„Porzuć nadzieję, że zapanujesz nad wszystkim. Co będzie – to się zobaczy”. Życie mamy trójki dzieci bywa skomplikowane

Kilkanaście lat temu nie planowałam dzieci. Nie zarzekałam się, że ich nigdy nie będę chciała – nie chciałam wtedy. Do czasu. Impuls, instynkt nagle mnie opadły i nie pragnęłam niczego innego, tylko bosych małych stópek i pachnącej mlekiem łepetynki. Stało się. Wkręciłam się na maksa. Literatura, poradniki, porady, fora. Miałam nawet termometr do sprawdzania temperatury wody w wanience. Obsesja perfekcji i kontroli. Efekty przyszły szybko – stres, zmęczenie, postanowienie: „żadnych dzieci więcej”. A, i jeszcze to poczucie, że ktoś mi zabrał moje fajne dorosłe życie, a zostawił pieluchy, ulewania, marchewkę i wyprawy do spożywczaka w roli atrakcji dnia.
„Porzuć nadzieję, że zapanujesz nad wszystkim. Co będzie – to się zobaczy”. Życie mamy trójki dzieci bywa skomplikowane fot. Fotolia

Kochana P.!
Bardzo się cieszę, że Ty i Irenka szczęśliwie przebrnęłyście przez trudy porodu i od wczoraj nawiązujecie tę piękną więź, która połączy Was jeszcze mocniej niż pępowina.
O, widzisz, jak mi się napisało? „Trudy”. Mam nadzieję, że wspomnienie porodu pozostanie dla Ciebie doświadczeniem z tej właśnie kategorii – ogromnego wysiłku, ciężkiej pracy, bardzo wymiernego i tak wyczekiwanego efektu, a nie koszmarem z dojmującym bólem.

Apel młodej mamy: „W czasie, kiedy to przeczytałyście, umarło parę dzieci”. Po tym tekście odechce wam się wydawać pieniądze...

Po pierwszym porodzie uważałam, że kobiety mówiące o rodzeniu jako wysiłku i pomijające ból, zwyczajnie zmyślają.
Przy drugim porodzie bywały – choć rzadkie, przyznaję – momenty, kiedy przeczuwałam, że mogą mieć rację.
Trzeci poród był objawieniem – zmęczyłam się jak maratończyk bez kondycji i niedzielny turysta w jednym, ale określenia „ból” bym nie użyła. Po raz pierwszy miałam poczucie, że panuję nad swoim ciałem, odczytywałam sygnały, które mi wysyłało, i współpracowałam. Zamiast napinki i skupianiu się na bólu, widziałam przed sobą cel. Poprzednie doświadczenia też na pewno zaprocentowały – wiedziałam, co mnie czeka, mniej się bałam.

Dzieci katolików są mniej życzliwe niż dzieci osób niewierzących

Może i Ty – mama także po raz trzeci – inaczej przeżyłaś te narodziny?
To „inaczej” to zresztą wyraz przewodni wielokrotnego macierzyństwa. Pamiętasz, że kiedy się poznałyśmy, było przy nas tylko jedno dziecko, moja najstarsza córka? Teraz jest ich sześcioro!
Piszę do Ciebie trochę jak starsza siostra, bo tak się złożyło, że i metrykalnie, i w macierzyństwie jestem o krok przed Tobą. Chciałabym podzielić się Tobą swoimi doświadczeniami, żebyś łatwiej, lepiej i spokojniej weszła w swój nowy, po raz kolejny zmieniony świat.

Że życzę Ci/Wam zdrowia, to oczywiste. Ale mocno Ci też życzę spokoju. Z biegiem lat uważam, że to wspaniała umiejętność – równowaga wewnętrzna i pogoda ducha.

Tu też mam dla Ciebie dobre wieści – czas sprzyja spokojowi. Czytałam niedawno, że ludzki mózg osiąga pełną dojrzałość w okolicy trzydziestych urodzin. Mniej wyładowań między neuronami, więcej ładu w głowie. Swoje robi też zmęczenie – mając dużo ważnych spraw, te mniej ważne, rzeczy siłą, się odpuszcza. A przy trójce dzieci spraw Ci nie zabraknie.

Obniżenie wieku emerytalnego - dla kobiet to błogosławieństwo czy przekleństwo?

I tu znowu słowo od starszej przyjaciółki. Kilkanaście lat temu nie planowałam dzieci. Nie zarzekałam się, że ich nigdy nie będę chciała – nie chciałam wtedy. Do czasu. Impuls, instynkt nagle mnie opadły i nie pragnęłam niczego innego, tylko bosych małych stópek i pachnącej mlekiem łepetynki. Stało się. Wkręciłam się na maksa. Literatura, poradniki, porady, fora. Miałam nawet termometr do sprawdzania temperatury wody w wanience. Obsesja perfekcji i kontroli. Efekty przyszły szybko – stres, zmęczenie, postanowienie: „żadnych dzieci więcej”. A, i jeszcze to poczucie, że ktoś mi zabrał moje fajne dorosłe życie, a zostawił pieluchy, ulewania, marchewkę i wyprawy do spożywczaka w roli atrakcji dnia. A potem… Pierworodna podrosła, poszła do szkoły, organizm szepnął: „A gdyby tak jeszcze raz?...”. Poszłam za tym głosem. I choć wiele osób mówiło, że dwójka to już kierat, okazało się, że jest całkiem nieźle. Zwłaszcza że los chyba kieruje się jakąś sprawiedliwością i po superekstrażywiołowej córce butowniczce podarował mi wiecznie uśmiechniętego i zadowolonego syna. Sielanki nie było, nie ma co ściemniać, wszyscy, którzy mają parę, wiedzą, czym w najbrutalniejszej praktyce jest zazdrość i współzawodnictwo między rodzeństwem. I jak trudno być obiektywną matką podczas sporów. Problem szczęśliwie się rozwiązał, gdy z dwójki zrobiła się trójka. Wyznaję szczerze – nie przewidziana. Z wiekiem bowiem coraz częściej wyznawałam zasadę: „jestem otwarta na zmiany”. No to się zmieniło. Dzieci się nie kłócą, bo tu już proste przepychanki nie działają – trzeba związywać koalicje, dogadywać się, wrogie i przyjazne obozy zmieniają składy. Przyznam też wprost – odkryłam, że potrafią się sobą zajmować i korzystam z tego. Powrót z siostrą z przedszkola to fajna zabawa. Koledzy brata czasem poczytają książkę. Starsza siostra ma koleżanki, które w przypływie dobrego humoru zabiorą na pizzę. No i ciągle coś się dzieje.

Obalamy mit: niemowlęta w nocy wcale nie budzą się z powodu głodu

Trochę mi żal, że nie było przy mnie żadnej starszej, doświadczonej kobiety, od której bym się mogła pouczyć życia. Bo oczywiście były i błędy, i potknięcia, i doświadczenie zdobywane w boju. Pewnie niektórych potyczek i siniaków można było uniknąć, gdybym miała taka znajomą. Wśród koleżanek  równolatek, na tym samym etapie życia, raczej się wzajemnie nakręcałyśmy emocjami i lękami. Plemienność, bycie w grupie, wspólne darcie pierza lub rękodzieło – tradycyjne metody wchodzenia w kolejne etapy życia pod okiem starszych przewodniczek to fajna sprawa. Warto korzystać, jeśli jest okazja.
Słuchaj też siebie. Jako zatwardziała racjonalistka mówię: sygnały płyną z ciała. Organizm często wcześniej wie, że czegoś nam potrzeba. Nie lekceważ tego głosu. Przecież to Twój przyjaciel Ci doradza.
Myśl o swoich potrzebach – to nie egoizm, tylko inwestycja, z której skorzystają o Twoi bliscy.
Porzuć nadzieję, że zapanujesz nad wszystkim.

Dalej możesz wierzyć, że w życiu można wszystko: tak, ale nie w tym samym czasie.
Każdego dnia bądź tu i teraz. Co było, minęło. Co będzie – to się zobaczy.
Miej fajne życie i naucz takiego życia swoje trzy (już!) córki.

Raz jeszcze dużo, dużo dobrego z okazji narodzin Irenki!
Całuję wyjątkowo
Wasza A.


PS Mam nadzieję, że za tydzień przyjdzie już od Ciebie jakiś list.

Polecamy cykl felietonów... w formie listów. Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż, autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)