Myślałam, że w tym roku zostanę narzeczoną, a wkrótce stanę na ślubnym kobiercu. Byłam pewna, że związałam się z księciem bajki, ale ta opowieść nie miała dobrego zakończenia. Mój książę nagle odjechał w siną dal, a mnie zostawił z piętrzącymi się opłatami i nieukojonym bólem złamanego serca. Myślałam, że tęsknota i żal będą trwały wiecznie. Bardzo się myliłam.
WIDEO…
Zakochałam się po uszy
Kiedy poznałam Olka, byłam przekonana, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Poznaliśmy się w pracy, gdzie ja odbywałam staż po studiach. Od razu między nami zaiskrzyło. Spotkania przy kawie w naszym biurowcu szybko zmieniły się w randki na mieście. Chodziliśmy do teatru, który oboje uwielbialiśmy, do kawiarni i na koncerty.
Po pół roku spotykania się postanowiliśmy ze sobą zamieszkać. Wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie blisko naszego miejsca pracy. To była dość prestiżowa lokalizacja, ale Olek całkiem nieźle zarabiał, a ja także liczyłam na etat w firmie.
Było nam ze sobą dobrze. Wieczorne spacery, wspólne kolacje, szybkie śniadania przed pracą – myślałam, że tak będzie już zawsze. Po cichu liczyłam, że wkrótce nasz związek wejdzie na kolejny poziom. Czekałam na oświadczyny, w końcu byliśmy ze sobą niemal dwa lata. Oczyma wyobraźni już widziałam siebie na ślubnym kobiercu u boku mojego księcia z bajki.
Dlatego gdy pewnego dnia zaprosił mnie do eleganckiej restauracji, byłam wniebowzięta. Byłam przekonana, że to będzie właśnie ten dzień. Dzień, w którym stanę się narzeczoną i zaczniemy planować ślub.
Byłam w szoku
Olek zjawił się w restauracji punktualnie. Zawsze był kulturalny i miał nienaganne maniery. Do tego był bardzo przystojny. Tego wieczoru prezentował się nienagannie w białej koszuli i brązowej marynarce. Ja także odpowiednio się przygotowałam. Założyłam najlepszą sukienkę i nowe szpilki.
– Agata… – zaczął Olek niepewnie.
To było do niego niepodobne. Zawsze był pewny siebie i bezpośredni. A teraz zawiesił głos i spuścił wzrok, jakby nie wiedział, od czego zacząć. Pomyślałam jednak, że zaręczyny to nie lada okazja, miał prawo się stresować. Wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, żeby dodać mu otuchy. Nie wziął jej, nawet mnie nie dotknął. Omijał mnie wzrokiem.
– Agata, to się wypaliło.
Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
– Nie pasujemy do siebie – ciągnął dalej. – Zrozumiałem to jakiś czas temu. Próbowałem dać nam szansę, ale to nie działa.
Zdębiałam.
– Jak to nie działa? Przecież mieszkamy razem, jesteśmy szczęśliwi – powiedziałam drżącym głosem.
– Ja od dawna nie byłem z tobą szczęśliwy. Przykro mi, chyba szukam czegoś innego – stwierdził dobitnie. – Jeszcze dziś się wyprowadzę. Przepraszam.
Nie mogłam się pozbierać
Wróciliśmy do mieszkania, chociaż pamiętam to jak przez mgłę. Olek się spakował i wyszedł bez słowa. Byłam tak zszokowana, że nie mogłam się ruszyć. Kolejne dni spędziłam, płacząc w poduszkę. Gdy w końcu wstałam, na stole znalazłam niezapłacone rachunki. Zostawił mnie samą w tym mieszkaniu. Byłam załamana.
Musiałam wyjść z domu i zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczy zachodziły mi łzami i wkrótce wpadłam na mężczyznę w płaszczu.
– Proszę wybaczyć – wydukałam i przyspieszyłam kroku.
Mężczyzna dogonił mnie i złapał za rękę.
– Agata! To naprawdę ty? – odezwał się ciepły głos.
Podniosłam wzrok i od razu go poznałam. To był Michał, mój znajomy ze studiów.
– Często tak wpadasz na przystojniaków na środku ulicy? – powiedział z zawadiackim uśmiechem na ustach. – Wszystko w porządku?
Nie zdołałam odpowiedzieć, bo z oczu popłynęły mi łzy.
– Widzę, że nie – sam sobie odpowiedział, a po chwili dodał – Ale wiem, czego ci potrzeba. Gorąca, mocna kawa. Chodź, pokażę ci fajne miejsce.
Nie miałam siły odmówić. Kawa faktycznie brzmiała kusząco.
Potrzebowałam towarzystwa
– Chcesz pogadać? – spytał, kiedy siedzieliśmy już nad kubkami z parującą kawą w przytulnej kafejce.
Nie wiedziałam, czemu, ale opowiedziałam mu wszystko. Wyznałam, jak Olek złamał mi serce i zostawił ze stosem rachunków bez wyraźnego powodu. Mówiłam, jak mi z tym źle.
– Po co ja to wszystko mówię? – spytałam na głos.
– Bo zawsze nam się dobrze gadało – odpowiedział bez namysłu.
To akurat była prawda. Na studiach często potrafiliśmy przegadać wiele godzin. Później nasze drogi się rozeszły, a ja poznałam Olka i zapomniałam o całym świecie. Ale teraz rozmawialiśmy tak, jakby tej rozłąki wcale nie było. Jakbyśmy widzieli się wczoraj.
Poczułam się lepiej. Sam fakt, że mogłam się komuś zwierzyć, bardzo mi pomógł. W towarzystwie Michała czułam się bezpiecznie. Potrafił mnie nawet rozśmieszyć, mimo tego przez co przeszłam.
– Powinieneś zawodowo pomagać porzuconym – zażartowałam i w końcu z apetytem zabrałam się za jedzenie szarlotki, którą zamówił dla mnie Michał.
– W moim programie jest coś więcej niż kawa – powiedział z uśmiechem. – Zapraszam cię do kina. Trochę się od tego wszystkiego oderwiesz. A później znam świetne miejsce na kolację. Bynajmniej nie romantyczną.
Oboje się zaśmialiśmy. Zgodziłam się. Nie miałam żadnych planów, a wizja samotnego wieczoru w tym nieszczęsnym mieszkaniu przerażała mnie.
Byliśmy tylko przyjaciółmi
Przed wyjściem zadzowniła moja najlepsza przyjaciółka, Beata.
– Cześć Agata, jak sobie radzisz? – spytała z troską w głosie. – Pomyślałam, że może wpadnę wieczorem, przywiozę ci coś do jedzenia, pewnie nie miałaś siły na gotowanie, a ja mam akurat pyszną zupę dyniową…
– Dziękuję Beata, jesteś kochana, ale dzisiaj wychodzę.
W słuchawce zapadła cisza.
– Wychodzisz? Myślałam… myślałam, że nie masz ochoty, ale to bardzo dobrze! – szybko się rozpromieniła. – Jakie masz plany? Pewnie jakiś masaż albo wizyta u kosmetyczki?
– Właściwie to idę do kina. Z Michałem, tym ze studiów, pamiętasz?
– Ten Michał, który ciągle u ciebie przesiadywał? No ładnie!
– Spotkaliśmy się przypadkiem, to tylko takie niezobowiązujące wyjście na pocieszenie.
– Uważaj, żeby z tego pocieszania nie wyszło nic innego – powiedziała ze śmiechem Beata.
Miałam ochotę puknąć się w czoło. Ból po odejściu Olka był ciągle żywy, a Michał… Michał był wtedy dla mnie jak plaster na ranę. Ramię, w które mogę się wypłakać i choć na chwilę zapomnieć o sytuacji, w której się znalazłam.
W końcu jestem szczęśliwa
W kinie obejrzeliśmy film sensacyjny. Wartka akcja sprawiła, że nie myślałam o swoich problemach ani o Olku. Zjedliśmy razem pyszną kolację, a później Michał odwiózł mnie do domu.
– A więc tu mieszkasz – powiedział gdy zaparkowaliśmy. – To niezła dzielnica.
– Tak, ale nie lubię tu wracać – odpowiedziałam gorzko. – Nie po tym wszystkim. To miejsce przypomina mi o nim… Poza tym Olek zostawił mi stos rachunków, a mnie zwyczajnie nie stać na utrzymanie tego mieszkania.
– To nawet dobrze się składa – powiedział Michał, a ja słuchałam go zaskoczona. – Kolega z pracy wprowadza się do swojej dziewczyny. Do tej pory mieszkał w niewielkiej kawalerce na przedmieściach. Nie jest to tak prestiżowa dzielnica, ale może byłoby taniej…
– To świetny pomysł – doparłam z entuzjazmem.
Wizja wyprowadzki natchnęła mnie jakąś nową energią. Byłam tak podekscytowana, że pocałowałam Michała w policzek. Od razu zrobiło mi się strasznie głupio.
– Przepraszam Michał, nie powinnam…
Nic nie powiedział, tylko mocno mnie przytulił.
– Zawsze tego chciałem, Agata – powiedział, a jego głos zabrzmiał miękko. – Ale wiem, że potrzebujesz czasu.
Miał rację. Skorzystałam z jego propozycji i przeprowadziłam się do kawalerki. Mieszkanie było faktycznie niewielkie, ale urządziłam je po swojemu. W sąsiedztwie znajdował się rozległy park, w którym spędzaliśmy sporo czasu z Michałem, spacerując i rozmawiając o wszystkim, zupełnie jak dawniej.
Coś się jednak zmieniło. Przed każdym kolejnym spotkaniem czułam motyle w brzuchu. Zauważyłam, że staranniej dobieram ubrania, chociaż w towarzystwie Michała czułam się zupełnie swobodnie. W końcu zaprosił mnie na randkę z prawdziwego zdarzenia, a ja czułam się najszczęśliwsza na świecie.
Z niczym się nie spieszyliśmy, ale czułam, że to może być to. Wiedziałam, że na Michale mogę polegać i że nigdy nie zostawi mnie tak jak Olek. To nie był nagły wybuch namiętności, tylko uczucie rozkwitające powoli, w swoim własnym tempie.
Agata, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy dostałam propozycję zamieszkania z dziećmi, nabrałam podejrzeń. Czułam, że zięć chce zaoszczędzić na sprzątaczce”
- „Dziwiłam się, że mąż zgubił swoją najlepszą koszulę. Gdy rozpoznałam ją na balkonie sąsiadki, wszystko stało się jasne”
- „Podczas jesiennych porządków znalazłam srogi paragon w kieszeni męża. Nie potrafię już na niego spojrzeć tak samo”