Samolot/fot. Fotolia fot. Fotolia

Panie pilocie, rower w samolocie

Jak spakować rower do samolotu, aby go nie uszkodzić i które linie lotnicze są najbardziej przyjazne rowerzystom? Co natomiast zrobić z rowerem w pociągu i ile kosztuje jego przewóz? Dlaczego w Europie lepiej nocować w namiocie?
/ 26.06.2012 15:27
Samolot/fot. Fotolia fot. Fotolia

Specjalne strefy dla rowerów

Niektóre linie lotnicze nie są za bardzo przyjazne rowerzystom i traktują rower jako zwykły bagaż. Łatwo wtedy policzyć, że z limitu kilogramów niewiele nam zostanie na ubrania i pozostałe rzeczy, więc albo decydujemy się płacić za nadbagaż (nawet 8 euro za kg), albo dziękujemy takim liniom za współpracę i szukamy dalej.

Niektóre lotniska, jak na przykład w Auckland i w Christchurch w Nowej Zelandii czy Portland w USA, mają nawet bicycle assembly area, czyli specjalne strefy, w których można skręcić swój rower po wyjęciu go z pudła! W takiej strefie: wiesza się rower na specjalnym uchwycie wystającym ze ściany i można bez problemu znów przymocować kierownicę, koła i pedały.

Tanie linie lotnicze

Większość tanich linii lotniczych ma w swojej ofercie możliwość zabrania ze sobą sprzętu turystycznego (roweru, deski surfingowej) za specjalną dopłatą. W 2010 roku wynosiło to 25-40 euro. Niektóre duże linie transportowały rowery za darmo (Korean Air, British Airways) w ramach różnych akcji promocyjnych.

Chęć zabrania roweru należy zgłosić wcześniej. Najbezpieczniej zrobić to w trakcie zakupu biletu. Należy się dowiedzieć się, jaka jest dopuszczalna waga roweru oraz jakich może on być rozmiarów. Od jakiegoś czasu niektóre linie (np. Air France) pilnują rozmiaru kartonu. Tłumaczą to wielkością luku bagażowego.

Jak zapakować rower do samolotu?

Rower należy zapakować w specjalną torbę lub karton. Torba ma trzy wady – trzeba ją kupić, nie zmieści się w niej nic poza rowerem, a później trzeba ją wozić ze sobą lub szukać miejsca, gdzie można ją przechować na czas naszej podróży. Natomiast karton jest wygodniejszy – można do niego zapakować kilka drobiazgów (na przykład ciężki namiot), no i można go po przylocie wyrzucić.

Linie lotnicze mają na rowery pewne limity wagi (około 30 kg w zależności od linii) i warto to wykorzystać, uszczuplając kilogramy w naszym głównym bagażu. Nam notorycznie zdarzało się upychać do kartonu namiot, narzędzia rowerowe, a czasem nawet śpiwory.

Warto znaleźć karton dużo większy od naszego roweru. Można nawet rozciąć dwa kartony i zrobić z nich jeden, a wszystko po to, by jak najmniej rozkręcać rower. W normalnych warunkach trzeba zdjąć kierownicę, pedały, siodełko ze sztycą i co najmniej przednie koło oraz przedni bagażnik. Sklejając dwa kartony w jeden, możemy taki pakunek dokładnie dopasować do długości roweru z założonymi kołami. Po przylocie o wiele szybciej skręcimy rower i nareszcie ruszymy w naszą wymarzoną podróż.

Niektóre linie lotnicze przyjmują rowery bez kartonów i toreb. Można taki rower oddać w całości lub owinięty szczelnie folią i modlić się, żeby nic mu się nie stało, gdy panowie bagażowi będą go wrzucać na wózek, z wózka na taśmociąg i z taśmociągu do luku bagażowego i z powrotem. Linie lotnicze wymagają, by mieć ze sobą tylko jedną sztukę bagażu rejestrowanego. Najprościej kupić dużą „ruską” torbę w kratę i zapakować do niej sakwy.

Zobacz także: Jet lag – zmęczenie spowodowane zmianą strefy czasowej

Marek Mulewski – porada praktyka

Pierwszy raz leciałem z rowerem. Nie miałem więc doświadczenia. Krzyś Jasiński zakupił w hurtowni tzw. streczfolię i folię bąbelkową. Zaleta takiego opakowania jest taka, że widać, co jest w środku. Poza tym zostają same wady. Dlaczego?

Pakunek zatargałem do panów WOP-istów. Tamże poproszono pieski. Pan zrobił palcem (!) dziury w folii, pieski obwąchały i OK — rzucili pakunek na transporter taśmowy. Skutek: złamany hak przerzutki, co uwidoczniło się już po kilkudziesięciu kilometrach w Tbilisi. Z powrotem nie byłem już taki głupi — zapakowałem rower w porządną plandekę ogrodniczą, utykając gdzie trzeba kawałki kartonowych pudeł. Zalety: taka plandeka jest uniwersalna. Rozkładam ją pod namiot, gdy jest błoto, ostre kamienie, osty itp. Przykrywam nią rower, a nawet mój namiocik, gdy leje. Plandeka jest mocna — nadaje się do wielokrotnego użycia, jest też nieprzemakalna i tania.

Pociąg

Gdy nasz pociąg to stary EZT (elektryczny, bez przedziałów „tramwaj”), nie będzie problemu z przewiezieniem roweru. Na końcu każdego wagonu znajduje się „Przedział dla osób z większym bagażem”. Rower można przewozić w każdym z tych pociągów.

Gdy pociąg składa się z wagonów z przedziałami, nie ma natomiast specjalnego wagonu do przewożenia rowerów, musimy sobie radzić inaczej. Jeszcze do niedawna można było wozić rowery na końcu składu pociągu, przypinając je do ostatnich drzwi. Warto zapytać kierownika pociągu, czy gdzieś na trasie nie będą przyczepiane kolejne wagony, by nie stało się tak, że po jakimś czasie nasz rower stoi w środku składu pociągu.

W pociągach, w których nie wolno przewozić roweru (np. nocnych lub międzynarodowych), dobrym pomysłem jest złożenie roweru. Na dobrą sprawę wystarczy zdjąć koła i owinąć całość w plandekę. W ostateczności może to być nawet tropik namiotu. Ważne jest, by rower niczego nie pobrudził ani o nic (o nikogo) nie zahaczył jakimś wystającym elementem. Tak spakowany rower możemy zgodnie z regulaminem PKP przewozić jako bagaż. Na półce czy pod siedzeniem. W ostateczności nawet na korytarzu.

A ile to kosztuje?

Podróż rowerem okazuje się całkiem tanią formą turystyki. Po pierwsze, odpadają koszty transportu, a po drugie noclegów. Nie ma nic piękniejszego od rowerowej wędrówki bocznymi drogami zakończonej noclegiem w namiocie na „najpiękniejszej łące świata”. Jedynym wydatkiem pozostaje jedzenie, ale to chyba nic nowego – w końcu siedząc przed telewizorem, też trzeba coś jeść, więc to żaden dodatkowy wydatek. Największym wydatkiem zawsze jest wizyta w mieście. Trzeba iść spać do hotelu, trzeba zjeść w knajpce, no i miasto jest pełne pokus: księgarń, sklepów z pamiątkami itp.

W naszych podróżach staramy się utrzymać za 50 zł dziennie na nas dwoje. Jeżeli są to Indie czy Azja Południowo-Wschodnia, to są to dość „wygodne” pieniądze. Wystarczy na hotelik i jedzenie. Jeżeli jest to Europa, to gotujemy sami i sypiamy w namiocie lub „po ludziach”. W Chinach czy Turcji „oszczędzamy” na hotel, śpiąc trzy-cztery noce w namiocie, by potem wyszorować się w gorącej wodzie, zrobić pranie i zwyczajnie wypocząć w czystej, hotelowej pościeli.

Nie oszczędzając na niczym, ale trzymając swoje żądze na wodzy, w czasie podróży do Indii czy po Jedwabnym Szlaku udawało nam się wydawać 2000 zł miesięcznie. Ktoś nam kiedyś powiedział, że to taniej, niż mieszkać w Polsce.

Co zrobić, by tanio podróżować rowerem:
• kup tani rower, a resztę przeznacz na podróż,
• naucz się gotować,
• improwizuj,
• śpij w namiocie lub korzystaj z WarmShowers.org (noclegi u innych rowerzystów) lub couchsurfingu (noclegi u ludzi, którzy chętnie udostępnią łóżko lub kawałek podłogi).

Sprawdź: Jak zadbać o zdrowie podczas podróży samolotem?

Fragment pochodzi z książki Podręcznik przygody rowerowej, Ani i Roberta Robba Maciągów (Septem, 2012). Tytuł, lid, śródtytuły oraz skróty zostały wprowadzone przez redakcję.