Reklama

Sezon nagród filmowych trwa w najlepsze, ale jego wisienką na torcie, jak co roku, będzie dopiero gala rozdania Oscarów 2026. To najważniejsze nagrody w świecie kina, które co roku elektryzują publiczność – zarówno filmowych fanów, którzy chcą zobaczyć najlepsze produkcje na świecie, jak i wielbicieli mody, pragnących podziwiać kreacje gwiazd na czerwonym dywanie.

O tym, jakie suknie założą piękne aktorki, przekonamy się dopiero w nocy z 15 na 16 marca, ale teraz już możemy spróbować zabawić się w obstawiających, jakie filmy zostaną nagrodzone tą prestiżową, złotą statuetką.

Oscary 2026: kto ma największe szanse na zdobycie statuetki?

W tym roku padł rekord, jeśli chodzi o liczbę nominacji. Film „Grzesznicy” ma szansę aż na 16 statuetek. Tym samym przebił o 2 nominacje dotychczasowych rekordzistów – filmy „Wszystko o Ewie” w 1950 roku, „Titanic” w 1997 oraz „La La Land” w 2019 miały na swoim koncie 14 nominacji. Z tym wiąże się jednak tyle samo szansy, co ryzyka. „Grzesznicy” mają bowiem nikłe szanse na bycie wielkim wygranym. Raczej mogą zostać wielkim przegranym. Po piętach depcze im bowiem „Jedna bitwa po drugiej”, która uważana jest w tym roku za faworyta wyścigu.

Osobiście uważam jednak, że „Grzesznicy” poziomem są przynajmniej o dwa oczka wyżej niż „Jedna bitwa po drugiej”. Choć film Ryana Cooglera ma bardzo nietypową konwencję, łączącą w sobie wątki musicalu, filmu kostiumowego oraz slashera z elementami gotyckiego horroru, właśnie ta nietuzinkowość świadczy o jego wielkiej sile. Dodatkowo jest niesamowicie metaforyczny i dynamiczny. Ma kultowe sceny, które na długo zapadają w pamięć i porusza niezwykle ciekawą historię, więc zasługuje także na statuetkę za scenariusz oryginalny. Myślę jednak, że będzie triumfował głównie w kategoriach technicznych – np. za montaż i muzykę.

„Jedna bitwa po drugiej” to z kolei typowe kino akcji z uwielbianym przez Akademię wątkiem politycznym. Z resztą być może nie tylko przez Akademię, patrząc na to, ile nagród zebrał do tej pory. Jest to na pewno produkcja, która wyróżnia się pod względem castingowym – obsada jest dobrana genialnie. Na pierwszy plan wychodzi oczywiście Leonardo DiCaprio, któremu wtóruje Teyana Taylor. O aktorce niedawno zrobiło się głośno, ponieważ zdobyła już za swoją drugoplanową rolę m.in. Złoty Glob. Czy teraz czas na Oscara?

Nagrody indywidualne, czyli o aktorach słów kilka

Jak już jesteśmy przy żeńskich rolach pierwszoplanowych, to muszę przyznać, że nie rozumiem zachwytu nad postacią stworzoną przez Taylor. Jest na ekranie zaledwie kilkanaście minut i nie ma w tej postaci nic, co zapadałoby w pamięć. O wiele bardziej w tym roku kibicuję np. Elle Fanning lub Indze Ibsdotter Lilleaas, które stworzyły niezapomniane role w skandynawskiej produkcji „Wartość sentymentalna”.

O wiele ciekawiej robi się jednak wśród aktorek pierwszoplanowych. Tu mamy naprawdę wyrównaną bitwę wśród niezapomnianych postaci. Na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje Jessie Buckley, która stworzyła przejmującą rolę matki tracącej dziecko w „Hamnecie”. Rolą matki zachwyca także Rose Byrne, która stworzyła postać kobiety styranej życiem, zmuszonej do opieki nad chorym dzieckiem.

Ja mam sentyment również do Kate Hudson. Jej rola w „Song Sung Blue” nie była może tak ikoniczna jak powyższe, ale było w niej coś, czym chwyciła mnie za serce i sprawiła, że na długo zostanie ona w mojej pamięci.

A co z aktorami? Tu wiele osób stawia, że statuetkę za główną rolę otrzyma Timothee Chalamet. Uważam jednak, że jako tytułowy „Wielki Marty” nie zagrał wybitnie i pamiętam jego o wiele lepsze wcielenia. Jest jeszcze Leo z „Jednej bitwy po drugiej”, Michael B. Jordan z „Grzeszników” i myślę, że prawdziwa rywalizacja rozegra się między tą trójką. Osobiście jednak kibicuję Ethanowi Hawke. „Blue Moon” to w zasadzie cały film oparty na jego postaci, niesamowitych monologach i grze oczami oraz mimiką. Czegoś takiego oczekuję od oscarowej roli.

W drugoplanówce zdecydowanie faworytem jest Sean Penn z „Jednej bitwy po drugiej” i nie obrażę się, jeżeli za tę rolę otrzyma Oscara (choć dla mnie był nieco zbyt przerysowany). Po piętach depczą mu Jacob Elordi za „Frankensteina”, Stellan Skarsgard za rolę ojca-lekkoducha w „Wartości sentymentalnej” czy kolega z planu Benicio Del Toro oraz Delroy Lindo za postać z „Grzeszników”.

Moi faworyci do Oscarów 2026

Co roku typuję też swoich faworytów, którzy – nawet jeśli obiektywnie mogę stwierdzić, że nie mają szans na docenienie przez Akademię – zdobyli moje serce i otrzymują ode mnie prywatnego Oscara. W tym roku bez wątpienia będzie to „Głos Hind Rajab”. Ten film po prostu zniszczył mnie emocjonalnie, wgniótł mnie w fotel i długo nie mogłam dojść do siebie po seansie. Opowiada historię dyspozytorów telefonu alarmowego, którzy otrzymują telefon od małej dziewczynki uwięzionej w samochodzie tuż po ataku Izraela na Strefę Gazy. Resztę możecie sobie sami dopowiedzieć, ale takich filmów się nie zapomina.

Mocno trzymam kciuki także za „Frankensteina”. Guillermo del Toro jest reżyserem lubianym przez Akademię, więc jestem przekonana, że przynajmniej jedna statuetka zapisze się na koncie tego filmu. Gdybym miała obstawiać jaka, to pewnie w kategoriach technicznych – np. za charakteryzację i fryzury czy za scenografię.

W tym roku chętnie doceniłabym również dźwięk w „F1: Film” oraz kilka dokumentów. 3 zdecydowanie wychodzą na prowadzenie. „Pan Nikt kontra Putin” to historia nauczyciela z Uralu w szkole, która po ataku Rosji na Ukrainę staje się przestrzenią państwowej propagandy. Mężczyzna filmuje to wszystko, pokazując nam, jak rosyjski reżim wygląda od środka. Jest to produkcja przejmująca, choć ja zastanawiam się, czy dla nas i naszej części świata to już na pewno ten moment na wybielanie Rosjan.

Absolutnie przejmujący jest krótkometrażowy dokument „Uzbrojony tylko w kamerę: Życie i śmierć Brenta Renauda”, który opowiada historię reportera wojennego. Mężczyzna relacjonował m.in. wojnę w Iraku i Afganistanie, a przyszło mu zginąć w Ukrainie. Jemu i wielu innym dziennikarzom, którzy zginęli w imię prawdy.

Trzeci dokument, który chciałabym docenić i moim zdaniem warto zobaczyć, to „Idealna sąsiadka”. Pokazuje makabryczne relacje sąsiedzkie z perspektywy kamery policyjnej. To, co zobaczycie w tej produkcji, na pewno zostanie z wami na długo.

And the Oscars goes to? O tym przekonamy się 16 marca

O tym, kto ostatecznie zdobędzie statuetkę, przekonamy się w nocy z 15 na 16 marca 2026 roku. Czeka nas kilkugodzinna gala, kiedy wszystko stanie się jasne. Nie jestem fanką obstawiania, kto ostatecznie może wygrać, bo żaden z tych filmów nie jest jednowymiarowy i każdy zasługuje na docenienie pod różnymi względami. Gdybym jednak miała się zabawić, poniżej przedstawiam moją listę typów – według tego, co moim zdaniem zrobi Akademia, a nie subiektywnej oceny. Sama jestem ciekawa, w ilu punktach uda mi się trafić.

  • Najlepszy film: Jedna bitwa po drugiej
  • Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Michael B. Jordan
  • Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Jessie Buckley
  • Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Sean Penn
  • Najlepsza aktorka drugoplanowa: Teyana Taylor
  • Najlepszy reżyser: Paul Thomas Anderson
  • Najlepszy scenariusz oryginalny: Grzesznicy
  • Najlepszy scenariusz adaptowany: Jedna bitwa po drugiej
  • Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny: Diabeł ma zajęcie
  • Najlepszy długometrażowy film animowany: K-popowe łowczynie demonów
  • Najlepsze zdjęcia: Frankenstein
  • Najlepsza scenografia: Frankenstein
  • Najlepsze kostiumy: Frankenstein
  • Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny: Pan Nikt kontra Putin
  • Najlepszy montaż: Jedna bitwa po drugiej
  • Najlepszy dźwięk: F1: Film
  • Najlepsza piosenka: K-popowe łowczynie demonów
  • Najlepsze efekty specjalne: Avatar: Ogień i popiół
  • Najlepsza muzyka oryginalna: Grzesznicy
  • Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Frankenstein
  • Najlepszy film międzynarodowy: Głos Hind Rajab
  • Najlepszy casting: Jedna bitwa po drugiej

Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama