Dzień Matki fot. Adobe Stock, fizkes

Odczepmy się do naszych matek, przestańmy je za wszystko obwiniać

Matki nie są idealne – ale kto jest? Popełniają błędy – ale kto ich nie popełnia? Co nam daje to, że nazwiemy swoją matkę toksyczną? Czy nie lepiej byłoby zamiast oceniać i obwiniać, spróbować swoją mamę zrozumieć?
/ 26.05.2021 06:42
Dzień Matki fot. Adobe Stock, fizkes

„Moda” na obwinianie o wszystko własną matkę zaczęła się w latach 90. wraz z ukazaniem się książki Susan Forward i Craiga Bucka „Toksyczni rodzice”. Od tego czasu lista pretensji do matek wydaje się stale wydłużać. Mam niskie poczucie własnej wartości – wina mojej matki. Nie układa mi się z facetami – wina mojej matki. Nic nie osiągnęłam w życiu – wina mojej matki. Mam złe relacje z własną córką – wina mojej matki.

Chciałoby się zapytać: czy aby na pewno? Czy to nie jest przypadkiem zbyt łatwe usprawiedliwienie, by nie zajmować się sobą i swoim życiem? Prosty sposób, by zwolnić się z odpowiedzialności za to, co z różnych powodów nie do końca nam wychodzi?

Nasze codzienne pretensje

Matki nie są idealne – ale kto jest? Popełniają błędy – ale kto ich nie popełnia? Czasem powiedzą coś, czego mówić nie powinny – komu się to nie zdarzyło? O mnóstwo rzeczy można mieć pretensje – że tego nas nie nauczyły, a tego nauczyły. Że to nam wpoiły, a tego nie wpoiły. To powiedziały, tego nie powiedziały.

Przywołuję w pamięci rozmowy, których tematem bywało narzekanie na swoje rodzicielki. „Moja była tak zajęta pracą, że kompletnie się mną nie interesowała, nawet nie spytała o stopnie w szkole”. „Moja nigdy ze mną nie rozmawiała”. „Moja do wszystkiego się wtrącała”. „Moja strasznie skąpa była, na nic nie dawała mi pieniędzy”. „Moja niczego w życiu nie osiągnęła, całe życie tylko uprawia krzątactwo”. „Moja powiedziała mi kiedyś, że jak mam takie nogi, to nie powinnam nosić mini”. „Moja nigdy mnie nie przytuliła”…

Czy nasze matki są złe

Czy to wszystko oznacza, że nasze matki były/są złe? A może raczej – że kochały nas tak, jak umiały? Może same właśnie taką miłość dostały od swoich matek? Czasem zapominamy, że nasi dziadkowie i rodzice żyli w zupełnie innych realiach. Jeśli babcia w ciężkich powojennych czasach wychowywała czwórkę dzieci, zajmowała się domem i gospodarstwem, mogło nie starczać siły na to, by być matką idealną według dzisiejszych wyśrubowanych standardów.

Jeszcze do niedawna relacje rodzic–dziecko opierały się przecież na hierarchii, władzy i posłuszeństwie. Świadomość psychologiczna czy wiedza o rozwoju emocjonalnym była znikoma. Tak miłe sprawy jak uważność na potrzeby dziecka, słuchanie go, bliskość to całkiem nowe wynalazki.

Jeśli same przyszłyśmy na świat w latach siedemdziesiątych, gdy naszym mamom wpajano, że bliskość po porodzie jest niehigieniczna i niebezpieczna dla dziecka, karmienie piersią to ciemnota, a noszenie na rękach psuje, czy można mieć do nich żal o to, że nas nie przytulały? Że w naszych relacjach czasem brakowało ciepła i czułości? O rodzicielstwie bliskości nikt wtedy jeszcze nie słyszał.

Jak my byśmy sobie radziły na miejscu naszych matek

Jesteśmy bardzo przejęte naszymi stresami. Jak bardzo musiały być zestresowane kobiety, gdy w latach 80. często dosłownie nie było co do garnka włożyć. Gdy zamiast spędzać czas na czytaniu bajek czy grach planszowych, trzeba było godzinami stać w kolejkach po kawałek kiełbasy czy papier toaletowy.

Nasze matki wieczorami nie oglądały seriali na Netflixie. One prały (nie było pralek automatycznych), zmywały (nie było zmywarek) i gotowały na cały tydzień (nie było gotowych dań w sklepach ani jedzenia na wynos). Na pomoc męża mało która mogła liczyć. Partnerstwo czy dzielenie domowych obowiązków to też wynalazek ostatnich lat. Jak my byśmy sobie radziły na miejscu naszych matek? Naprawdę byłybyśmy takie idealne? Zawsze uśmiechnięte, cierpliwe, rozumiejące, akceptujące, wspierające, obecne?

Warto zadać sobie pytanie: czy kiedy myślę o swojej mamie, minusy nie przysłaniają mi plusów? Może to, że mama nie interesowała się moją nauką, sprawiło, że stałam się bardzo samodzielna? Może to, że nie zaspokajała moich zachcianek i sama musiałam wcześnie zacząć zarabiać, przełożyło się na fakt, że zrobiłam karierę zawodową? Może to, że często była w złym humorze i chodziła po domu jak chmura gradowa, powoduje, że ja rozumiem, jak ważny jest uśmiech w relacjach z dziećmi? A to, że tak często mnie krytykowała, sprawia, że zastanowię się dwa razy, zanim powiem coś krytycznego własnej córce?

Co zawdzięczasz własnej matce?

Co nam daje to, że nazwiemy swoją matkę toksyczną? Czy nie lepiej byłoby zamiast oceniać i obwiniać matkę, spróbować ją zrozumieć? Zadać sobie pytanie, jak historia jej życia wpłynęła na to, kim się stała? Wyciszyć pretensje? Właśnie takie myślenie – zamiast nieustannego sądu nad kobietą, która nas urodziła i wychowała – może nam pomóc osiągnąć wewnętrzny spokój.

Zrób eksperyment. Weź dużą kartkę papieru, umieść na środku słowo mama i wypisz dobre skojarzenia. Wszystko, co własnej matce zawdzięczasz. Za co ją doceniasz, podziwiasz, szanujesz. Szczęśliwi, którzy na tej liście wymienią miłość, akceptację, poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, zaufanie. A jeśli tego tam nie będzie?

Słowo do mamy od Agaty Passent, Kory i Katarzyny Nosowskiej

Agata Passent, córka Agnieszki Osieckiej, czuła się jako dziecko odtrącona. A jednak już po śmierci poetki na pytanie „Kochasz mamę?” odpowiedziała: „Tak. Nauczyłam się od niej ogromnie dużo (…) Masę rzeczy jej zawdzięczam, nie zamieniłabym jej na inną mamę”. „A jakie to rzeczy?”, spytał przeprowadzający z nią wywiad Grzegorz Sroczyński.

Empatia. Była osobą bardzo wrażliwą. Ciekawość innych ludzi, umiejętność słuchania. I to, że sprawy materialne nie mają dla mnie wielkiego znaczenia. Fryzura nie jest ważna. Książka do przeczytania jest ważna. Ludzie są ważni.

Kora Jackowska dzieciństwo spędziła w niewyobrażalnej biedzie, a jako czterolatka została na pięć lat oddana do sierocińca. Późniejsza wokalistka Maanamu przez wiele lat miała do matki wielki żal.

Uważałam, że to, co nas spotyka, ta straszna i nieludzka, uwłaczająca godności bieda, to jest jej wina. (...) Że ona nie daje sobie rady

Już jako dorosła kobieta Kora spojrzała na to inaczej. W matce ujrzała kobietę, która mimo ciężkiej choroby i mając przy sobie nieodpowiedzialnego męża, robiła co mogła, by jak najlepiej wychować dzieci. By czasem zabrać Korę do teatru czy do kina, pożyczała pieniądze od sąsiadek. Mówiono o niej: „To jest ta, która nie ma pieniędzy, a dla Olusi pożyczy, żeby miała na kino”.

Po latach Kora powie: „Dziś wiem, jak wiele mama mnie nauczyła. Oglądu świata, poczucia piękna.” Ale długo tego nie doceniała:

Po śmierci mamy odczułam ogromny ból. Chyba nigdy nie widziałam jej szczęśliwej. Nic jej nie dałam. Cały czas od niej żądałam. Byłam bezwzględna.

Katarzyna Nosowska, której opowieści w książce „Powrót z Bambuko” o niełatwych relacjach z rodzicami są głęboko poruszające, rok temu z okazji Dnia Matki zamieściła zdjęcie mamy na Instagramie ze słowami:

Dziś dziękuję jej za to, że jestem. Nie mam już o nic żalu – tylko wdzięczność i zrozumienie, i miłość, która eksplodowała gdy zrozumiałam nareszcie, że wszystko jest takie jakie ma być, a doskonałe nie zawsze oznacza gładkie.

Z okazji Dnia Matki – zamiast formułki w stylu „zdrowia, szczęścia, pomyślności” – warto powiedzieć mamom, za co jesteśmy im wdzięczne. Jeśli nie potrafisz, bo nigdy nie umiałyście rozmawiać o uczuciach, przynajmniej o tym pomyśl.


Czytaj także:
Dzień Matki, czyli najstarszego zawodu świata. Jak zrodziło się święto, które znienawidziła jego inicjatorka
Najpiękniejsze kwiaty doniczkowe na Dzień Matki. Ceny do 24 zł
Obiad na Dzień Matki - 10 pomysłów na obiad z mamą