Weronika Marczuk fot. ONS

Weronika Marczuk - Spadek po agencie

Afera z CBA złamała jej karierę i życie. Dziś Weronika wydaje książkę, w której opisuje kulisy swojego zatrzymania i rozprawia się z przeszłością. Czy dzięki temu odzyska dobre imię i wróci do show-biznesu?
/ 16.11.2010 08:16
Weronika Marczuk fot. ONS
Dokładnie 23 września minął rok, odkąd Weronika Marczuk (39) została tymczasowo zatrzymana przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zarzut? Płatna protekcja – przyjęcie pięciu spiętych gumką plików dwustuzłotowych banknotów. Łącznie stu tysięcy złotych.

Co od tej pory zmieniło się w życiu producentki? – Właściwie wszystko. Nigdy nie wylałam tylu łez, nigdy nie miałam problemów, które tak drastycznie odbiły się na życiu moim i najbliższych mi osób. To zdarzenie zabrało mi pracę, prywatność i zostawiło ranę, która bardzo powoli się goi – mówi w rozmowie z „Party” Marczuk. Swoją wersję wydarzeń, historię „przyjaźni” z agentem Tomaszem Małeckim i kulisy afery z CBA, Weronika opisała na 250 stronach książki „Chcę Być jak Agent”, która wkrótce trafi do księgarń. Na jej łamach opisuje też dzieciństwo na Ukrainie, szczerze opowiada o trudnych początkach w Polsce i odsłania kulisy rozstania z byłym mężem Cezarym Pazurą.

Oswoić codzienność

W piątek 15 października Weronika przyjeżdża do Sting Communication – swojej firmy producenckiej na ul. Chełmskiej. Jest podekscytowana. Nic dziwnego, ma spotkanie w sprawie nowego projektu. – Pozyskaliśmy kolejnych kontrahentów. Wdrażamy projekt z dziedziny nowych technologii IT, coś, czego do tej pory w Polsce nie było – cieszy się Marczuk. Nie jest tajemnicą, że firma producencka Weroniki jest obecnie dla niej jedynym źródłem dochodu. Gdy wybuchła afera z CBA, Marczuk była świeżo upieczonym prezesem zarządu spółki WSE InfoEngine SA. Przygotowywała też cykl programów podróżniczych dla „Dzień Dobry TVN” i autorski program „Kancelaria”. Znów miała być jurorem w „You Can Dance. Po prostu tańcz”. Kiedy dotarło do niej, że zatrzymanie przez CBA nie jest tylko głupią pomyłką, wiedziała, że to, na co pracowała od ponad dziesięciu lat, przepadło. – Choć nie zostałam skazana, media przypięły mi łatkę aferzystki i łapówkary – żali się producentka. Nie jest prawdą, że wyrzucono ją z TVN. Przeciwnie, podczas rozmowy w cztery oczy z dyrektorem programowym stacji, Edwardem Miszczakiem, Weronika sama złożyła „dymisję” – do czasu wyjaśnienia sprawy nie chciała pojawiać się w telewizji. Wyjątek zrobiła tylko dwukrotnie. Raz, gdy przyjęła zaproszenie do programu Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Mrozowskiego „Teraz My”. Drugi raz pojawiła się jako gość w „Dzień Dobry TVN”, by m.in. wytłumaczyć widzom swoją sytuację. Władze stacji utrzymują, że po zakończeniu śledztwa Weronika może wrócić do TVN. Jednak na razie Marczuk nie utrzymuje z nimi stałego kontaktu.

Maskotka mistrzostw
– Moja klientka straciła trzy kontrakty w telewizji, kancelarię radcy prawnego i stanowisko w spółce giełdowej. Ale przede wszystkim dobre imię. Tego nic nie jest w stanie zrekompensować – mówi „Party” jeden z obrońców Marczuk, mecenas Mikołaj Pietrzak. Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt nie wiedział: Weronika miała zostać „ambasadorką” piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku. – Dostałam propozycję od UEFA, by w lutym 2010 roku poprowadzić w trzech językach – polskim, ukraińskim i angielskim – wielką imprezę w Warszawie.

24 września, dzień po zatrzymaniu, miałam spotkać się z przedstawicielami UEFA i zawrzeć stosowną umowę. Wolę nie wiedzieć, co pomyśleli, gdy nie stawiłam się na spotkanie, a potem z telewizji dowiedzieli się dlaczego… – opowiada „Party” Weronika. A taka szansa już się nie powtórzy.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Z czego więc dziś żyje? Złośliwi twierdzą, że pewnie z pieniędzy, które brała pod stołem. Takie opinie bolą Weronikę. – Długo
i ciężko pracowałam na to, co mam, a raczej miałam. Dziś żyję skromnie, z oszczędności, ale na pewno nie dojdzie do tego, że nie będę miała co do garnka włożyć. Intensywnie pracuję. Choć nie jest mi łatwo, nie poddam się – mówi.

Bilans strat
Weronika nie ukrywa, że być może będzie musiała sprzedać dom, który kupiła dwa lata temu na kredyt i zamieszkała w nim razem z partnerem, 34-letnim Maciejem Gołyźniakiem. „Ten na warszawskim Ursynowie, w otoczeniu grusz i dzikiego wina, który miał być naszą oazą spokoju”, czytamy w książce „Chcę Być jak Agent”. W zeszłym roku rozpoczęli generalny remont, uwzględniając plany powiększenia rodziny. Boże Narodzenie mieli spędzić wspólnie ze swoimi rodzicami, ciesząc się tym, że są „na swoim”. Jednak te święta przypominały czas żałoby. – Bałam się, że stracę naszą miłość i wspaniały kontakt z rodzicami. Że już nigdy nie będę taka jak przedtem. Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć rodziny, nie zostać matką. Niestety, dziś brakuje atmosfery, by to wszystko od nowa budować. Nie wiem, czy uda mi się mieć dziecko przy takim obciążeniu psychicznym – przyznaje Weronika. Znajomi pary wierzą jednak, że ich marzenie się spełni. Maciej zdał najtrudniejszy egzamin, pokazał, że zawsze można na niego liczyć. „Maciek jest z tych, co dają radę. Stresujące sytuacje są jego żywiołem (…) Kiedy mnie zatrzymano, odłożył wszystkie swoje sprawy zawodowe na bok i zajął się wyciąganiem mnie z tarapatów”, pisze o ukochanym Weronika.

Dziś dom Weroniki i Maćka wygląda tak samo jak rok temu. Wciąż stoją w nim nierozpakowane kartony, a z sufitu zamiast pięknych żyrandoli zwisają żarówki. – To już nie to samo miejsce. Może to paranoja, ale wciąż nie mam pewności, że CBA nie zostawiło tam pamiątek w postaci podsłuchów – mówi „Party” producentka. O dokończeniu remontu nie ma mowy. Powód? Brak funduszy i… chęci. Weronika teraz poważnie myśli o wynajęciu przytulnego mieszkania, w którym oboje poczuliby się pewniej.

Demony przeszłości

Kiedy afera z CBA nie schodziła z czołówek gazet, padł cios, którego Weronika się nie spodziewała. Jej były mąż Cezary Pazura wydał oświadczenie, które wywołało lawinę komentarzy, także wśród przyjaciół eksmałżonków. „Proszę o nieidentyfikowanie mnie z tą sytuacją i osobą Weroniki Marczuk-Pazury. Od trzech lat jesteśmy w separacji, a od grudnia 2007 jesteśmy rozwiedzeni. (…) Żałuję jedynie, iż przez to, że Weronika Marczuk-Pazura nie zgodziła się zrezygnować z mojego nazwiska, negatywny wydźwięk jej zatrzymania przez CBA spada na Rodzinę Pazurów”. Jedni rozumieli postawę Cezarego, inni mówili, że nie kopie się leżącego. Pikanterii całej sprawie dodawała informacja, jakoby Weronika w zamian za zrzeczenie się nazwiska zażądała pieniędzy! – To bzdura! – ucina te rewelacje oburzona Marczuk. Oświadczenie Pazury rzuciło inne światło na ich związek. Dotąd pisano, że Cezary i Weronika po 13 latach małżeństwa rozstali się w przyjaźni, co sami deklarowali w wywiadach. „Czy można odejść, kochając? Można, bo ja go kochałam, odchodząc. Próbował wszystko poukładać, zaklinał, że nie da mi rozwodu i że wszystko się ułoży. Rozwiedliśmy się rok później”, pisze w książce Marczuk. Ale obok słów goryczy są i te pełne miłości, a także historia ich uczucia, które miało się skończyć happy endem. Jedyną osobą z rodziny eksmęża, z którą do dziś Weronika ma kontakt, jest córka aktora Anastazja. – Kiedyś byłyśmy nierozłączne, wychowywałam Nastkę jak własne dziecko, ale to już nie są takie relacje jak kiedyś – mówi „Party” Marczuk.


Polski James Bond
Jednak mężczyzną, który najmocniej ze wszystkich zranił Weronikę Marczuk, okazał się Tomasz Małecki. Kim był słynny agent Tomek? Wspólnikiem w interesach, klientem, przyjacielem? – Przede wszystkim znakomitym aktorem i kłamcą – mówi Weronika. Przyznaje też, że nigdy nie miała powodu, by sprawdzać jego prawdomówność i weryfikować życiorys. – Opowiadał, że jest sierotą. Jego rodzice zginęli, gdy był małym chłopcem. Brak przyjaciół tłumaczył tym, że połowę życia spędził za granicą – opowiada Marczuk. Dwa modele porsche: carrera i cayenne, portfel wypchany gotówką, markowe ubrania – to miało skusić Weronikę. „Uśmiechnięty, przystojny, zawsze dobrze ubrany (…) może czasem zbyt nonszalancko”, wspomina w książce producentka.

Do dziś nie może uwierzyć, że była tak naiwna. Zaufała Tomkowi jak przyjacielowi i rozmawiała z nim o wszystkim. Przez blisko dwa lata. Wypytywana o szczegóły życia osobistego, Marczuk dała się naciągać na prywatne zwierzenia. „Wciąż dużo myślę o tym człowieku. Jednego dnia miałabym ochotę dać mu w twarz, wykrzyczeć, jakim jest sukinsynem i jak mnie skrzywdził. Kolejnego myślę ze współczuciem o jego rodzinie i o nim samym”, pisze. „Zobaczysz, że poczekam na ciebie” – to słowa, które Tomek powtarzał jej jak mantrę. Nigdy nie mówił do niej inaczej jak Weroniczka. W książce Marczuk wylicza w punktach, dlaczego to właśnie ona znalazła się na celowniku CBA. Czy w torebce, którą 23 września dostała od agenta Tomasza Małeckiego, rzeczywiście było wynagrodzenie należne Marczuk za wykonaną pracę? O tym, czy jest winna zarzucanego jej czynu, zdecyduje sąd, o ile w ogóle prokuratura wniesie przeciwko niej akt oskarżenia.

Niepewna przyszłość

– Prowokacja, którą zastosowano w wypadku Weroniki Marczuk, wykraczała poza granice, które wyznacza ustawa. To była próba stworzenia pozorów korupcji – mówi „Party” Mikołaj Pietrzak. Mecenas wziął tę sprawę, bo jako współpracownik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka specjalizuje się w przypadkach nadużyć ze strony służb specjalnych. Razem z nim nad sprawą czuwają jeszcze mecenasi Maciej Lach i Jakub Wende. – To moi trzej muszkieterowie i jak nikt znają się na rzeczy – śmieje się Weronika. Jak obecnie wygląda sytuacja prawna Marczuk? Uchylono już wszystkie zastosowane wobec niej środki zapobiegawcze. Zwrócono rekordową jak na polskie realia kaucję w wysokości 600 tysięcy złotych i oddano paszport. Obecnie Weronika Marczuk jest wolna i zgodnie z prawem niewinna, choć prokuratura wciąż pracuje nad materiałem dowodowym. W oczekiwaniu na dalsze kroki prokuratorskie Weronika Marczuk próbuje normalnie żyć. Więcej czasu poświęca rodzinie i swoim sześciorgu chrześniakom. Na razie nie myśli o powrocie do show-biznesu. Przygotowuje się do promocji książki „Chcę Być jak Agent”. To jej jedyna broń w walce o dobre imię, honor i… święty spokój. Ale teraz jak nigdy odzywa się w niej romantyczna wschodnia dusza, która mówi, że powinna słuchać głosu serca. A co ono podpowiada? Że prawdziwe szczęście w życiu to kochać i być kochanym.

Magdalena Jabłońska-Borowik / Party