii, za które zapłaciłam małą fortunę, wciąż leżały w kartonach na korytarzu. Kiedy delikatnie pytałam o postępy, Adam zbywał mnie uśmiechem.
– Spokojnie, szefowo. Rzymu nie zbudowano w jeden dzień. Wszystko będzie na tip-top, tylko muszę jeszcze podjechać do hurtowni po specjalny klej. Ten zwykły się nie nadaje do takich ładnych płytek.
I znikał na kilka godzin. A ja, naiwna, wierzyłam mu. Przecież to on był fachowcem. Co więcej, jego obecność w moim mieszkaniu stała się dla mnie czymś, na co czekałam każdego dnia. Złapałam się na tym, że zamiast skupiać się na raportach dla szefa, nasłuchiwałam, czy Adam już wrócił.
Zaczynałam się irytować
Trzeci tydzień. Termin zakończenia prac, wpisany w naszej nieformalnej umowie, minął wczoraj. Łazienka wciąż wyglądała jak pole bitwy. Wtedy też Adam poprosił o kolejną zaliczkę.
– Słuchaj, wyskoczył mały problem z rurami. Musimy wymienić, bo inaczej za pół roku będziesz miała potop. To dodatkowe koszty, no i czas. Potrzebuję jeszcze dwóch tysięcy na materiały.
Mój budżet na remont był napięty. Nie przewidziałam takich wydatków.
– Przecież mówiłeś na początku, że instalacja jest w dobrym stanie. Skąd nagle te rury?
– No wiesz, to stare budownictwo. Zawsze coś wyjdzie. Ale nie martw się, dla ciebie zrobię to po kosztach. Nie policzę ci za robociznę tej wymiany, tylko materiał.
Uśmiechnął się do mnie tak rozbrajająco, że w końcu przelałam mu pieniądze. Jednak ziarno wątpliwości zostało zasiane. Zadzwoniłam do Kaśki.
– Słuchaj, ten twój Adam to zawsze tak długo robi? U mnie minęły trzy tygodnie, a on ledwo ściany wyrównał – zapytałam, starając się brzmieć swobodnie.
– Co ty gadasz? U mnie łazienkę ogarnął w osiem dni. Może u ciebie faktycznie coś tam wyszło po drodze? Wiesz, że on jest gadułą, ale robi szybko.
Miałam tego dosyć
Wtedy dotarło do mnie coś, czego nie chciałam przyznać sama przed sobą. Adam nie spieszył się, bo nie musiał. Miałam u niego status fajnej klientki, która zrobi kawę, pogada, pośmieje się i nie będzie patrzeć mu na ręce. Mój flirt, który na początku wydawał mi się niewinną zabawą, obrócił się przeciwko mnie. Następnego dnia postanowiłam być stanowcza.
– Musimy porozmawiać – zaczęłam, kiedy tylko wszedł i rutynowo skierował się w stronę ekspresu do kawy.
Zatrzymał się w pół kroku, nieco zaskoczony moim tonem.
– Oho, szefowa ma zły humor? Co się stało?
– Chodzi o remont. Minął termin. Chcę wiedzieć, kiedy dokładnie skończysz. I nie chcę słuchać wymówek o schnącym kleju czy krzywych ścianach. Płacę ci za pracę, a nie za dotrzymywanie mi towarzystwa.
Jego twarz stężała. Zniknął uroczy uśmiech, zniknął czarujący fachowiec. Zobaczyłam zirytowanego faceta, któremu ktoś właśnie zepsuł wygodny układ.
– Słuchaj, pani Karolino… – wrócił do formy oficjalnej. – Robię, co mogę. Jak się pani nie podoba, to mogę zwinąć sprzęt. Ale nikt inny nie dokończy tego w takich pieniądzach.
Zagrał nie fair
Zaszantażował mnie. Wiedział, że jestem pod ścianą. Zrozumiałam, że ten cały flirt, te komplementy, te głębokie spojrzenia w oczy – to wszystko była tylko gra na zwłokę. Sposób na to, żebym nie zadawała niewygodnych pytań i potulnie płaciła kolejne zaliczki.
– Został ci tydzień. Równo tydzień. Potem nie wpuszczę cię do mieszkania – powiedziałam twardo, chociaż w środku cała się trzęsłam. – Do roboty.
Przez ten ostatni tydzień atmosfera w mieszkaniu była gęsta jak smoła. Adam przestał się odzywać, pracował w milczeniu, z głośno włączonym radiem. Widziałam, że robi to na odwal się, byle szybciej skończyć. Nie proponowałam mu już kawy. Kiedy w końcu oddał mi klucze i zebrał swoje narzędzia, odetchnęłam z ulgą. Łazienka była zrobiona. Fugi nie wszędzie były równe, a jedna płytka pod umywalką miała ułamany róg, ale nie miałam już siły z nim dyskutować. Chciałam tylko, żeby zniknął z mojego życia.
Zostałam sama w mojej nowej, wymarzonej łazience. Zamiast radości, czułam ogromne rozczarowanie. Nie do Adama, ale do samej siebie. Za to, że dałam się tak łatwo zmanipulować. Za to, że chwila taniego flirtu i kilka komplementów przysłoniły mi zdrowy rozsądek. Zapłaciłam za ten remont znacznie więcej, niż początkowo zakładałam. I nie mówię tu tylko o pieniądzach, ale o poczuciu własnej godności, które pozwoliłam mu podeptać brudnymi, roboczymi buciorami.
Karolina, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy urodziłam dziecko, teściowa stanęła na straży naszych wydatków. Mąż pozwolił jej zrobić nam z życia finansowy koszmar”
- „Na rocznicę ślubu sama sobie kupiłam prezent i zarezerwowałam stolik na kolację. Mężowi zadałam mu 1 ważne pytanie”
- „Myślałem, że po rozwodzie będę mógł zacząć wszystko od nowa. Mój nastoletni syn uznał, że nie mam już prawa do miłości”



























